devon aoki

devon aoki

niedziela, 28 lutego 2016

Haulownia - Berdeverownia :D Czyli "Sekrety Urody Koreanek" bez Koreanek :D



Czzzooo nie ma książki Charlotte Chooooo ? Oszukali nas ! :D hahaha żartowałam. Recenzji tu nie będzie xD.

Ostatnio błogosferę niczym prędkość światła obiegła książka Charlotte Cho "Sekrety Urody Koreanek" . Nie powiem, że nie ucieszyłam się na wieść o tym Świętym Gralu Azjato-świrów takich jak ja. Moją ciekawość potęguje fakt, że widziałam już i czytałam kilkanaście recenzji tej książki i mam wrażenie, że jestem napalona na nią do granic możliwości...

Zapewne każdy inteligentny zapyta - "Czemu jeszcze nie pobiegłaś jej kupić?" No właśnie...

Ano dlatego, że nie spodziewałam się czegoś takiego kiedy do Matki Boskiej Pieniężnej daleko... W sumie nawet bardzo xD . Żadne znaki na niebie i ziemi nie pokazywały mi tego cudu nad Wisłą, objawienia w Lourdes i wydarzenia na miarę odkrycia że Ziemia jest okrągła.

Normalnie moje kocie zmysły mnie oszukały ... xD Z drugiej strony od kilku dni jestem otępiała do granic możliwości i to pewnie dlatego xD . Jestem naprawdę pociągająca - zieloną flegmą i uporczywym kaszlem, jakbym się postarała mogłabym wykaszleć cały alfabet xD.

Na szczęście w zeszłym tygodniu przyszło moje Berdverowe zamówienie i zrobiłam sobie swoje własne "Sekrety Urody" w wersji Japońskiej i tak moi mili Państwo skorzystałam również z promocji na nowości Berdeverości czyli "koreańskie kosmetyki", ale na nie będę musiała poczekać ( na szczęścia Aga cierpliwa jak Matka Kalkuta z Teresy jest xD i dba o moją straconą duszyczkę ;D )

Jak zauważyliście  zamówienie jest "dziwne" to znaczy jest tylko częściowo jest standardową ofertą Berdever , w pozostałej stanowi moje prywatne zamówienie, które Aga realizowała specjalnie dla mnie . Czyli czytajcie - wysłuchała mojego zboczenia , a potem poszła do sklepu obfocić dla mnie wszystko i zrobić swatche ( zawsze podkreślam, że ma Anielską cierpliwość i Szatańskie usposobienie :D ) , na koniec jak to ona obdarowała mnie stadem Hello-gadżetów i masą ulubionego "kociego" żarcia xD ( wiecie dla mnie słodycze z zieloną herbatą to takie scubie-snacksy :D )


Po fenomenalnym różu z maquillage  Shiseido pisałam o nim <TUTAJ!>  mój apetyt zaostrzył się i to dość mocno i zapragnęłam czegoś więcej xD . Obwąchiwałam całą ofertę dostępną u Berdever, ale stwierdziłam, że boję się troszku inwestować w podkład w kamieniu ze względu na to, że na swatchach kolorki wyglądały dość <blado> , a ja bladziochem nie jestem ( no ale Aga znalazła na to radę i podesłała mi parę próbek xD . Miałam za to smaka na coś czego Berdever w regularnej ofercie nie miała  - czyli szminęcję ^^).


Aga najpierw podesłała mi link do Japońskiego Shiseido ( Shiseido dostępne na rynku "światowym") jest inne niż to dostępne w Japonii - jakby to powiedzieć na rynki światowe trafiają "mniej udane produkty", które raczej nie spełniają wysokich wymagań Japonek, no ale nasze już tak ;p.  I jak zwykle podpowiedziała mi co według niej jest godne uwagi ;p a potem ja pomarudziłam, że interesują mnie  odcienie nude i pomarańczowe ;p , a Aga oczywiście zrobiła dla mnie swatche i podkusiła jeszcze innym szminkowym maleństwem ;D , ale o nim za chwilę.


Maquillage choć swoją cenę ma, jest jej absolutnie warty - doskonałość precyzji wykonania opakowania łechce moje zmysły i wygląda absolutnie wyjątkowo! Wiecie jak się czymś takim wymaluję to nie czuję się jak koteł Hello Kitty , ale jak jakaś Syjamska kotka ( zawsze podobały mi się Syjamy :D choć podobno są mocno wredne xD - czyli tak jak ja ;D . Azjatyckie szminki mają odrobinę inną budowę niż nasze - zwykle są "smukłe" i wąskie , a ich końcówki nie mają naszego "szpiczaka" tylko są ścięte pod kątem . Jakby to powiedzieć dla mnie trochę przypominają cygaretkę modną u dam z wyższych sfer w dwudziestoleciu między wojennym.



Mój kolorek to  OR 221 i choć myślałam, że będzie "matowa" i bardziej czerwona to na ustach bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją kremową konsystencją z lekkim poblaskiem błyszczyka. Kolor jest odrobinę "ładniejszy" od moich naturalnych ust. Jak pomalowałam sobie nią usta uśmiechnęłam się sama do siebie , bo usta rzeczywiście wyglądały jak u Pani z reklamy z youtuba , która mówi złotą sentencję <feminin onna> (czyli kobieca dziewczyna ) . Usta wyglądają na lekko wilgotne , jędrne takie jak ta porzeczka, którą wcina modelka . Aplikacja? Dziecinnie prosta , maquillage jakby sam wiedział jak ma dopasować się ust . Zwykle mam problemy z tym, żeby "nie wyjechać" , a tu nie ma takiej opcji - wykazuje doustny tropizm i tylko doustny na szczęście.


