YOU ARE MY  INSPIRATION : CO WARTO KUPIĆ Z JAPOŃSKICH KOSMETYKÓW? CZYLI LECĄC DO JAPONII PAMIĘTAJ O!

YOU ARE MY INSPIRATION : CO WARTO KUPIĆ Z JAPOŃSKICH KOSMETYKÓW? CZYLI LECĄC DO JAPONII PAMIĘTAJ O!



Dla mnie Azjatycka Pielęgnacja nie ogranicza się tylko do Korei , bo  bardzo lubię również produkty Japońskie , które mam wrażenie , że nawet często sprawdzają się u mnie lepiej niż te Koreańskie . Jakiś czas temu nawet usłyszałam ciekawą opinię na ten  temat : w Korei jest ogromna rywalizacja dlatego też stawia się na innowacyjność ( im większe dziwactwo , które przyciąga klienta tym lepiej) niż na jakość , przeciwnie niż w Japonii - tu więcej jest tradycyjnych receptur i wysoka jakość produktów.  Mam także swoich wybitnych ulubieńców , których kupuję NOTORYCZNIE i nie zamierzam z nich rezygnować . Z koreańskich produktów mam mniej takich faworytów , a więcej zabawy z limitowanymi edycjami ;p .  Przedstawiam więc listę co warto kupić lecąc do Japonii ;) . Zostałam o to zapytana jakiś czas temu i sądzę, że pora przedstawić własne propozycję ;p . Pamiętajcie , że są to produkty , które stosuję JA , SAMA DLA SIEBIE zgodne z moim osobistym kanonem pielęgnacyjnym ;) . Kupuję praktycznie wszystko u Agi - BERDEVER.PL .  Aga jest tym typem człowieka , który pogada z Wami po przyjacielsku i odpowiednio doradzi - zna się na tym dziewczyna :D Gro moich ulubieńców poleciła mi ona :D .

 

Na pierwszym zdjęciu macie Krem Od KIKU-MASAMUNE KOME AND HAKKO MOISTURE GEL- jest to u mnie stosunkowo niedawny nabytek i zastanawiam się do tej pory - CZEMU TO TYLE TRWAŁO? W końcu w ofercie jest już długo;p  . Sama nie wiem jak to się stało , że ten święty żelowy Gral dopiero od niedawna stał się moją własnością ;p Z pozoru zwykły żel bez zapachu , ale po nałożeniu ma w sobie coś co powoduje, że zamienia się w wodę i skóra łakomie spija go do zera pozostawiając twarz napojoną, ale nie tłustą i lepiącą się. Cera jest po prostu... Gładka ( jak arystokratka) . Bardzo duże opakowanie 150 g rekompensuje jego niestety ale sporą cenę ( w Berdever możecie kupić też 10g próbkę , która spokojnie starczy na wiele użyć ;p) . W składzie wyciąg ze sfermentowanego ryżu , sake i drożdży ,witamina C ( ale bez przesady ;p) , arbutyna i kwas hialuronowy - to się musiało po prostu udać ;). 


HADA LABO sorry , ale tylko z Japonii ;p . Zresztą za jakiś czas napiszę Wam dlaczego , bo już nawet foty zrobiłam i zabieram się do tego jak sójka za morze ;p. Aktualnie moją ulubioną wersją jest niebieska PREMIUM z kwasem traneksamowym bo oprócz 5 rodzajów cząsteczek kwasu hialuronowego w tym cząsteczek NANO ma wspomniany kwas , który ma właściwości przyspieszające gojenie ran oraz rozjaśnianie plam przebarwieniowych . Ma też gęstszą i bardziej mleczną konsystencję  dzięki czemu to aktualnie moja ulubiona wersja :) . Prawdę mówiąc co do Japońskiej Hady to lubię każdą wersję , ale sądząc po działaniu to aktualnie mój nr 1 :) . 



OLEJ do demakijażu Z DHC śmiem twierdzić , że obok jabłkowego oleju z BCL , który pachnie smacznym jabłuszkiem i ma kwasy AHA to mój ulubiony olej . Pachnie oliwą z oliwek i też ma podobną konsystencję . Ma naturalny skład i dobrze emulguje w kontakcie z wodą . Skóra po nim nie jest przesuszona ani skrzypiąca , ale ładnie oczyszczona i napięta . Bardzo dobrze radzi sobie z wszelakimi nieczystościami w tym z wodoodpornym makijażem i nie powoduje u mnie mgły jeżeli chcę zdemakijażować oczy . Wydawany w dwóch wersjach - dużej 200 ml i turystycznej 70 ml z wygodnym dozownikiem .



Wspominałam Wam już o cudownym oleju BCL , teraz czas na myjacze z tej samej firmy.  Foaming cleanser z BCL jak większość produktów z tej firmy charakteryzuje się się obecnością kwasów AHA i pięknym apetycznym zapachem jabłka. Pianka ma jednak to do siebie , że jeżeli macie skórę suchą używałabym jej z umiarem bo jest to produkt w stylu "skrzypi z czystości" . Najlepiej spienić na siateczce - jest wtedy mniej inwazyjna . Osobiście stosuję jej max 3 razy w tygodniu z wyżej wymienionych powodów, ale jeżeli macie skórę tłustą skłonną do zanieczyszczeń bardzo się z nią polubicie nie tylko za piękny zapach :) .


Och wersja bezsilikonowa z TSUBAKI SHISEIDO sama nie wiem , którą wersję lubię bardziej ;p chyba różową , ale ze względu na sympatię z kolorem xD . Moje włosy bardzo lubią TSUBAKI , niezależnie od koloru i serii. Teraz wyszły dwie nowe - biało-różowa i biało-niebieska i na bank wiem , że moje włosy będą ją lubić. Wersja bezsilikonów niby ich nie ma , a moje  włosy i tak są po nich pięknie wygładzone i dociążone . Mają duże 500 ml opakowania i możliwość dokupowania samych uzupełnień choć prawdę mówiąc często używam i tak w samych woreczkach ;p. Kiedy kupuje TSUBAKI wyciągam wtedy kiedy wiem, że moje włosy muszą mieć kopa pielęgnacyjnego ;p


Kolejnym dzieckiem Shiseido z serii TSUBAKI jest złota maska do włosów , którą też ubóstwiam i trzymam na specjalne okazje ;p. Włosy są po niej mięciutkie jak u dziecka i zdrowo lśniące :) . 

