JEDEN WIELKI HAUL!  NOWOŚCI MARCA ! KOLORÓWKA , PIELĘGNACJA , AZJATYKI I PREZENTY

JEDEN WIELKI HAUL! NOWOŚCI MARCA ! KOLORÓWKA , PIELĘGNACJA , AZJATYKI I PREZENTY

 


No cóż sądząc po statystykach poprzedniego posta bardzo Wam się spodobały Nowości więc chyba nie mam wyboru i czas pokazać Wam marcowe ;p . Zaznaczam - w marcu miałam urodziny xD i większość to prezenty - nawet takie , które sprawiłam sobie sama :p a co ;p. Macie tu też na starcie zdjęcie z mojego salonu ,  ten zakątek jest nowością powstała po tym jak przez miesiąc leżała u mnie nieskręcona komoda , którą ostatecznie się wpieniłam i skręciłam sama w 3 h , króliczki z Home&You dostałam na urodziny i będą tam mieszkać na stałe - wszak wystrój salonu ma nawiązywać do Alicji w Krainie czarów , a czy może być coś bardziej Alicjowego niż Królik? ( no dobra Kot z Cheshire ;p i Kapelusznik hahah ) . Jestem dość chaotyczna więc będę pisać tak wstawiły mi się zdjęcia xD


Jestem kobietą , która kocha spa i wszelkie zabiegi pielęgnacyjne więc na kiedy dziewczyny zapytały co chciałabym na urodziny bez chwili namysłu powiedziałam, że bon do Yasumi . Do tej pory jeszcze nie byłam w naszym grudziądzkim , które  jest aktualnie największym Yasumi w Polsce i muszę przyznać na zdjęciach wygląda bardzo kusząco ;p . Dlatego bardzo chcę się do niego wybrać zwłaszcza, że mają kilka bardzo interesujących mnie zabiegów , ale o wrażeniach napiszę Wam kiedy wrócę :p


Tu macie moje włosowe zakupy z Rossmanna z promocji 2+2 na kosmetyki do włosów. Bardzo długo chodziły za mną maseczki Botanicals a ich regularna cena wydawała mi się mocno zaporowa - sorry ale 45 zł za 200 ml maseczki uważam , że to bardzo dużo  zwłaszcza, że maski mają naprawdę bardzo różne opinie choć w moim wypadku sprawdzają się bardzo dobrze i choć zapaszki mocno ziołowe i nie w moim klimacie to działanie jak najbardziej na tak. Nie obciążają moich włosów , super je wygładzają i nawilżają . Mimo to raczej nie skuszę się ponownie , bo znam lepsze produkty za pół ceny ;p.


Prezent od Mongi , musiałam podzielić tematycznie ;p  Monga postawiła na duet unicornowo-naturalny i w sumie dobrze zrobiła ;p . W moim mieście nie ma Hebe więc dostęp do Nacomi mam totalnie ograniczony i sam sobie ich nie kupuję z prozaicznego powodu - mam ogromne zapasy wszystkiego więc się nie dziwcie  ;p .  A tak poznałam przepiękny tęczowy peeling no i piankę do twarzy z marki ;p. Monga też czytała mi w myślach , bo od dawna czaiłam się na olej rokitinkowy do włosów z Natura Syberica więc radocha podwójna. Zużywam ogromne ilości kosmetyków do włosów , więc chętnie przygarniam wszystko co się da haha.


Tu mieszanka łupów z Biolove od Mongi i Madzi IloveDots ;p . Biolove to jedna z tych marek , które chcę, ale sama bym sobie nie kupiła xD. No co nie wińcie mnie xD. Powód jest powyższy czyli mam tyle wszystkiego, że po prostu nie kupuję nic nowego sama ;p. Mimo to chętnie poznaje markę , o której tyle wszyscy piszą ;p


Tu macie kolejne Mongowe łupy ;p Skarpetki z pokemonami przyznaję, że miałam w swoich rękach xD  i to nawet rzekłabym w ilości hurtowej , ale rozdałam je tylu koleżankom , że dla mnie nic nie zostało xD Serio serio xD . Dlatego te zostawiam sobie oczywiście i wara je dotknąć haha :D .


Perfumy to prezenty ode mnie dla mnie . Doznałam jakiejś pomroczności jasnej i kupiłam od razu 3 flakony na iperfumy.pl , bo mieli -8% z okazji Dnia Kobiet od cen regularnych , które i tak mają najniższe na rynku ( no chyba , że znacie jakiś e-sklep gdzie jest taniej i nie ma podróbek xD ) . I tak trafił do mnie sprawdzone Black Opium Yves Saint Laurent ( kolejny flakon więc musicie wiedzieć, że ubóstwiam ;p) , Giorgio Armani Si i Poison Girl Dior , które od dawna wiedziałam , że mieć muszę i przy dłuższym użytkowaniu stwierdzam , że decyzja była słuszna - to moje zapachy haha.