Główną zaletą też jest to , że usta nie są po niej przesuszone a takie "jędrne" jak jabłuszka :D - hehehe wiem trochę dziwne skojarzenia ale ciągle się jaram tą szminencją ;p . Do tego trwałość - przyzwyczaiłam się, że  dla szminki nie istnieje pojęcie "trwałości" , bo generalnie - zostawiam ją na  kubku, zjadam z pierwszym kęsem śniadania lub wyfajdam nią Menża jak wychodzę do pracy.  Próbowałam wszystkie triki przedłużające trwałość szminki ,ale przedłużają tę szminkową "agonię" tylko na chwilę. Maquillage jasne wyciera się jak każda szminka , ale robi to zdecydowanie WOLNEJ , na tyle wolno i równomiernie, że muszę usunąć ją wieczorem olejem ^^) . Tak, tak -Azjatyckie szminki usuwamy albo dobrą dwufazą ( patrz  Bifesta) albo olejem - inaczej jest ciężko :D ( z całą ich "kolorówką" jest ciężko :D , żeby usunąć ją z twarzyszcza )


Druga szminka to Cofret D'ore z Kanebo ( OR 115). Nie macie skojarzenia z pierścionkami z Lilou? Ja mam :D I opakowanie chyba jeszcze bardziej mi się podoba niż Shiseido :D do tego Cofret była "trochę" tańsza, ale nie widzę jakiejś istotnej różnicy w jakości. Kształt, "grubość" , końcówka - wszystko to samo. Cofret wzięła się stąd , że Aga szukała na moje życzenie czegoś "pomarańczowego" i na swatchach i według Agi oka akurat Cofret najbardziej spełniał kryterium pomarańczowości :D . Jest to jednak też coś bardzooo subtelnego "na ustach" i jestem z niej też bardzo zadowolona ^^ . Główną różnicą między Cofret a Shiseido jest taka, że Cofret daje bardziej "pomarańczowe" wykończenie , choć również bardziej podkreśla mój naturalny kolor ust:)


Zdjęcie jest bez żadnych filtrów - tak na żywo wyglądają szminki na dole jest Cofret d'or ( OR115) u góry Shiseido Maquillae ( OR 221) . Mimo wszystko na żywo Maquillage bardziej wpada w czerwień na ustach choć praktycznie tego nie widać - po prostu podbija naturalny kolor. Cofret d'ore Kanebo jakość ma podobną choć jest znacznie tańszy ( Kanebo to "dziecko" Shiseido ;) , osobiście powiem, Wam szczerze, że następnym razem kupię jednak Cofret - bardziej podoba mi się opakowanie :) ( no cóż ma w sobie klasę z pazurem :D a maquillage choć trzyma koncepcję mojego ukochanego różu to niestety ale na szmince opakowanie wygląda nutkę bardziej kiczowato ( zwłaszcza jak popatrzycie na Cofret :D


Kolejnym moim Berdeverowym zaopatrzeniem "spoza oferty" były eyelinery z Sailor Moon xD Yhmm... wychowałam się na tym :D i zawsze chciałam być jak Usagi  ;D . Są dla mnie szczególne , bo oprócz tego że faktycznie wyglądają jak magic make-up to jeszcze są bardzo precyzyjne w swoim działaniu , ale o nich opowiem przy okazji posta o Czarodziejce z Księżyca , bo taki post też szykuję :D


Czy mamy fanów Hello Kitty na pokładzie ? hahaha po co pytam, a ja to coo :D i ta gimbazowa odpowiedź < A TY TO PIES!> xD . Uwielbiam te kultowe tekściki , które na zawsze wżerają się w pamięć i potem wywołują uśmiech na twarzy . <TYLKO NIE W SZCZEPIONKĘ!! > hahaha ( to był mój ulubiony :D


Kocie BB czyli Sana pore Putty to limitowana edycja z Hello Kitty na opakowaniu ( więc radzę się spieszyć z zakupem - nadal są w  regularnej Berdeverowej ofercie ale jak długo nie umiem powiedzieć, bo niestety ale limitowane opakowania mają tendencję do tego, że się szybką kończą ) . Dostałam taki pomarańczowy od Agi na święta i jestem pod wrażeniem i w ogromnym szoku nad poziomem krycia tego BB - ma identyczne jak pokład :) . Są dwie wersje opakowania , ale po otwarciu i zrobieniu swatchy odkryłam, że NIE SĄ TO 2 różne odcienie :D ( oba wpadają w pomarańczowe tony :D), a są to po prostu różne opakowania , bardzo interesującą recenzję na temat Sana pore zrobiła Fancy - jej recenzja <TUTAJ!> zapraszam do zapoznania się ( Fancy słynie z tego, że zmienia kremy BB i podkłady jak rękawiczki :D więc obeznanie z towarem ma :D . Kupiłam teraz 2 i jeszcze 2 z nowym zamówieniem bo są idealne <na prezent> no chyba nie myślicie że korzystam z 3 opakowań na raz :D



Kupowałam też tusz Fasio ( pisałam o nim poprzednio - TU! ) , bo jest tak genialny i rewelacyjny, że koleżanka z pracy poprosiła mnie o zakup dla siebie ( a że miała parę dni temu urodziny to prezent jak znalazł ^^) . Najczarniejsza czerń, gigantyczna trwałość - mrauuu lubię to ! :p Aga w prezencie dorzuciła drugi dla mnie w najnowszej wersji z wywiniętą szczoteczką , ale choć moja ciekawość walczyła , żeby OTWORZYĆ , to zdrowy rozsądek powtarzał < NIE RÓB TEGO!> hahaha i się udało , bo na szczęście ale Azjatyckie produkty rzęsolubne są pakowane w hermetyczne opakowania żeby nikt ich przed nami nie macał . I chciałoby się powiedzieć tylko <RAMEN!> ( czemu nie ma tak u nas? a potem przy -49% w rossmannie dostanie czegoś co nie macał cały dziki tabun oszalałych kobiet graniczy z cudem... )


Mówiłam Wam, że Aga mnie rozpieszcza? Tylko  1000 razy ? No co WY xD powtórzę to zapewne jeszcze milion xD ( Aga paczka dla Ciebie jest już prawie gotowa a wierz mi starałam się, żeby w środku było coś ciekawego i zaskakującego ;p - zobaczymy czy mi wyjdzie hihi xD . To prostokątne opakowanie maquillage to coś co mnie bardzo zaskoczyło, bo Aga mówiła mi że przyśle mi <próbkę> pudru w kolorze OC10 - tak jak mówiłam bałam się, że wszystko będzie <za jasne>, ale robi dokładnie to co wszystkie azjatyckie pudry <DOPASOWUJE SIĘ DO CERY UŻYTKOWNIKA> , do tego gąbka do aplikacji to po prostu BAJKA! jedno pacnięcie i cała twarz idealnie pokryta , bez nadmiaru i nie za mało ( wiecie moje pudrowe doświadczenia to mniej niż zeroooo o o ooo :D , ale kiedy widzę, że coś jest proste w obsłudze jak budowa cepa to od razu dla mnie znak <dasz radę dziewczyno> :D . Bardzo zaskoczyła mnie ta próbka bo szczerze mówiąc jak dla mnie to bardziej miniaturka produktu? Wiecie ile będę to zużywać? Nie ? No w sumie ja też nie xD hahaha . Wiecie pokusiło mi te cudo a jakże xD 


I ostatni mój Azjatyk...