Z tego samego zdjęcia na szczególną uwagę zasługuje też filtr UV GEL z EVERMERE - bardzo delikatny w konsystencji i niezawierający alkoholu , który wspaniale nawilża skórę i współgra z makijażem nie skracając jego świeżości . Ma też całkiem sporą tubkę i nie bieli czego nie cierpię. Nie powoduje też u mnie pieczenia twarzy ani żadnych przykrych reakcji alergicznych a już niestety miałam i takie sytuacje.


KAMINOMOTO czyli wcierka do włosów. Opinię ( przynajmniej te szczere xD ) są o nim różne . Części osób pomaga wzmocnić włosy , uchronić je przed wypadaniem i spowodować szybszy wzrost . U części nie. Moje włosy lubią Kaminomoto , ale najbardziej tę wersję , która jest przeznaczona na rynek europejski. Mimo to uważam , że warto spróbować obie , żeby wiedzieć co dla nas lepsze ;p. Uwaga osoby o delikatnej skórze - ma w składzie alkohol i może wysuszać skalp choć sama u siebie nigdy tego nie zauważyłam.



Tak znowu będę gadać i podniecać się BIFESTA eye make up Remover  czyli dwufazowy płyn do demakijażu. Po prostu moje oczy najbardziej ją lubią i tolerują jak zwykłą wodę ;p. Radzi sobie rewelacyjnie z wszelakimi wodopornościami , wodopornościami itp. nie zdziera z oczu delikatnej warstwy ochronnej a wręcz przeciwnie pozostawia delikatną tłuszczową warstewkę ochronną . Kocham ją za te delikatność w pielęgnacji, a zarazem skuteczność . Do tego nie ma mdłego zapachu tylko obojętna w woni. Sama nie wiem ile już zdenkowałam opakowań i ciągle denkuje następne ;p.



Wiem co myślicie ... ZNOWU TSUBAKI ;p Tak w Japonii można się zrzygać trochę tym kwiatem xD . W sumie nawet nie można , bo nie ma zapachu xD. Piękno włosów Gejsz jest zawdzięczane właśnie temu olejowi , który jest olejem wchłanialnym w strukturę włosa oraz nawilżającym. Podobno jest to olej przeznaczony do włosów niskoporowatych , bo może powodować rozchylenie łusek włosa i jego spuszenie , ale jakoś nigdy tego u siebie nie zauważyłam ;p. Nie liczcie jednak na wygładzenie końcówek - to nie silikon xD . Używam go jako dodatek do masek do włosów ,albo nawet do pielęgnacji rzęs jako odżywka . Myślę, że ten z OSHIMA jest najlepszy ze względu na długą ponad 200-letnią tradycję w pozyskiwaniu . Tak naprawdę do kwintesencja TSUBAKI :)



KANEBO SUISAI BEAUTY CLEAR POWDER to dowód na to jak w minimum produktu może kryć się maksimum działania . Malutkie kubeczki wielkości 10 gr mają w sobie odrobinę pudru enzymatycznego , który w starciu z wodą zamienia się myjącą papkę. Nie radziłabym używać więcej ;p . Może przesuszyć na maksa ;p. Kubeczki są idealne do transportu . Szybkie w działaniu zwłaszcza jeżeli wysypie Was po zmianie wody - na bank sobie spokojnie z tym poradzi :D .


Filtry to u mnie podstawa . Zresztą tak naprawdę nie ma Azjatyckiej pielęgnacji bez filtrów. Ona bez SPF nie istnieje xD . Często eksperymentuje z filtrami - lubię lekkie , niebielące konsystencje, które szybko się wchłaniają i dobrze współgrają z makijażem . Nie stosuję filtrów mineralnych , bo po prostu moja skóra za nimi nie przepada - są dla mnie komedogenne. Głównym minusem Azjatyckich filtrów jest ich CENA . Dlatego w chwilach kiedy nie testuje akurat z jakimś nowym filtrem zawsze wracam do BIORE . Biore ma dwie wersje - Watery Gel  i Watery Essence  . Obydwa darzę miłością wzajemną ;p. Watery Gel jest bardziej wodnisty i ma bardziej "twarde" opakowanie . Wydaję mi się też, że przez swoją konsystencję jest bardziej wydajny i używam go mniej co niestety ale jednak przy filtrowaniu nie jest do końca "wskazane" ( filtry wg badań powinno nakładać się grubą szpachlą xD ok 1 cm xD toć to niemożliwe) . Watery essence to taki lekki żel o bardzo gładkiej konsystencji , którego zużywam zdecydowanie więcej i szybciej się kończy . Mam dylemat , który wolę bardziej...


KEANA a w sumie ISHIZAWA KEANA BAKING  powder wash to kolejny peeling w proszku ;p. Dostałam jakiś czas temu od Agi w prezencie i od tego czasu używam gorąco  i namiętnie i zastanawiam się czy kiedykolwiek się skończy ? Butelka jest ogromna - 100 g przy tak intensywnym działaniu - najlepiej wysypać proszek na rękę i zwilżyć wodą tworząc pianę  inaczej może być za mocny , zużywa się go w miko ilościach ;p Co ciekawe czerwone opakowanie to wersja dla dziewczynek jest jeszcze niebieska dla chłopców i podejrzewam , że jest jeszcze silniejsza...Polecam wszystkim fanom peelingów  , nie tylko tym co mają tłustą cerę i problemy skórne ;p


Aktualnie moje ukochane 2 bazy pod makijaż czyli Maquillaqe Shiseido i Cezanne . Główną wadą Maquillage jest jej cena... Za jeden taki można kupić 3 Cezanne . Bazy Japońskie są bardzo dobre. W niczym nie przypominają tych europejskich silikonowych szpachli... Mają bardzo lekkie konsystencje , a po nałożeniu mam wrażenie lekkiego rozjaśnienia cery jak kremu CC . Do tego mają SPF 25 i PA +++ . Cezanne jest bazą bardziej nawilżającą w mojej opinii . Maquillage na bank ma w składzie alkohol i używam go w porze letniej , bo zdecydowanie działa wtedy mniej przesuszająco . Nie dziwi mnie , że Cezanne dostało nagrodę w rankingu Cosme - bardzo wysoka jakość produktu w stosunku do ceny. Bardzo dobry tańszy zamiennik Maquillage .