Pędzle syrenkowo-unicornowe chodziły za mną odkąd stały się hitem Aliexpressu. Wystrzegam się jednak tej jaskini zła i rozpusty jak diabeł wody święconej więc do tej pory sama ich sobie nie kupiłam xD. Kupiły je jednak dla mnie koleżanka z pracy i Candymona  . Kupiły tak śmiesznie, że choć pędzle są z tej samej wersji to uzupełniły się - żaden z pędzli nie pokrywa się :P . Czy one nie są piękne ?


Z okazji Dnia Kobiet skorzystałam też na zakupy -20% w sklepie Sachi.pl . Kończyło się moje ukochane serum z Klairs , a niestety , ale był totalny problem z dostępnością u dystrybutorów - na szczęście udało mi się zgarnąć od Sachi ;p dodatkowo skusiłam się oczywiście na maseczkę z serii  z witaminą E :) chodziła za mną bardzooooo długooo ... Nie mogło więc się obyć bez zakupu a jakże xD haha . Muszę przyznać, że jest to jeden z intrygujących  produktów - maska jest memory shape to znaczy , że jak wydłubiecie paluchem dziurę po pewnym czasie powróci do konsystencji idealnie płaskiej galaretki ;p Można używać jej na 3 różne sposoby - jako sleeping pack , jako maseczkę i jako krem . Najlepsze efekty daje jako sleeping pack. Prawdę mówiąc produkt jest dobry , ale nie wybitny jak w przypadku serum z witaminą C .  Jeżeli nie wiecie to Sachi jest wyłącznym dystrybutorem Sesamis - o samej marce pisałam <TUTAJ!> dzięki uprzejmości firmy otrzymałam kolejny bardzo przyjemny produkt z marki intensywną essencje  . Sesamis to jak dla mnie mało znany odpowiednik Innisfree - ich produkty pochodzą również z Jeju i mają certyfikowane składniki :) . Maski ampułkowe SOC to również prezent od Sachi :) jeszcze nie miałam okazji ich używać ;p .



Jeden z 3 prezentów od Inga Black Liner.... Szalona kobieta xD .  Serio... W dalszym ciągu będziecie mogli zobaczyć mój prezent urodzinowy , a piżamkę pokarzę w nowościach kwietnia , bo ten post i tak jest tasiemcem ...


Jil Gyung Ji to rewolucyjny probiotyczny czyścik miejsc intymnych dla kobiet - pisałam o nim <TUTAJ!> powiem szczerze , że mega spodobały mi się te słodkie opakowanka ala  Andy Warhol :) Polecam choć ten produkt do najtańszych nie należy . Warto jednak zainwestować w niego jeżeli macie problemy z częstymi infekcjami .


Jak zwykle moja wierna czytelniczka Beatka obdarowała mnie czymś miłym :) Tu macie perfum La Perla , zielona herbata Sencha i ciasteczka makaroniki :) . Zawsze jak dostaję od niej prezent to kręci mi się łezka w oku :) . Bardzo dziękuję Ci za pamięć :) .


Prześliczna delikatna bransoletka łapaczem snów i zestaw do pielęgnacji kopytek z jednorożcem xD dostałam od Anki Do-it-with-Ann na urodziny. W ogóle z okazji urodzin zostałam zjednorożcowana totalnie... xD Normalnie strach się bać , bo po mału rzygam tęczą xD .  Serio xD .


Karolina Mint on Mars postawiła na coś koreańskiego , na coś sephorowego i na coś w myszkę miki ( miła odmiana od jednorożców xD ) .


Tu już Czarodziejski prezent od Candymony :D . Bluza z długim rękawem i T-shirt z Sailor Moon ;p. Trzymam na specjalne okazje xD Hahah .... No szkoda mi takie są ładne i magiczne :D .


Iphone 8 to moja osobista urodzinowa rozpusta ;p . Stwierdziłam , że muszę mieć i koniec . No i mam ;p. O dziwo mimo , że to kolor złoty bardzo przypomina na żywo różowe złoto mojego iphone 7 . Główna różnica w obudowie modeli polega na tym , że zarówno model 6 i 7 mają metalowe obudowy , a tu mamy z tyłu szkło hartowane. Czy okaże się lepsze ? Czas pokaże .