Olej do demakijażu DHC. Znowu doznałam olejowego objawienia... Czasem tak jest, że życie lubi robić nam psikusy. Myślisz, że znalazłaś tego jednego jedynego , a tu kicha... Słuchasz podszeptu diabła ( Patrz Agiii xD , który mówi, że <poleca> , potem Ty kupujesz i przepadasz  xD . Uwielbiam BCL jabłkowy bo pachnie boskim jabłuszkiem, uwielbiam FANCL za bycie olejem bez oleju , i kocham DHC , bo kiedy go sobie aplikuję czuję, że mam na twarzy naturalny produkt. DHC na żywo wygląda jak oliwa extra virgin zapakowana w opakowanie po mydle. Ma oliwkowy kolorek, konsystencję oliwy i pachnie jak sos do sałatek xD . Czułam jakbym miała na twarzy sos włoski knora :D i robiłam się jeszcze bardziej głodna xD . Często olej z Hada-labo jest porównywany jako tańszy zamiennik DHC , ale teraz kiedy poznałam DHC zastanawiam się kto wymyślił to porównanie i dlaczego?  No bez jaj...To tak jakby ktoś mercedesa przyrównywał do fiata pandy xD . No ale jak wszyscy wiemy - <prawie robi bardzo wielką różnicę>


Następnym razem opowiem Wam o słodyczach rodem ze <zjadam japana> i Hello-gadżetach , które podesłała mi Aga , bo ten post i tak ma już długość <Mody na Sukces>  xD


Tak jak mówiłam szminki i eyelinery to moje prywatne zamówienie u Berdever , tego typu <koncert życzeń> można składać u Agi na adres : kontakt@berdever.pl . Berdever na pewno stanie na wysokości zadania  i będziecie megaaa zadowoleni :D

A i wiecie, że Aga reanimowała swojego bloga? zapraszam do Berdever :) - Aga i jej blog były jedną z dwóch przyczyn, które spowodowały moją Azjatycką miłość :D więc tym bardziej ZAPRASZAM <3 

Zachęcam Was do polubienie fb Berdever :) - tam często są promocje na produkty znajdujące się w sklepie i najwięcej pojawia się recenzji kosmetyków znajdujących się w nim :) No i co 100 like dostaje nagrodę ;))


LIFE IS BETTER WITH THE CAT!

środa, 24 lutego 2016

TELEDYSKI Z filmem ANIME W TLE :) TAK TAK JESTEM "MANGOZJEBEM" i się tego nie wstydzę xD

Siedząc kilka dni temu u Fryzjera i przeglądając bezmyślnie najnowszy  numer "SKARBu" Rossmanna natknęłam się na 2 ciekawe rzeczy. 

Pierwsza mocno mnie zaintrygowała, bo znalazłam swoją opinię perfum Bruno Banani "women" ( które zresztą bardzo polubiłam ) jeżeli chcecie zobaczyć to zapraszam na mojego insta <KLIK> . Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że tuż przed samymi świętami (czyli ponad 2 miesiące temu) zostałam "wykopana" z programu Nowości Rossmanna pod zarzutem < nie poprawienia znaków interpunkcyjnych mimo zaleceń moderatora> , na co zrobiłam wielkie oczy jak spodki, bo zawsze pilnowałam terminów z uwagi, że lubiłam program i zależało mi żeby wszystko było w terminie. No, ale cóż z moderatorem, adminem  i Panem Bogiem nie polemizuje się . Śmieszne było trochę to moje wyrzucenie , bo parę dni przed eksmisją dostałam propozycję "dodatkowych nowości". eh... Never mind.

Drugą rzeczą był dość interesujący artykuł o gimbazie i liceum. Autorka całkiem nieźle i realistycznie opisywała "mentalność", a w sumie różnice kulturowe między nastolatkami. Był tam też taki "słowniczek pojęć" i nazwy na poszczególne "typki" i znalazłam oczywiście słowo "MANGOZJEB" czyli osoba zainteresowana mangą, anime , cosplayem i kulturą Azji. Najpierw się zaśmiałam  , a potem doszło do mojego Hello-łebka : <o cholera to o mnie! > xD i zaczęłam się jeszcze głośniej śmiać, bo w życiu nie słyszałam takiego słowa od nikogo w moim otoczeniu. 

Potem oczywiście jak mantrę zaczęłam powtarzać słowo "MANGOZJEB" ( przedtem znałam tylko słowo MANGOstan xD bo to owoc dość w powszechny w kosmetykach ) , a potem zaczęłam pokazywać na siebie palcem z dumą jak łasica z bajki cartoon network <JAM ŁASICA> . 

Więc:
<JAM MANGOZJEB> xD buahahahaha xD no nie mogę ...

W każdym bądź razie bycie MANGOZJEBEM zobowiązuje, więc dzisiejszy post będzie w stylu MANGOZJEBA :D ( tak w ramach powstania narodowo-wyzwoleńczego xD - wiecie, że mimo tych naszych zrywów narodowych tylko jedno powstanie skończyło się sukcesem? xD)

Mam kilka swoich ulubionych teledysków "w mangowym stylu" i to wcale nie muzyka z anime , dramy ani K-POP, J-POP itp. tylko taka "ogólnie słuchalna przez wszystkich" . 

Posłuchacie razem ze mną? :D

1. GORILLAZ <FEEL GOOD INC>



Uwielbiam tę piosenkę :D naprawdę sprawia , że czuję się "FEEL GOOD"  słuchając jej :D Przez całe lata świetlne miałam taki dzwonek na telefonie :D . Zawsze śmieszy mnie początek piosenki , który zaczyna się "City's breaking down on  camel's back", a ja zamiast tego zawsze słyszę "on Karol lub Kamil back"  xD co potęguje jeszcze mój dobry nastrój xD  

W ramach ciekawostki o Gorillaz powiem Wam, że wszystkie ich piosenki mają animowane teledyski i nikt tak naprawdę nie wie jak wyglądają artyści je wykonujący , bo nawet na swojej stronce są postacie animowane :D

Gorillaz ma jeszcze jedną piosenkę, którą bardzo lubię : <CLINT EASTWOOD>


Za starych dobrych czasów "VIVY" razem z bratem potrafiliśmy czatować na nią cały dzień, żeby tylko jej posłuchać ( neta wtedy jeszcze nie było xD, albo w sumie był ale nie u nas w domu :D


2. WAMDUE PROJECT <KING OF MY CASTLE>



Obejrzyjcie dokładnie :) Ta piosenka to dla mnie <trailer> , albo w sumie <abstract> , kultowego filmu  <GHOST IN THE SHELL> . Klasyka cyber-punku. Naprawdę - anime mistrzostwo,  mimo tego, że jest to raczej propozycja wiekowa ( 1995) - miałam wtedy 6 lat,  to problemy natury egzystencjalnej i poszukiwanie swojego <ja> jest jak najbardziej aktualne .  Od czasu do czasu uwielbiam puścić sobie to anime po to tylko żeby usłyszeć pytanie Major do siebie  <CZUJĘ, ŻE MOGĘ SIĘ ROZWIJAĆ ALE TYLKO DO PEWNEGO MOMENTU> i oglądać jak przełamuje swoje "robocie" ograniczenia stając się bardziej ludzką niż człowiek . 