Eh... Me , Myself and FASIO. To jest miłość dozgonna. Od czasu kiedy go kupiłam ponad 2 lata temu kupuję tylko kolejne opakowania w ilości hurtowej . Najśmieszniejsze jest to, że zaraziłam tym koleżanki w pracy i jak zamawiam sobie muszę zamówić większą ilość jeszcze im... Fasio jest wodoodporne i jeżeli nie macie pod ręką czegoś dobrego do zmycia - patrz Bifesta lub olej nie ma opcji , żeby je usunąć. Ma klasyczną szczoteczkę wygiętą w literę C i głęboko czarny tusz. Z Fasio da się zrobić wszystko - wydłużyć, podkręcić , pogrubić i co tam jeszcze chcesz ;p. Nie trzeba się też nie wiadomo jak z tym bawić -efekt jest od razu ;p . Problem tylko ze zmyciem xD. Uwaga też jak się malujecie i upaciacie sobie np. powiekę - trzeba od razu zmywać bo pieruńsko szybko zastyga na amen ;p . Ma też kilka wersji ale najlepsza jest ta Curl Volume ex.


Na koniec dwa kremy pod oczy z SANA . Żółta wersja SANA Namerka Hanpo i biały ... no nie wiem jak się nazywa na polskie znaki xD . Oba dostałam od Agi w prezencie xD . Oba też działają całkiem inaczej ... Wręcz uzupełniają się w działaniu i używam ich razem. Kiedy dostałam żółty od Agi napisała mi na karteczce "najlepszy krem pod oczy ajpromis" i miała rację xD. Dość duża tubka 25 g z ogromną wydajnością - krem z tych treściwych . Pięknie zabezpiecza delikatną skórę pod oczyma przed wysychaniem i nie podrażnia oczu . Biały natomiast ... rozświetla okolicę oka . Aga powiedziała mi , że to wersja na niedźwiedzie cienie jak mówią w Japonii ;D . Ładnie rozświetla , ale nie ma takiego działania natłuszczającego. Dlatego stosuję je razem ;p .


Wiecie tak naprawdę mam jeszcze więcej produktów do polecenia , ale .... nie miałam ładnych zdjęć xD . Hahaha.... No co xD . Mówię tu o oleju FANCL , który również bardzo lubię ,  cudownych piankach do mycia twarzy z Panna Pompa w uroczych opakowaniach z Pandą ( będę musiała je sobie kupić , bo zaczynam za nimi tęsknić ;p ) czy o pudrze enzymatycznym z DETCLEAR  . Te produkty też lubię i polecam :) . Eh... aż strach się bać czego nie używałam jeszcze xD . Mam nadzieję, że nikt nie będzie podsuwać mi głupich pomysłów xD . Zamówiłam sobie też coś nowego i zobaczymy co z tego wyjdzie ;p 

Wpis ten powstał w ramach blogersko/vlogerskiej akcji „Wyjątkowy rok”, 
w której udział biorą również inni twórcy internetowi. 
Akcja jest zorganizowana przez Michała z Twoje Źródło Urody

Zapraszam do pozostałych osób biorących udział w akcji


CAŁA ZAWARTOŚĆ DAMSKIEJ TOREBKI . CZYLI POKAŻ KOTKU CO MASZ W ŚRODKU.

CAŁA ZAWARTOŚĆ DAMSKIEJ TOREBKI . CZYLI POKAŻ KOTKU CO MASZ W ŚRODKU.


Damska torebka to temat rzeka... Chłopy nie raz się dziwią czego tam nie ma a nie raz nawet co tam jest xD . Moja Mama twierdzi, że trzymam w swojej kamienie ;p Choć bardzo się staram opróżniać ją regularnie , no ale same wiecie - czasem się nie da ;p . Z góry zaznaczam , że z częścią rzeczy , które trzymam w torebce dałam se spokój z fotografowaniem xD , bo mnie już denerwowało to ciągłe wyciąganie i oglądanie tego wszystkiego xD . Tak proszę Państwa. Oto publicznie przyznałam , że moja torebka mnie dobija a obcego rażonego w głowę może nawet zabić xD. Więc wszystkie zboki w okolicy - kiedy zobaczycie różową torebkę z breloczkiem z misiem Tous to się strzeżcie ;p . Nie ze mną te numery :D . Żeby nie było wątpliwości - ja swoją torebkę lubię mieści wszystko ;p . Kiedyś próbowałam z mniejszymi gabarytami , ale niestety projekt spalił na panewce ;p z powodu jakby to powiedzieć rozmiarów. To nie prawda , że rozmiar nie ma znaczenia xD . Nie przedłużając zbytnio zapraszam na moje wiosenne porządki ;p

PARASOLKA.

Tak to podstawa . Nie raz nie dwa zlało mi porządnie głowę, bo nie posiadałam tego trywialnego przedmiociku . Teraz mam wersję bardzo kompaktową mieszczącą się nawet do mojej małej wyjściowej torebki . Jak to ja musiała być ładna ;D . Obecną parasolkę z króliczkiem Cony z LINE FRIENDS japońskiego komunikatora ala nasze gadu gadu kupiłam w sklepie firmowym w Seulu. Traktuję ją trochę z czcią i namaszczeniem ;p . W końcu to ładna i praktyczna pamiątka :D .


 PORTFEL.