Cudowny prezencik od Eweliny Secretaddiction ^^) kocham biżuterię Lilou i to jest totalny strzał w dziesiątkę ! Piękne i minimalistyczne i do tego ZUOte xD . Ja cała jestem ZUOta dziewczyna haha xD . Najśmieszniejsze, że kiedy spotkałam się z Olą HeyitsAlexK to miała te same kolczyki w srebrnym kolorze ( dobry gust nie ma co ;) Nadal czaję się jak czajnik na kolekcję Lilou z piórkami ( wisorek i kolczyki) . Ciągle coś jednak mi przeszkadza  w zakupie albo zapominam xD . Muszę jednak ją sobie sprawić , bo się uduszę xD .


Prezent od Madzi IloveDots powalił mnie na kolana ... Prawdę mówiąc na wszystko miałam ochotę i kupiłabym sobie sama ;p. Normalnie czytała w moich myślach haha :D Snopka z Innisfree wkładałam i wykładałam z koszyka aż w końcu dałam za wygraną i dałam sobie spokój a tu takie zazdro, że sam do mnie przyszedł haha :D . Na Alicję mam fazę od dawna ;p


Kolejne ułamki tego co dostałam od Ingi Black Liner ;p. Prawdę mówiąc ostatecznie dała mi tego tyle , że wybrałam do zdjęć tylko te produkty , które lubię najbardziej ;p Pomadka Zoeva jest aktualnie moją ulubioną  :) Kolor przepięknie wygląda na moich ustach a jej satynowa formuła powoduje, że moje nie są przesuszone a wyglądają zdrowo :)



Kolejne moje szalone zakupy u Agi - Berdever.pl .  Tym razem wreszcie skusiłam się na cudowny żel ryżowy od Kiku Masamune , który działa cuda! . Ma wyjątkową formułę, którą skóra łakomie spija nie pozostawiając... NICZEGO. Serio. Żadnego smalcu , żadnego oślizgłego kiślu po postu nic , a do tego pięknie nawilża skórę i ujędrnia. Mój osobisty hit w ostatnim czasie :) . Tusz do rzęs Fasio to mój ulubieniec od ponad 2 lat i nie znalazłam do tej pory niczego lepszego od niego . Zmieniam więc tylko opakowania ;p . 

Filtr UV z Biore kocham za jego konsystencję , która oprócz ochrony przed UV dodatkowo nawilża skórę nie pozostawiając białych śladów i idealnie współgrając z makijażem nie skracając jego okresu świeżości. Keana to prezent od Agi  - puder enzymatyczny , który jak zwykle miała rację :D Wystarczy wziąć tylko odrobinę proszku nalać trochę wody , żeby utworzyć zawiesinę i umyć tym twarz .  Będzie idealny dla osób z cerą trądzikowo-zaskórniczą oraz tłustą. Zaskoczył mnie również pozytywnie tym , że nie miałam po nim pustyni na twarzy , a wierzcie mi mam ogromny z tym problem ;p . 



Na Cezanne czyli bazę pod podkład skusiła mnie Aga , która opowiadała na niej na instastories . Dotychczas byłam wierna bazie z Maquillage , ale ma ona jedną zasadniczą wadę - CENA . Cezanne jest 3 razy tańsze ;p . Maquillage jest lepszy na lato moim zdaniem kiedy to skóra tłuści się niemiłosiernie z otwierających się pod wpływem ciepła porów. W zimie niestety kiedy powietrze jest suche może jeszcze bardziej przesuszać skórę . Cezanne ma za to działanie bardziej nawilżające i nie czuć tak w niej alkoholu ;p ( no co szczera jestem do bólu a jakże ;p ) .


Kubek Hellokittow-doreamonowy podarowała mi Aga na urodziny i stwierdzam , że lubię na niego patrzeć xD haha...


O jajcach z Lookfantastic stworzyłam nawet osobny post i możecie sobie pooglądać zawartość <TUTAJ!>


Powyżej prezent niespodzianka od Sisi-Malkontentki , która postanowiła mnie rozpuścić smaczkami z krem dela krem nic tych rzeczy nie znam poza szamponem w proszku ;p I chętnie sobie poużywam a jakże ;p 

No i na koniec moje łupy z Sephory ;p . O kauczkowych maskach z Dr. Jart + stworzyłam osobnego posta , bo mega mnie zajarały a jakże ;p <KLIK> . Co do Pixi chciałam już dawno , ale jakoś nie było dni VIP xD , najbardziej jestem ciekawa tej miniaturki z kwasem glikolowym , bo moja skóra bardzo go lubi :). Maski z Papa Recipe zdążyłam już zużyć i muszę przyznać, że są całkiem niezłe - płachta bardzo przylegała mi do twarzy nawet w okolicach mojego nosa co bardzo rzadko się zdarza więc chwała im za to ;p.