3. LINKIN PARK <BREAKING THE HABIT>


Swojego czasu ubóstwiałam Linkin Park :D . Meteora i Teoria Hybrydy to było coś. Kwintesencja mojej ówczesnej osobowości :D i choć "breaking the habit "nie było moją ulubioną piosenką ( bo jest nią, była i będzie "crawling" ), to już "mangowy teledysk" habita tak , w ramach ciekawostki <o sobie samej>, dodam, że mam photobloga pt. "I'm nothing" właśnie ze względu na to, że w jednej ze scenek teledysku bohaterka zapisuje te słowa na kartce. Lubiłam włączać sobie tę piosenkę tylko po to żeby popatrzeć na teledysk. Przez długi czas zastanawiałam się co przyświecało Linkinowi żeby zrobić taki właśnie? Do tej pory nie wiem :D 

4. DAFT PUNK <INTERSTELLA 5555 - teledyski do albumu DISCOVERY>



Pokochałam Daft Punk właśnie za album  <DISCOVERY>  i śmiem twierdzić, że jest ich największym osiągnięciem, mimo upływu wielu lat i wody w Wiśle od jego wydania w 1997 roku nadal nie przebili go. Jeżeli wejdziecie w ten filmik na youtube pojawi Wam się  cała playlista od początku do końca i będziecie mogli poznać muzyczną historię interstelli 5555 i Crescendolls .  Bomba atomowa :D Bardzo wciągnęła mnie ta muzyczna opowieść :) .  Mam tutaj kilku swoich muzycznych faworytów : "Aerodynamic", "Harder, better , faster stronger", "Superheroes" i " Something about us" . Jednak  płyta nie jest dla wszystkich , bo klimaty są oczywiście muzyki  elektronicznej, którą bardzo lubię :) ( hahaha wiem, co o mnie myślicie - przed chwilą mówiłam że lubię Linkin Park :D , a to raczej w parze nie idzie . Ze mną jest tak , że mój nastrój kształtuje moją muzyczną sympatię :) 

6. KORN <FREAK ON THE LEASH>



I tu mamy powrót do mojej miłości do "ciężkiej" muzyki w wersji KORN . < Freak on the leash>  zaczyna się i kończy w wersji animowanej, choć ciężko tu mówić a klimacie anime , bardziej "amerykańskich" cartonsów , ale i tak nie mogłam oprzeć się żeby  nie dołączyć go tutaj ;) 

7. BRITNEY SPEARS <BREAK THE ICE> 


Szczerze? Jak dla mnie jej najlepszy teledysk xD Nie twierdzę, że nie lubię jej muzyki bo bym skłamała xD to w końcu moje dzieciństwo :D 

8. PHARELL WILLIAMS <IT GIRL>


Samej piosenki nie lubię , no ale teledysk jak najbardziej "mangowo-komiksowy" jak nic :D W końcu wyreżyserował go Takashi Murakami ( tylko nie wiem po co wstawiali tu Pharella... pasuje normalnie do całości jak pięść do nosa xD

9. KEN ISHII <EXTRA>



Ta muzyka sama w sobie jest <psycho-techno> a jak będziecie oglądali ten teledysk to już w ogóle idzie ześwirować ;p Czujecie "AKIRĘ" ( nie Yuki nie mówię o Twojej Psinie ;P)  ? I bardzo dobrze teledysk wyreżyserował Koji Morimoto czyli reżyser wiekopomnego dzieła . Ta muzyka w połączeniu z teledyskiem to <HARDCOR> tylko dla koneserów. Miażdży psychę w te nie całe 4 minuty. Normalnie super impreza dla "MANGOZJEBÓW" xD . Umc umc umc bejbe umc umc umc :D

10. TATU <GOMENASAI>



Jak sam tytuł mówi teledysk musi być w stylu anime - no sorry piosenka w końcu nazywa się "przepraszam" po japońsku ;p O mnie musicie wiedzieć, że jeśli chodzi o mój stosunek do Tatu to całkiem , całkiem z naciskiem na bardzo je lubię xD. Dwacet strycznoi to znam na pamięć xD. Płytę kupiliśmy z bratem na spółkę na molo w Sopocie i to od "ruskich" xD hahaha :D. Akurat "gomenasai" nie jest moim faworytem , bo jest nim "Moskau" wspólnie z Rammsteinem noo i "nassss nie dogoniatttt " xD kiedyś nawet wzięłam udział w karaoke i to śpiewałam xD hahahah ( nie znoszę karaoke xD zdarzyło mi się raz w życiu wziąć w nim udział <TAKA BYŁA IMPREZA> xD

Na koniec puszczę Wam "teledysk anime", który został zgłoszony do konkursu stworzony po prostu przez jakiegoś polskiego fana :) . Znalazłam go przez przypadek ale całkiem przypadł mi do gustu :). To jest zlepek różnych anime - część z nich zidentyfikowałam ( Psycho-pass, Deadman Wonderland , Tokyo Ghoul , Death Parade...) innych nie znam , ale chętnie bym zobaczyła ( może coś identyfikujecie?) :) Muzyka i tempo scenek jest świetna :) 




Jest to taki mały przedsmak mojego "mangozjebicznego" cyklu.  Wiecie mam w tym temacie lata praktyki i całkiem sporo do powiedzenia, ale co za dużo to NIEzdrowo więc będę Wam serwować moje MANGOZJEBOWE klimaty tylko czasami :D


LIFE IS BETTER WITH THE CAT! :D

niedziela, 21 lutego 2016

Czy czujesz zapach Róży? Mleczko do ciała Le Chaterald 1802 z Mydlarni Marsyliskiej.pl



Zanim opowiem Wam o samym produkcie musicie o mnie wiedzieć , że jestem A-balsamiczna  i antymaślana ;D . Prawdę mówiąc mam tak NIEwymagającą skórę na ciele , że raczej rzadko, z naciskiem na prawie wcale, nie używam tego typu produktów. A jak widzę kolejne takie cuś w boxie to w ogóle mam ochotę zagryźć bo takie rzeczy się u mnie terminują. 