Mój poprzedni portfel to była prawdziwa cegła ;p. Teraz mam nowy malutki lakierowany portfel z Galante.pl  niech was nie zwiedzie rozmiar ;p. Mały ale wariat :D . Ma  w środku okienko na zdjęcia , przegródki na karty , przednią kieszonkę na drobniaki , dużą kieszeń zasuwaną na zamek i zwykłą dużą na banknoty . Do tego jest wykonany ze ślicznej perłowo-lakierowanej skóry , która nadaje mu solidności  i miłego dla oka dizajnu :D . Nie jest to portfel , który rozpadnie się przy byle anomalii pogodowej ;p . Dostępny na stronie Galante <KLIK> . Przy wpisaniu kodu interendo macie -10% na zakupy w sklepie :) . Sama również zamierzam zakupić portfel dla mojego męża :P . W sklepie są dostępne również bardzo dowcipne spinki do mankietów , paski i inne akcesoria . Dzień Matki , a później Dzień Ojca to dobra okazja o pomyśleniu o tego typu niespodziankach ( moja własna Mama zażyczyła sobie taki sam różowy :D ). 


 KLUCZE

Czy Wy też tak macie , że torebce wala się Wam pełno kluczy ? Ja noszę trzy komplety każdy z innym breloczkiem xD. Akurat tutaj z Sailor Moon moje klucze od mieszkania , z breloczkiem z Hello Kitty to od domu rodziców , a na smyczy do pracy ... Mimo uważam solidnego oznakowania i tak często wyjmuję nie te co trzeba... Czasem mnie to dobija ( zwłaszcza jak pędzę do roboty na złamanie karku ;p ) 


WŁASNA ŁYŻECZKA ;p

Tak noszę tę oto łyżeczkę w Hello Kitty zawsze ze sobą ;p. No co ;p Nigdy nie wiadomo kiedy będę mieć głoda i wpadnę na pomysła , że wszamałbym jakiś jogurcik albo lodzika ;p. Wtedy wyciągam własny sprzęt i nie ma problemu z konsumpcją ;p.



 KALENDARZ  I KOMÓRKA.

Prawdę mówiąc swojego iPhona noszę głównie w ręku xD . No co zawsze mam go w pogotowiu czasem jednak się nie da i na chwilę wędruje do torebki tylko po to , żebym obsesyjnie go sprawdzała czy nie mam jakiejś wiadomości na insta ,albo jakiegoś maila. Tak wiem to się nazywa nerwica natręctw, ale kiedy jest się świadomym tego typu zboczeń to już nie jest choroba umysłowa xD.  Bez kalendarza w moim wypadku się PO PROSTU NIE DA. Na szczęście mój obecny jest bardzo praktyczny  - Beauty Agenda dołączony do paletki TOO FACED. Prawdę mówiąc najlepszy planer ever <3 . Nie dość, że ładny to jeszcze cały miesiąc jest stworzony w postaci kwadratów , że widzę doskonale kiedy i gdzie mam akurat dyżur, kosmetyczkę , albo jakieś inne zobowiązania ;p. Zdecydowanie dużo łatwiej mi wszystko wtedy zaplanować i ogarnąć ;p.


 KOSMETYCZKA

Tak mam też małą "turystyczną" kosmetyczkę , którą po prostu wpycham do torebki i wiem ,że na bank wszystko w niej mam ;p. Szczotka travel saizowa z IKOO akurat się do niej nie mieści , ale umieściłam ją na zdjęciu ;p . W środku mam też inne pierdoły w stylu próbek perfum , próbek pasty do zębów, szczoteczki , tamponów i chusteczek jednorazowych , które dają w samolotach , ale już ich na zdjęcie nie wyciągałam , bo są jakoś mało fotogeniczne xD .  Jak widzicie kosmetyczkę mam również różową xD ( pod kolor torebki xD ) .


 CIENIE

Huda Beauty i warm obssesions to mój ostatni nabytek , muszę przyznać , że jak na tę wielkość posiada w sobie ogrom możliwości i maksimum jakości ( tak już zamówiłam następne kolory ;p)  Przedtem używałam cienia mineralnego z Neauty w pięknym perłowym kolorze, który robił nawet za rozświetlacz ;p. Jego rozświetlaczowa funkcja została jednak zastąpiona przez rozświetlacz Fenty Beauty od Rihanny i szczerze odradzam... Rozświetlacz z wibo ma lepszą jakość :D . Bardzo słaby błysk po nałożeniu drobinki mega się rozpraszają jakby napaćkane były i mocno się osypuję... Przereklamowany!. Cień z Rillakumą to mój osobisty fetysz ;p Do tej pory ani razu nie użyty , ale lubię sobie na niego popatrzeć żeby przypomnieć sobie kim jestem xD .


 Róż Benefit Galifornia to zdecydowanie mój typ ;p . Nie dość , że ma ładne opakowanie to jeszcze mój ulubiony pomarańczowy kolor :)  Pędzelek z Canmake noszę do malowania policzków , ma swój własny pokrowiec i świetnie się sprawdza w tej roli :)


 Nie dawno wykończyłam mikrotubkę kremu BB SKIN79 Hot Pink i teraz noszę również skinowe dziecko - Angry Cat . Bardzo go lubię :) Wygląda na mojej twarzy dobrze ;p i ma ładne opakowanie ;p Lubię to :D . Miniaturowy krem z filtrem z Hera to też jest mój MUST HAVE. Nie wychodzę z domu bez filtra , nawet jeżeli mam krem BB na twarzy. Mam taką małą obsesyjkę , że na twarzy musi być ochrona nawet w zimie ;p .


 Tusz w tej kosmetyczce to akurat Volume Million Lashes So Couture . Dostałam go kiedyś do zakupów i stwierdziłam, że nie będę wydawać go komuś innemu tylko sama będę używać ;p. Kiedyś kupowałam go gorąco i namiętnie , ale nie znałam FASIO. Teraz wszędzie indziej mam Fasio tu z sentymentu Loreala , jak się skończy znowu będzie Fasio, ale co tam ;p. Pomadkę mam z Too Faced w ładnym kolorowym odcieniu , który musiałam się nauczyć nakładać ;p. Na początku wychodziła mi z tego rzeź - szminka podkreślała skórki jakoś brzydko się rolowała ... Mega nieprzyjemne uczucie. Teraz jest ok , ale nie wrócę do niej jak się skończy ;p. Wsuwek i gumki do włosów chyba nikomu nie muszę prezentować :P .


Jeżeli kogoś ciekawi czego nie ujęłam na zdjęciach - to nie ma tu pieczątek ( mojej własnej i firmowej) , pęku długopisów , słuchawek do telefonu , powerbanku , stetoskopu , druczków L-4 , gumy orbit dla dzieci , chusteczek higienicznych i to chyba wszystko ? O Sorry zapomniałam o ładowarce do telefonu i od czasu do czasu jakiejś książki lub czasopisma żebym się nie nudziła ;p . Ostatnim moim nabytkiem są też krople do nawilżania oczu - co za cudowny wynalazek ;p
 BUT FIRST MEET BEAUTY! IV EDYCJA MEETBEAUTY 21.04-22.04.2018r.

BUT FIRST MEET BEAUTY! IV EDYCJA MEETBEAUTY 21.04-22.04.2018r.






Obstawiam , że opisów Meetbeauty macie powoli dość ;p . W sumie się nie dziwię ;p. Dlatego, żeby kopnąć leżącego dodam swój własny opisik a jakże ;p . To był mój pierwszy Meet. Jak wiecie z moich poprzednich gorzkich żali jakoś nie mieliśmy do siebie szczęścia do tej pory . Zniechęcona miałam nawet się nie zgłaszać , ale zostałam podpuszczona przez Ingę Black Liner ( która nota bene sama się nie zapisała picz!) i tak jakoś złożyłam swoje podanie . Nawet się zdziwiłam , że tym razem za pierwszym machem zostałam przyjęta i nawet lekko mnie połechtało ;p. Jak to powiedziała moja szczera do bólu Mamusia - wreszcie kopnął mnie zaszczyt ( po 3 latach xD ) . Tak mnie kopnął , że można powiedzieć pojechałam upojona własnym szczęściem ;p. Powiem Wam prawdę ;p Meet Beauty to przede wszystkim spotkanie ze starymi znajomymi ( w końcu każda z nas mieszka w innym rejonie Polski!) i poznanie nowych fantastycznych ludzi ( pozdrawiam Ewę - Orchideę :D nesa!  i Biszkopcika :D) .

Osobiście bawiłam się świetnie ;p. Podobał mi się hotel Lord ,choć wielkość łazienki 2x2 nieco mnie przygnębiała ,bo miałam wrażenie , że moje kopytka choć króciutkie to wystają zza drzwi kiedy siedzę na tronie ;p .  Mimo to było ładnie i stylowo ;p. Nie mam porównania co do poprzednich edycji więc mogę mało marudzić - wszak jak mówiłam akapit wyżej kopnął mnie zaszczyt , a darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby :D . Miałam też szczęście co do zapisów na warsztaty i dostałam się na wszystko co chciałam :) .

IV Edycję w moim wykonaniu rozpoczął panel "ogólny"o instagramie , który bardzo mi się podobał - dowiedziałam się sporo informacji , o których nie miałam zielonego pojęcia , a insta to aktualnie moja ulubiona socialka , ze względu na łatwość w prowadzeniu ;p. Następnie wystąpiła  Agwer opowiadając o tym jak zrobić dobre zdjęcia nie tylko na  instagram. Jak wiecie nienawidzę robić zdjęć i jest to moja pięta Achillesowa ( zawsze mam wrażenie , że są po postu do dupy xD ) , talentu nie mam więc chętnie słucham i oglądam osoby, które się na tym znają - a Agwer jak na pewno wiecie zna się na tym zajebiście - ma dziewczyna dryg  choć jak sama podaje jest samoukiem :D .


Potem potuptałam na warsztaty O2Skin gdzie ambasadorkami w większości były "moje dziewuchy" ;p - HeyItsAlexK , wroobela i Orchidea Magia Piękna :) .  Muszę przyznać, że prowadząca Iwona umiała "sprzedać" markę ;p. Zafascynowały mnie ich produkty z aktywnym 30%  tlenem i choć nie są to produkty Azjatyckie , a te w większości u mnie królują to te użyję poza kolejnością ;p . Aktywny tlen ma to do siebie , że może szczypać i dawać mega efekt chłodzenia ( i tak też było u mnie)  choć nie widać podrażnienia na twarzy. Użyłam otrzymane produkty tego samego dnia i muszę przyznać , że efekt , który dają jest... zaskakujący :D Miałam wrażenie, że moja skóra jest jak woda gazowana - musująca :D .


 

Niestety warsztaty Makijażowe Annabelle Minerals uważam za najmniej ciekawe. Monotonny głos prowadzącej powodował , że czułam się senna ;p Plus rozdrażnił mnie rozsypany na torebkę podkład , który... wżarł się w skórę (oczywiście torebki) jak minerał i nie mogę do tej pory porządnie go usunąć . Ech... minerałkom nadal mówię nie... I chyba tym razem na wieki. Oglądając makijaż wykonywany na warsztatach miałam wrażenie, że zajmuje więcej niż ten, który wykonuje standardowo , a efekt jak dla mnie był... NIJAKI . Nie był dla mnie zadowalający , a "triki" z mieszaniem różnych produktów , żeby uzyskać to co miała modelka na twarzy wydawał mi się po prostu absurdalny - nie po to kupuję produkty , żeby sama robić sobie tak naprawdę nowe. Zdecydowanie jestem zbyt leniwa na naturalną pielęgnację ;p