Żebym sięgnęła po balsam, masło itp. musi być naprawdę wyjątkowy i przede wszystkim UNIWERSALNY, bo używam takiego cacka do wszystkiego - stóp, rąk i czego tylko się da ( wiecie żeby szybciej zdenkować i sięgnąć po nowy xD bo nie da się ukryć,  że mam ich spory zapasik. Nie lubię większości balsamów przede wszystkim za to, że nie wchłaniają się całkowicie tylko zostaje mi potem lepki film na ciele i mam wrażenie, że potem całe ubranie mam wyfajdane "tłuszczem" lub o zgrozo "parafiną" ( bo to niestety wiodący składnik tego typu produktów) . 

Jakiś czas temu dzięki sklepowi Marsylijskie.pl trafiło do mnie absolutnie wyjątkowe i unikalne mleczko do ciała Rose firmy Le Chaterald 1802. Firma jak sama nazwa mówi pochodzi z południa Francji  i jest wierna tradycyjnym recepturom. Produkty  Le Chatelard bazują na najwyższej jakości certyfikowanych naturalnych składnikach i olejkach eterycznych. A ich mydła nadal wytwarzane są ręcznie i bazują oliwie z oliwek, oleju palmowym , arganowym lub ze słodkich migdałów.


W skład serii mleczek Lait Corporel wchodzą: Rose, Violett oraz Shea. Każde z nich bazuje na maśle shea, oliwie z oliwek oraz oleju sojowym i stanowią doskonałe źródło antyoksydantów.

Szata graficzna jest bardzo minimalistyczna i graficzna - samo logo firmy imituje starodawną graficzkę okolic południa Francji. Buteleczka jest wykonana z nietłukącego się przezroczystego plastiku dzięki czemu możemy zauważyć ubytek mleczka.Pompka działa bez zarzutu i pobiera idealną ilość - nie za dużo, nie za mało.


Sama konsystencja przypomina mi nieco konsystencję balsamów do rąk - jest stosunkowo lekka jak na produkt do ciała , dzięki czemu szybko się wchłania nie pozostawiając na skórze tłustego filmu a przyjemną nieco wilgotną poświatę dobrego nawilżenia i ujędrnienia skóry. Jako duży plus zaliczam też fakt, że produkt bardzo dobrze sprawdził się w roli kremu do rąk i balsamu do stóp - nie zostawia smug na pościeli itp.


Dzięki zawartości naturalnych składników jest to produkt hipoalergiczny nadający się zwłaszcza dla cer problematycznych, atopowych i suchych.

- Czy czujesz zapach róży? Ułamiemy kawał duży! :) 
Pamiętam jak w podstawówce oglądałam w teatrze Jasia i Małgosię i to właśnie Jasiu wypowiedział tę kwestię :) . Bardzo skojarzył mi się z zapachem mleczka Rose.

Zapach róży w Le Chaterald jest bardzo intensywny, nieco kwaśny właśnie typowo różany - czytałam opinię niektórych dziewczyn, że uważają go za bardzo babciny i mdły ( stąd skojarzenie z Babą Jagą :D.  Moim zdaniem jest to złudne wrażenie , bo po wchłonięciu zapach zmienia się na bardzo subtelny i delikatny - jak dobre francuskie perfumy ;) , co faktycznie czyni go nieco magicznym i wyjątkowym produktem :) 

Podsumowując: fanki naturalnych składów bogatych w wszelkiego rodzaju dobra będą zachwycone :) La Chatelard bazuje tylko na takich wartościowych dla skóry. Szybko wchłania się i nie zostawia uczucia tłustości , a zapach jest bardzo różano-intensywny. Mleczko Rose faktycznie pachnie jak róże, ale potem zapach na skórze ewoluuje i nie jest 

Mleczko Rose jak i inne wersje są dostępne w sklepie Marsyliskie.pl :)



LIFE IS BETTER WITH THE CAT!

czwartek, 18 lutego 2016

WYNIKI ROZDANIA W ŚWIATOWY DZIEŃ KOTA :D czy może być lepszy prezent? :D



 Tak wiem, Światowy Dzień Kota był wczoraj - i ten post miał się wczoraj ukazać ale nie wzięłam pod uwagę, że przeziębienie w wersji super hard może okazać się na tyle złośliwe, że literki zaczną mi się rozmazywać  w połowie posta - nie byłam w stanie skupić się na tym co piszę i dałam za wygraną idąc spać.

U mnie w pracy dziewczyny to prawdziwe kociary więc zapytałam jak balowały ze swoimi kociakami ;p Moja ulubiona odpowiedź:

"Nie zabiłam swojego kota za znęcanie się nad psem" xD hahahahah

Wczoraj był Światowy Dzień Kota :D wszystkie kociary łączmy się :D hahaha ;p . Ja niestety kota nie posiadam ale mam KOTA w głowie :D .  W Koci dzień rozłożyło mnie na łopatki i faktycznie chodziłam na czterech łapkach. Musiałam coś załapać od któregoś z pacjentów. Eh... No cóż taki los :p

Mimo to moje kocie  serduszko rozgrzewa WSPANIAŁA wiadomość :) A mianowicie mój blog - ekhmmm.... ja Interendo vel Hello Kitty zostałam nominowana PRZEZ WAS! do nagrody "ZŁOTEGO JABŁKA" w rankingu Michała ( Twoje źródło urody :) w kategorii - "BLOG PISANY LEKKIM PIÓREM" :D .

Szczerze? NIEspodziewałam się:) jest to ogromnie motywujące uczucie, że jednak mnie lubicie :D bo ja Was też lubię :D Potem właziłam co chwilę żeby sprawdzić czy czasem nie przywidziało mi się i nie zniknęłam nagle xD hahaha wiecie - grypowe haluny xD

Blog to jest wspaniała sprawa :) Nie sądziłam, że poznam tyle wspaniałych osób, przeczytam tyle fascynujących postów na innych blogach :D a nawet POZNAM WAS NA ŻYWO!