Pomiędzy warsztatami miałam tak mało czasu , żeby się nudzić, że z ofertami poszczególnych stoisk zapoznałam się dopiero na następny dzień i prawdę mówiąc było to bardzo inteligentne z mojej strony ;p . Dlaczego ? Bo nie było takiego ruchu na nich i mogłam spokojnie wszystko pomacać i porozmawiać z Hostessami . Zaskoczyło mnie to , że podchodząc do stoisk czułam się trochę jak w sklepie i na każdym zawsze coś jeszcze dostawałam "za free" , choć meetbeautowe torby i tak były wypchane po brzegi to jeszcze wróciłam z jeszcze jednym worem... Żałowałam i brakowało mi tu oczywiście "Azjatyckich" stoisk i w ogóle warsztatów w zakresie Asian Beauty . Nie chcę się narzucać , ale bardzo chętnie poprowadziłabym taki panel :D Hahaha...  Jednym Azjatyckim Akcentem w zakresie Asian Beauty był pakiet 3 maseczek Mediheal , który otrzymywałyśmy w meetowych paczkach , ale niestety nie było stoiska i nie mogłam sobie pogadać i rozwijać sheetowego tematu ;p. Kochani organizatorzy to może w przyszłym roku jakieś warsztaty z Mask Sheetami w roli głównej?

Po cichu zdradzę Wam , że Hello Asia vol. 3 jest w toku ;p i niebawem zacznę Wam zdradzać swoje przygotowania :) .

W niedzielę rano potuptałam na panel dotyczący hejtu , który słuchałam z przyjemnością , bo jest to temat "tabu" i mało jest poruszany w naszym świecie . Niewyparzona Pudernica , Anioł na resorach oraz BeautyBoy opowiadali swoje "patenty" na olanie hejterów i jak sobie z tym radzą i muszę przyznać, że tak naprawdę chodzi o to , żeby mieć twardą dupę i nie dać sobie wkręcić niczego ;p .


Niedzielne warsztaty to dla mnie przede wszystkim Paznokciowe z Pierre Rene prowadzone przez Candymonę , która była jak dla mnie fenomenalna :D . Nie dość, że wyglądała jak chodzący cukierek to jeszcze w sposób łatwy i przyjemny zaprezentowała nie tylko jak przygotować skórki pod paznokcie ale techniki zdobień. Jestem totalnym laikiem , a zrozumiałam co nieco  więc brawa dla nauczycielki :D . Prawdę mówiąc zapisałam się na warsztaty paznokciowe dla niej ;p i okazały się dla mnie najciekawsze i miałam największą frajdę w robieniu pazurów , które robiłam... PIERWSZY RAZ W ŻYCIU ;p. haha... Do tego w ramach dowcipu i ciekawostki musicie wiedzieć, że Pierre zorganizowało w trakcie konkurs na najlepsze zdobienie i... WYGRAŁAM  ( i obrosłam w piórka) ;p .  Normalnie pękam z dumy i prezentuje zwycięskie zdobienie ;p . Odkryłam nowy talent xD . Jak wiecie paznokcie robi mi zawsze kosmetyczka ;p . Więc zwycięski pakiet startowy będę stosować na swojej Mamie , która wyraziła ogromną chęć bycia królikiem doświadczalnym xD .




Ostatnim panelem były warsztaty Natura Syberica z własnym DIY w postaci peelingu. Bardzo podobała mi się historia oraz motto marki. Dowiedziałam się czym są dzikie zbiory oraz o tym dlaczego pochodzenie ma znaczenie i zrobiło to na mnie wrażenie . Jak wiecie jestem ignorantką jeżeli chodzi o naturalną pielęgnację więc wszystko wydawało mi się nowe i chłonęłam wszystko jak gąbka ;) No cóż naturalna pielęgnacja to dla mnie egzotyka :p .


Jeżeli chodzi o same stoiska - podobała mi się kreatywność w prezentowaniu i zachęcaniu marek do zapoznawania się z ich ofertą :) . Chętnie przymierzałam wianki ( Annabelle Minerals , Natura Syberica) , pozowałam na ściankach ( So CHIC , O2Skin)  oraz taplałam się w konsystencjach otwieranych produktów ( Efektima , Natura Syberica, Roger Cavallies) . Bawiłam się nawet w układanie kompozycji w skrzyneczce ( Annabelle Minerals) i wykonałam analizę stanu własnej skóry (Pollena Eva) , która potwierdziła to co podejrzewałam ;p. Mieliśmy nawet coś w rodzaju ekskluzywnego butiku z kosmetykami Pierre Rene . Udział w konkursach był przyjemnością i tak naprawdę zabawą , bo wszyscy "wygrywali" i nikt nie wychodził z pustymi rękoma . Każda marka chciała nam się pokazać z jak najlepszej strony i uważam , że doskonale im to wyszło :) . Mam nadzieję , że w przyszłym roku ponownie "zostanę kopnięta" ;p

















Następnym rzem pokażę Wam co przywiozłam ;p Jest tego tyle, że mam problem ze zrobieniem zdjęć xD


BREAKFAST TO BED - CZYLI NAJLEPSZE AZJATYCKIE LIMITED EDITION COSRX, MISSHA , THE SAEM , INNISFREE ,  HERA i inni

BREAKFAST TO BED - CZYLI NAJLEPSZE AZJATYCKIE LIMITED EDITION COSRX, MISSHA , THE SAEM , INNISFREE , HERA i inni

Na wszystkich blogach czytuję podsumowania - "ulubieńcy" , "makijażowe hity" itp. To czemu w ramach bycia Azjatofreakiem nie mam stworzyć własnego rankingu w oparciu o własne zbiory ;p. Gdyby coś nie było "dobre" to nie kupiłabym haha. Oczywiście jako miłośniczka stricte  infantylno-ładnych limitek uzbierałam trochę "strzępków" . Jeżeli oglądacie mnie to wiecie , że kiedyś kupowałam całe limitowane edycje - po prostu dla kolekcjonerstwa , a potem zwykle rozdawałam znajomym , bo samej szkoda mi było używać poza tymi mega praktycznymi jak np. oleje  z DHC . Teraz kupuję "fragmenty" , ale zwykle w więkciejszej ilości, bo nadal rozdaję xD , ale za to te , które zamierzam na pewno użyć xD . No chyba, że  cushiony z pokemonami z missha ... Te kupiłam , bo... Chciałam złapać je wszystkie xD . Więc usiądźcie dzisiaj wygodnie i oglądajcie ze mną zdjęcia ... Ładnych rzeczy ( nie do końca niezbędnie potrzebnych ;p ) . IDEALNE BREAKFAST TO BED ;p



Żeby napisać tego posta musiałam zrobić porządek xD a wierzcie mi jest to bardzo trudne chociaż ostatnio dorobiłam się nowej szafy w przedpokoju ;p  , w której zamierzam trzymać .. UBRANIA ;p. W ogóle muszę iść na totalny kosmetyczny detoks co jest mega trudne zwłaszcza jak się pomyśli ile jest promocji i pokus  , które sorry , ale nie sprzyjają redukcji zapasów , bo w końcu "jeść nie woła" ;p .

Czemu najlepsze limitki ? Bo moje xD .  Starałam się pozbierać tu wszystko co mam w ciągu ostatniego roku ;p .  Jak widzicie na pierwszy ogień idzie  świąteczna edycja cushionów Missha z pokemonami :) . Bardzo lubię pokemony i uważam, że motyw z tymi słodziakami jest bardzo wdzięczny do robienia wszelakich opakowań , nawet ostatnio ktoś ze znajomych w ramach dowcipu podesłał mi pika-car xD uważając , że pasuje do mnie idealnie :D .  Limitka o tyle dziwna i wyjątkowa, że nie można było dostać jej  Korei ( normalnie śmieszne co :D  Missha to koreańska marka )  , przeznaczona była na rynek Japoński i moje również pochodzą z Korei :)  Co do działania nie powiem Wam prawdę mówiąc bo wszystkie  rozdałam kumpelom xD . Obok macie maseczki z pokemonami również z Japonii. Muszę niestety powiedzieć, że były to dla mnie chyba najgorsze mask sheet ever... Poza ładnym nadrukiem nie miały w sobie nic więcej - esencja śmierdziała i kleiła się a sam materiał wyjątkowo NIE plastyczny i słabo trzymał mi się na twarzy. Szkoda , bo to pierwsze maski z pokemonami , które FAKTYCZNIE mają nadruk . Większość proponowanych mask sheet mają tylko pokemony na opakowaniu i nic więcej.



Jabłkowy cleansing foam z BCL to produkt , który pokochają te z Was , które mają tłustą trądzikową skórę.  Zawiera kwasy AHA i przepysznie pachnie jabłkiem . Mimo to jest to bardzo agresywny produkt i u takich sucharów jak ja w zbyt dużej ilości powoduje na twarzy pustynię .  Mimo to bardzo dobrze sprawdza się kiedy chcecie dogłębnie ( serio dogłębnie xD ) oczyścić skórę aż do skrzypienia .  Produkt dla twardzieli :D  .  Tu macie edycję ze Snow White , rok wcześniej miałam opakowanie z Hello Kitty ( było moim zdaniem ładniejsze niestety zdenkowane zostało już jakiś czas temu i foci nie mam ;(   chociaż pewnie jak gdzieś poszperacie na blogu to go znajdziecie bo jestem pewna , że zrobiłam jej gdzieś zdjęcie ;p  .


Tu macie rewelacyjny olej tsubaki Oshima w edycji z Hello Kitty :) . Najbardziej lubię ten Oshima ze względu na to , że  ma tradycyjną ponad 200 letnią recepturę więc jeżeli chcecie poczuć się jak Gejsze to musicie użyć właśnie tego produktu reszta to namiastki ;p . Nie spodziewajcie się super zapachu . Kamielia Japońska choć piękna jest bezwonnym kwiatem :( . 



The Face Shop  i Kakao Friends edition . Kakao Talk to koreański odpowidnik messegera i gadu-gadu w jednym z prześmiesznymi ikonkami ze zwierzakami . Tu inspiracją był Hudie Ryan czyli misiu na zdjęciu płyn do kąpieli z edycji i tint do ust w bryloczku :) . Kupiła je dla mnie Mint on Mars  kiedy odlatywała z Korei jak widzicie dostałam też to czego mocno szukałam w czasie swojego pobytu a był problem ze znalezieniem czyli - MAGNES na lodówkę z Seulu tu z uroczą kotką NEO . Kakao Friends są tak popularni, że mają swoje własne sklepy w Korei i można w nich dostać oczopląsu ;p . Japońskim odpowiednikiem Kakao jest Fine Line Firends również urocze zwierzaki ;p , które mają własne sklepy z gadżetami :) .


Innisfree co roku robi limitowaną edycję swojego legendarnego pudru zero sebum. Rok temu była to edycja emotikonkami w tym roku są to "szczęśliwe kamienie" 12 na każdy miesiąc . Szczerze mówiąc choć pudru nie używam to opakowanie w emotikonki bardzo mi się podobało. Szczęśliwe kamienie nie są już tak bardzo wpadające w oko.  Swoją emotkę miałam w Bomiboxie , którego nie kupuję od pół roku . W ramach dowcipu powiem Wam , że Bomi chce mnie chyba zachęcić do ponownego zakupu ich boxa , bo zamieściło po raz kolejny moje zdjęcie z instagrama na swoim koncie.  Drażni mnie jednak miesięczne opóźnienie z dostawą i horrendalna wysyłka - 20$ ( przy koszcie boxa 37$) .


Kanebo SuiSai i urocza limitka z Tsum Tsum skradła moje serce i wiedziałam , że muszę ją kupić :) . Kapsułki wielkości 10 gr zawierają puder enzymatyczny .  Limitka była tak trudna do dostania, że musiałam ostatecznie kupić ją na eBay za 2 razy tyle co jest warta . Ci którzy myślą, że produkt wielkości 10 gr jest guzik wart są w błędzie , bo doskonale oczyszcza i peelinguję cerę . W gratisie dołączony był także travel saize olej do demakijażu .