Wiecie mimo magi wirtualnego świata nie ma nic lepszego niż poznanie i pogadanie z ulubionymi autorkami :)) - uczucia NIEZAPOMNIANE :))

Całą historię i inne nominacje możecie poznać TUTAJ! , ja dzięki temu rankingowi poznałam nowe inspirujące blogi , które mimo bólu głowy właśnie czytam i ogromnie się cieszę, że mogłam je poznać :D , bo omijało mnie bardzooo dużooo :D

A teraz do rzeczy :D

Zaczynam od moich boxów-stażowo-czytelniczych :D Jak wiecie przyznaję je w sposób obrzydliwie egoistyczny ;p i sobie tylko znany  :D .

Zacznę od bardzo szczególnego dla mnie boxu :)
-Czyli boxu , który przygotowuję od jakiegoś czasu dla Berdever :D ( to musi być coś ekstra! Tak jak jest EKSTRA obsługa w sklepie u AGI :D

- kolejny boxior wędruje do Blondelook74 ;p  Monika osóbka z temperamentem , taki blond chochlik :D Wkroczyła w blogoświat z pozytywną energią i takie osóbki trzeba nagradzać:D

- box - zemsta ;D dla Eweliny K. secretaddiction86

- no i niespodzianka dla Madzi z bloga I Love Dots  :)

W tym miesiącu  do Was wędrują paczule- niespodzianki :D

No i jeszcze paczka dla Świrka-Muchomorka , ale ona to się nie liczy bo miała urodziny  WCZORAJ! ( bądźcie tak dobrzy i złóżcie jej życzonka :D


A teraz wyniki rozdania "PUPACAT" :D , następne rozdanie odbędzie się z okazji moich 27 urodzin xD no niestety to już NIEBAWEM! 10 marzec ... Normalnie jak o tym myślę to widzę "coraz bliżej święta, coraz bliżej święta"  ;(( <chlipie i pociąga nosem> - whyyyy???? buahaha. Myślę, że będzie to coś z pazurem xD - w sensie rozdanie :D nie urodziny ;p 

Tak jak mówiłam dwie nagrody wybrałam sama , dwie inne wylosowałam :)

Duża biała kula Pupa Cat :) wędruje do:
Magdaleny Światała :D  Twoja Kocia historia urzekła mnie :D naprawdę :D

Obserwuję jako: magdalena switala
Moje kosmetyczne marzenie to szampon, który z mojej strzechy a la Edward Nożycoręki zrobi koafiurę prosto z salonu, bo czegokolwiek bym nie użyła - moje włosy wciąż przypominają kupkę nieszczęścia;) Ale może zacznę od początku… Kocham koty. Mam tak już od dziecka, znosiłam do domu jakieś bezdomne bidulki, dokarmiałam dachowce i zawsze chciałam mieć w domu przynajmniej jednego kota. Teraz mam dwa, karmelowego tygrysa o imieniu Rudi i dostojną kotkę niebieską rosyjską: Zoję. Zojka ma śliczne, delikatne, miękkie i aksamitne w dotyku futerko. Ech, zawsze mi się marzyły takie właśnie włosy: jedwabiste, puszyste i błyszczące. Niestety, to co mam na głowie przypomina raczej frędzle od mopa, niż pukle Violetty Villas, o kocim futerku nie wspominając. I kiedy kolejny raz wściekajłam się na szampon, który nie spełnił swoich obietnic, Zoja zmrużyła migdałowe oczy i spojrzała na mnie tym swoim znaczącym, wszystko mówiącym spojrzeniem. – Wiem, o czym marzysz – powiedziała. – A niby skąd? – zdziwiłam się (ale nie tym, że kot mówi, tylko jego obszerną wiedzą na mój temat). – Bo czasami próbujesz zagłaskać mnie na śmierć – mruknęła kotka. – Czepiasz się, ja po prostu lubię głaskać twoje futerko i słuchać, jak mruczysz –odrzekłam. – Niech ci będzie. Wiem, że chciałabyś mieć włosy podobne do mojego futerka – Zoja badawczo się we mnie wpatrywała i mogłabym przysiąc, że się uśmiecha pod wąsem. –No cóż, rozgryzłaś mnie – przyznałam. – W takim razie chodź, coś ci pokażę – miauknęła kotka i zeskoczyła ze stołu. Nagle w pokoju zrobiło się ciemno i tylko jej szmaragdowozielone oczy fosforyzowały w półmroku. Coś huknęło, zaiskrzyło, zadymiło i stała się jasność. A my stałyśmy przed starą, wiktoriańską kamienicą z wielkimi wystawowymi oknami nad którymi pysznił się szyld z uśmiechniętym kotem głoszący, że oto trafiłyśmy najnormalniej w świecie do drogerii. – No rusz się wreszcie, wejdziemy do środka – mruknęła niecierpliwie Zoja podgryzając mnie w łydkę i oto po chwili stałam pośrodku sklepu. Światło kryształowych żyrandoli odbijało się w marmurowej podłodze a wszędzie stały solidne dębowe regały zastawione mniejszymi i większymi kotami we wszystkich możliwych kolorach, rozmiarach i konfiguracjach. – Chyba trafiłam do raju! – z rozdziawioną buzią wpatrywałam się w te wszystkie cuda. Czego tam nie było! Perfumy, mydełka, pudry, lakiery, kremy, żele i inne cuda, których przeznaczenia nawet się nie domyślałam. A wszystko to zamknięte w cudownych słoiczkach i flakonikach w kształcie kotów! – Wiedziałam, że ci się tu spodoba – Zoja nie kryła satysfakcji. – Pokażę ci coś, co cis się spodoba. I poprowadziła mnie do regału z szamponami. – Ten trzeci od lewej na drugiej półce od góry jest dla ciebie idealny. Sprawi, że przestaniesz mi zazdrościć jedwabistej sierści a twoje włosy zaczną ją przypominać – zaśmiała się po kociemu Zoja – No, może nie kolorem, ale jakością na pewno. Będziesz tak stać i się gapić, czy łaskawie podejdziesz do kasy? – Zoja zaczynała się irytować. – Okej, okej, dostaniesz tego tuńczyka po stówę za kilogram, tylko pozwól mi jeszcze trochę popatrzeć – No dobrze, już idę – zgarnęłam pięciopak szamponu i ruszyłam do kasy. W gratisie dostałam jeszcze opakowanie w koci wzór i podreptałyśmy na zewnątrz. Mgła była tak gęsta, że niewiele widziałam. Poczułam lekkie pchnięcie i omalże nie wylądowałam nosem na trotuarze. Już miałam nakrzyczeć na Zoję, że znów plącze się pod nogami, kiedy ni stąd ni zowąd znalazłam się w… mojej łazience. Hmmm, to dobry moment, żeby przetestować nowy szampon – pomyślałam i zabrałam się do mycia moich upiornych włosów. – Jaki piękny zapach! Cóż za jedwabista konsystencja! – okrzykom zachwytu nie było końca. - Life is better with the cat! – zawołała Zoja i jednym susem bryknęła do kuchni, objadać się obiecanym tuńczykiem:)