Uuuu... Tu macie limitkę ,  na którą uwielbiam .... patrzeć :D . Mowa tu współpracy Sailr Moon i Maquillage od Shiseido . Maquillage to wyższa półka kolorówkowa w Japonii. Osobiście kocham ich bazę z filtrem UV , którą używam gorąco i namiętnie zwłaszcza  sezonie letnim . Puder w kamieniu zatrzymałam do swojej Sailorkowej kolekcji . Tak zbieram kosmetyki z Sailor Moon ;p po to tylko , żeby je mieć i patrzeć na nie xD . Chociaż eyelinery różdżki ( to serduszko poniżej) to zdecydowanie jedne z najlepszych eyelinerów , które miałam w swoich łapkach ;p




Kolejne Hello Kitty Edition tym razem mojego ulubionem Eye & Lip Makeup Remover z Bifesta , którą uważam za najlepszą dwufazę ever . Kupuję regularnie i musze przyznać, że bardzo się ucieszyłam kiedy okazało się , że zrobili nie tylko hellokitowe opakowanie ale i większe o 50 ml . Wiem , że się powtarzam , ale Bifesta to płyn do zadań specjalnych szczególnie jeżeli macie problem z łatwym podrażnieniem oczu w czasie demakijażu plus pozostawia delikatną warstewkę ochronną na powiece nie przesuszając oczu .  Kocham :p .


Apieu i Bono Bono to szczerze mówiąc chyba najtańsza limitka jaką miałam xD  Koszt poszczególnych produktów z serii to między 15-25 zł a urocze opakowania z Bono w kolorze niebieskim to po prostu boskie doznania estetyczne :D .


Tak Hello Kitty nigdy dość ;p . Wicie czemu w Japonii tyle Hello Kitty ?  Hello Kitty to tak naprawdę Japanese Bobtail czyli narodowy kot Japonii. Możecie często zobaczyć tego kota jako Maneki Neko czyli kota z uniesioną łapką na szczęście . Japoński Bobtail to tak naprawdę.... Kot bez ogona. W wyniku mutacji genu ma zamiast tego taką puchatą kulkę . W Japonii wyglądały tak w większości uliczne koty , niestety po wojnie Bobtaile praktycznie były na wyginięciu i aktualnie to rzadka i cenna rasa . Chętnie kupiłabym takiego kota ;p . Tylko w Polsce są nie do kupienia ;(  . Produkty na zdjęciu to mleczko , pianka i lotion z Sana . Produkty z Sana są oparte na Soji   , która jest cenionym zarówno produktem spożywczym jak i pielęgnacyjnym właśnie w Japonii.


Waouh i Hera to piękna droga limited Edition. Hera obok Su:m 37 i OHUI to jedna z luksusowych koreańskich marek kosmetycznych .  Do paletki i pędzli ( które trochę śmierdzą chińszczyzną xD )  .  Dołączone były również miniaturki ich sztandarowych produktów , które używam w trakcie wyjazdów ( bardzo oszczędnie prawdę mówiąc xD )  .  Paletka jest przepiękna i głównie na nią patrzę ;p , a pędzle traktuje trochę jak dodatek dla Lalek Barbie xD .


Gdzie jest Nemo?  THE SAEM obok THE FACESHOP postawił na limitki inspirowane bajkami amerykańskich gigantów i to był strzał w dziesiątkę. W Korei było bardzo trudno je dostać. Mint on Mars opowiadała mi , że musiała przeszukiwać kilka sklepów stacjonarnych , aż jakaś ekspedientka wyda jej spod lady ukryte skarby ;p . Prawdę mówiąc później było łatwiej dostać je w sklepach z koreańskimi kosmetykami skierowanymi na rynek zachodni niż w rodzimych koreańskich. Jakoś zachodni klienci podchodzą z większym dystansem do zakupów ;p . Może dlatego , że u nas te motywy są bardziej oklepane ? 


Jak  widzicie mam z  serii pomadkę ( którą jak wykręcicie to nie da się wkręcić xD i jest to fabryczny pomysł ;p . Paletkę cieni oraz paletkę korektorów :) . Kolejne produkty z cyklu - "lubię je mieć i na nie patrzeć" za pewne za jakiś czas powędrują w czyjeś ręce :D





COSRX & Marymond to kooperacja "ładna puszka" dla płatków nawilżających ( niebieskie)  i z kwasem AHA ( czerwone) . Niczym innym ta limitka się nie różni od standardowych . Nie jest to nowy produkt ani nic w tym stylu po prostu "podrasowali opakowanie" , ale jak dla mnie wystarczyło ;p Zwłaszcza , że ciężko było je dostać ;p  i znowu opierałam się na swojej znajomości z Mint on Mars ( co ta dziewczyna ze mną miała hahah ) .



Walizeczka z Peri Pera pełna miniatur ich dobrodziejstw to muszę przyznać mój osobisty fetysz ;p Skojarzenie z Lalką Barbie na wakacjach towarzyszy mi zawsze kiedy na nią patrzę ;p . Naklejki były w zestawi i można było sobie samemu okleić ją jak się chciało ;p  . W skład zestawu wchodzi ich wspaniały TINT najlepszy ever , który działa JAK PRAWDZIWY TINT czyli barwnik wżerający się w skórę ;p . Lakiery do ust ( matowe) , korektor i podkład .


To już moja ostatnia limitka. Dostałam ją od Madzi IloveDots na urodziny i mega się cieszę ;p. Innisfree i Snopy .  Szkoda tylko , że seria Orchid nie miała nadrukowanych na opakowaniu Snopków a tylko kosmetyczkę , ale co tam ;p. Mój Ci on ;p . W końcu Snopy jest Beaglem haha .


Wpis ten powstał w ramach organizowanej przez Michała - TWOJE ŹRÓDŁO URODY akcji blogersko/vlogerskiej „wspaniały rok” i jest on rozwinięciem tematu miesiąca kwietnia „Breakfast to bed”. Linki do innych publikacji kwietniowych znajdziesz TU.

W akcji biorą udział inni twórcy a ja zapraszam Cię do nich. Zobacz jak oni piszą na temat tego i innych miesięcy tego wspaniałego roku:
Copyright © 2016 interendo , Blogger