Czerwony kociak dostanie:

Anna Grzybowska
Obserwuję jako:Anna Grzybowska
Lubię fb INTERENDO TAK/Anna G.
Obserwuję interendo na instagramie /NIE
UDOSTĘPNIŁAM informację o rozdaniu TAK
LINK DO UDOSTĘPNIENIA (jeżeli udostępniłaś):Facebook https://www.facebook.com/perfectfoundation12/posts/1754161771470759
Blog: http://perfectfoundation12.blogspot.com/2016/01/interendo-rozdanie-pupa-cat-life-is.html
Google+ Też, ale nie wiem jak podać link ;-(

Złote kociątko otrzyma:
 Monika M. 
Lubię fb INTERENDO TAK jako Monika M
Obserwuję interendo na instagramie NIE, nie mam insta
UDOSTĘPNIŁAM informację o rozdaniu TAK
www.facebook.com/monika.muszynska.146?pnref=story


Kosmetyczka z tuszem i płatkami trafia w ręce:

Fu Zja :D - szczerze? Sama chciałabym mieć takie cudo :D

Moje kosmetyczne marzenie to szczerze nic, co istnieje i co mozna by kupić, ale moze w przyszlosci sie to zmieni, no kto wie xd Fajnie by było mieć powiedzmy paletkę interaktywną, zamiast lusterka ekran, na ktorym wyswietlalyby sie rozne style makijazowe, przed lusterkiem bylyby dwa cienie, np. bialy i roznie, jaki sie chce, bo bylby przycisk do zmienienia go. No i proste: w lusterku wybieramy jaki makijaz chcemy, pocieramy kolorowy cień, który nigdy sie nie konczy pedzlem, smarujemy cala twarz lub tylko oczy i woilla, gotowe xd Jak chcemy zmyć makijaż to po ptostu uzywamy tego bialego cienia, bo taka on mialby funkcję. Ciekawe czy za ileśset lat to byloby mozliwe... Co do wygladu z zewnątrz to paletka moglaby mieć kocie uszy i pyszczek, w dzien usmiechniety, a na noc oczy zamkniete i napis "zzz" xD No i to tyle, kto by nie chciał tak pomocnego wynalazku ;___;

Postanowiłam też przyznać jednego małego "czarmego" kociaka "na szczęście" dla kogoś kto nie bał się umalować w kocie barwy i przesłać mi zdjęcie :D Chętnie zamieściłabym, żeby  pokazać Wam fotkę, ale nie wiem czy autorka się na to zgadza :)

Mówię o : Koszczy :D

Obserwuję jako: Koszczy
Moje kosmetyczne marzenie to kosmetyk do picia, ktory nada blasku mojej cerze i wlosom (skoro marzenie, to moge powymyslac nie? choc wiem o istnieniu kolagenowych drinkow ten zastepowalby wszystkie kosmetyki pielegnacyjne!) , bo? bo chcialabym wygladac po prostu lepiej, a nie na wiecznie zmeczona. Chciałabym po prostu rano wypic przepysznego drinka i nie myslec o tym czy znow caly podklad zostal na telefonie. Choc malowac sie uwielbiam i z tej przyjemnosci nie zrezygnuje. Jako, ze w konkursie mozna sie popisac kreatywnoscia stworzylam koci makijaz i wyslalam ci go w email:) jestem straszna kociara i w nagroda w konkursie przyprawila mnie o zawrot slodkosci i kotkowatosci :)

Lubię fb INTERENDO TAK jako (Katarzyna G.) -
Obserwuję interendo na instagramie TAK jako: missdarkcat
UDOSTĘPNIŁAM informację o rozdaniu Nie



Garatuluję! wyślijcie mi swoje dane do wysyłki na maila : interendo@wp.pl :D macie na to 3 dni czyli do 22.02.2016r. 23:59

LIFE IS BETTER WITH THE CAT! :D

sobota, 13 lutego 2016

PALETY CIENI - TOO FACED CHOCOLATE BAR i SEMI-SWEET, SMOKED URBAN DECAY, ZOEVA EN TAUPE , PUPA CAT


Kot to drapieżnik . Drapieżniki lubią polować i odczuwają przy tym ogromną przyjemność ;p Mrauuu.... Wyrzut adrenaliny jak przy skoku na bandżi przy tym jest - ojojojoj xD.  Simba królem dżungli jest ;p Hello Kitty Shopping Queen też jest <lol> xD . W okolicach świąt pojechałam po bandzie i bez trzymanki ;p Promocja -30% w sephorze dała mi popalić ;p 

Stałam się łowczynią "palet do makijażu" , na które głównie... PATRZĘ xD i  ilekroć to robię napawa mnie duma xD <wszystkie są moje> hahaha ;p

Jak wiecie tylko ZOEVĘ dostałam ^^ od Eweliny K <secretaddiction> ( i już szykuję dla niej ZEMSTĘ - zemsta oblicze Hello Kitty ma :D hahaha .

Parę szczegółów z mojego pożycia dnia codziennego - interendo mimo ogromu paleto-słodkości i innych kocich przyjemności nadal nie zakupiła wymarzonych pędzli Zoevy , ani w ogóle <pędzli> (z naciskiem na liczbę mnogą) xD buahahaha ;p

Ostatnio zastanawiałam się co było tego przyczyną i doszłam do smutnego wniosku - na Zoevę nigdy nie ma promocji ( polityka firmy ) - wiecie słowo <PROMOCJA> , <WYPRZEDAŻ> , <OKAZJA>  i ten teges kobiecie sprawy xD działają mocno destrukcyjnie na moją jakże  "kruchą i delikatną jak chińska porcelana" psychikę ( to znaczy miałam na myśli głowę o konstrukcji CKMu  - Ciężko Kapująca Mózgownica) . 

NIE MA PROMOCJI = NIE MA ZACHWYTU Z POLOWANIA xD

I bądź tu kobietą - czyhającą xD

Niemniej łupy udały się a jakże ;) Potem po miesiącu doszłam do przykrego wniosku ... <na cholerę mi to wszystko> . Tak, nie mylicie się tu są głównie odcienie brązowości xD hahahaha xD. Jedna okazała się dla mnie totalnym NIEwypałem , a drugiej pozbyłam się , bo była dla mnie praktycznie <zdublowana> .


Zoeva en taupe spodobała mi się od kiedy tylko ją ujrzałam - po prostu miłość od pierwszego wejrzenia a jakże ;p . Podobno zdarza się tylko raz ;p ale jak to powiedział nasz narodowy wieszcz: 

"A, że Pan Bóg ją stworzył , a szatan opętał na wieki i zdradliwa i wierna ..."

Została jednak moją ulubioną za bardzo subtelne  kolorki i prostotę opakowania, które bardzo mi się podoba - ach ten nieco futurystyczny dizajn ( nie wiem czemu kojarzy mi się z Tron. Dziedzictwo ) . Odcienie są bardzo "neutralne" na powiece powiedziałabym ukrywają - naczynka, zaczerwienienia i różnicę w pigmentacji skóry, ale nie są nachalne. Lubię to. I to mocno. Taki makijaż bez makijażu i subtelny dziewczęcy look ( no tak drogie Panie latka lecą nie ma co;((


Jednak serduszko mi zapukało w rytmie czacza na słodziutką szekoladkę z too faced ( teraz próbuję upolować bon bons - bo jest taka Hellooo Kittoowaaa achhh! ale na sephora online <BrAK> - w sumie nawet <BArak> ;p . 

ZAPACH. Oj tak... Od razu jak ją otwieram robię się głodna i chcę zjeść coś dobrego. Nawet moja bratowa, która jest aktualnie w ciąży i jest przewrażliwiona na zapachy powiedziała, że apetycznie pachnie. Już całe lata świetlne jestem uzależniona od czekolady a jakże - czekolada nie pyta ona po prostu rozumie ;D .

Kolory również przypadły mi do gustu - pigmentacja jest jednak nieco mocniejsza  niż w en taupe ( troszku większy lansik na shoping xD i babską pogadankę ;D


Semi-sweet i tu jest mój dubelek ;p bardziej czekoladowa niż czekolada piętro wyżej jednak jak dla mnie była zbyt "matowa" i pikaweczka nie siadała mi na jej widoczek - więc opchnęłam ją w grupie wymiankowej - adios! ( wiem, że wiele z Was woli semi ale jakoś między nami chemii nie było ).


Hahaha i dochodzimy do największego "smoky" niewypała za horendalną cenę z rodziny NAKED Urban Decay. NAKED to był instynkt, ale tutaj no cóż naga to była tylko prawda. Jestem totalnym laikiem, ale nawet ja - kolekcjonerka-wrażeń-wizualnych-wśród-paletek-do-makijażu po jednym użyciu już wiedziałam, że to mały oszuścik. Mianowicie w palecie kolory wyglądają bardzo "smokey" , jednak po aplikacji - polemizowałabym. 

Wiecie po czym można poznać dobrą paletę? Z dobrą paletą poradzi sobie nawet niedoświadczona osoba i będzie zadowolona z efektu swojej pracy.

A tu? GUZIK Z PĘTELKĄ! Słabo się blendują, słabo są upigmentowane - a nawet nałożone zlewają się w jedną całość dając tylko "smokey" takie jak na wieczku - czyli przydymionego fajkami lub innym ziołem spojrzenia albo jakby ktoś (np. konkubent xD ) sprzedał nam gonga . Normalnie nasuwa mi się złota sentencja na pożegnanie topowych blogerek <lubicie?polecacie?>
i moja odpowiedź w tym wypadku :

<A KYSZ SIŁO NIECZYSTA!> 

Mimo to jednak nie zwracajcie na mnie za bardzo uwagi, bo jak mówiłam - nie znam się na makijażu xD


No i mój ukochany Benjaminek ;*** PupaCat :D Ubóstwiam go za jego kocie oblicze ^^ no i za niespodziewaną jak dla mnie jakość całej paletki :D. No wiecie ... Kupując pupaka myślałam o nim bardziej jako o ślicznym gadżeciku ;D , który idealnie wpasuje się w mój figlarny charakterek. Ale tak jakoś - jak zwykle mają to małe dziewczynki postanowiłam się pobawić i tutaj mój kociak pokazał pazurki ;p . Cienie mają kremową konsystencję i nadzwyczaj dobrze się z nimi współpracuje ;) . Powiedziałabym, że nawet takie makijażowe mniej niż zero jak ja ;p daje sobie z nim świetnie radę :D . Konsystencja powoduje, że bardzo dobrze trzymają się na powiecie , nie osypują i nie włażą w załamania. Podpatrzyłam na fp Pupy że nowa seria <dots> też jest dość mocno w moich klimatach xD ajajajaj będzie ciężko się łoprzeć :D


Pupacat składa się z serii takich trzech różnych cudeniek - Ogromnej kulii ( którą jeszcze możecie zgarnąć u mnie w rozdaniu :) , wewnątrz niej jest moja ukochana sentencja "life is better with the cat" ;D i masaaaa różnych cieni , róży i błyszczyków. "średniego" kociaka - który jest moim ulubionym ze względu na obecność odcieni brązowości :D no i ma kolorek czerwony :D ( czerwony to mój ulubiony kolor ;) . No i kociątka z paletką błyszczyków ( śliczniutki , słodziutki gadżecik do torebeczki) . 

Pupa ma jednak to do siebie, że co sezon zmienia kolekcje i kociaki są już ciężko dostępne ;(( Żałuję bardzo, że nie udało mi się kupić paletki z serii "kokeshi" czyli w kształcie Japońskiej Laleczki :). PIĘKNA !


Zapewne nasunęło się Wam pytanie jak ja wszystko przetestowałam skoro solennie deklaruję brak PYNDZLI? Ano Fancy jeszcze przed świętami sprawiła mi boxa niespodziankę i tam jedna mała dziecinka była :D <i uratowała mi tyłek>.

Ostatnio mam coś takiego, że jak piszę jakiegoś posta to mam jakieś "natchnienie muzyczne" i tym razem to piosenka Moniki Brodki "znowu" :)) Posłuchajcie sobie razem ze mną :D

P.S. Rysunek w filmiku "prawie" ( oczywiście "prawie" robi wielką różnicę ;D) godny talentu Fancy ;) - zapraszam Was na jej artystyczny fp :D



Czekoladki too faced i złoma decay kupiłam na sephora.pl
Pupacata na douglas.pl
a Zoevę Ewelina wyczaiła dla mnie w minty shop




LIFE IS BETTER WITH THE CAT!