Chciałabym powiedzieć , że dobrnęliśmy do końca , ale bym skłamała ... Serio... Wiem to trochę załamujące ale resztę z powodu a) LENISTWA b) BRAKU CZASU NA ZDJĘCIA c) MAM WRAŻENIE , ŻE TEN POST JEST NEVER ENDING STORY...  przerzucam na kwiecień ( chociaż mamy już połowę co xD ) Możecie być pewni, że nie zawiodę Was hahahaha xD Tarzam się ze śmiechu i mam łzy w oczach jak to piszę xD Przecież na bank widzieliście moje instastory xD .

COŚ WAM WPADŁO W OKO?
K-TECH BEAUTY SEPHORA : KAUCZUKOWA PIELĘGNACJA DR. JART +  SHAKE & SHOT vs MOIST LOVER

K-TECH BEAUTY SEPHORA : KAUCZUKOWA PIELĘGNACJA DR. JART + SHAKE & SHOT vs MOIST LOVER



Sephora regularnie podsyła mi swój katalog z nowościami na dany sezon. Rok temu o tej porze zaczęła wprowadzać pierwsze koreańskie marki i wydali nawet niezbyt szczególnego Sephora box K- pop beauty  <KLIK>. W tym roku ponownie postawili na koreańskie marki a kampania nazywa się K-Tech Beauty  i muszę przyznać, że już sama nazwa bardzo przypadła mi do  gustu  ;p. Brzmi trochę jak nazwa narkotyku... Mojego osobistego kosmetycznego narkotyku ;p.  W katalogu na pierwszy ogień poszły oryginalnie zapakowane maseczki Dr. Jart + Shake & Shot , na których widok doznałam.... 


Dzikiej fascynacji przemieszanej z przerażeniem ;p. Wieczka  maseczek kojarzą mi się z Laleczką Chucky... Kiedy byłam dzieckiem , brat mnie nią straszył , bo w domu pełno było lalek Barbie xD ( wyobrażacie sobie Teksańską masakrę piłą mechaniczną w wersji Barbie? No właśnie ja sobie wyobrażałam xD ) . Oprócz tego wprowadzono maseczki Papa Recipe , OOZOO , markę Belif oraz nowości Tony Molly z serii uroczej ośmiorniczki Tako ( kremix z kapsułkami przypominającymi ikrę  intryguje mnie ale cena w Sephorze odstrasza - prawie 130 zł ... trochę dużo zwłaszcza , że toniacz to bardzo podrzędna marka ;p ) . Widziałam też nowe propozycję z Erborian i Caolin . 


Jak zobaczyłam Chucky Szejki to wiedziałam , że nie wytrzymam jeżeli ich nie kupię ;p . Po drodze inwestnęłam jeszcze w inne rzeczy , ale to będziecie mogli zobaczyć w nowościach marca ;) no chyba, że oglądacie moje instastory  to już widzieliście ;p . Cena dość wygórowana 39 zł za jednorazową maseczkę , ale show must go on ;p. Gdyby była ostatnia z serii zielona dostępna też bym kupiła a jakże ;) . Maski Moist Lover kupiłam w trakcie swojego pobytu w Koreii , bo w Olive Young kosztowały 15 zł za sztukę ( w Sephorze 43zł ....... ) więc stwierdziłam , że to dobra okazja do zakupu ;p . 


Shake & Shot i to typowy zestaw DIY .Mamy substancję A i substancję B , które mamy wymieszać i pomiziać się patyczkiem ;p. Tyle w teorii ;p.Na początku zastanawiałam się czy w ten dziubek w literkę O będziemy wkładać jakaś rureczkę ;p , ale nic z tych rzeczy zboczuchy ;p . Pomysł zdecydowanie nowy nie jest, ale na pewno opakowanie tak ;p . Maseczki są o tyle wyjątkowe , że są kauczkowe. Prawdę mówiąc po zaschnięciu nadal wydają się wilgotne w związku z czym nosząc na twarzy miałam dylemat jak długo powinnam mieć ją na twarzy ;p  . Ich działanie jest ... ciekawe . Masa kauczkowa zasycha bardzo szybko , ale w przeciwieństwie do algowej nie zasycha w skorupę i nie daje uczucia ściągnięcia .  Zdejmuje się bardzo łatwo ,bo nie daje uczucia sklejenia z twarzą ;p To co się nałożyło mi we włosy bardzo łatwo spłukałam . Twarz po usunięciu jest inna niż w przypadku tradycyjnych mask sheetów - nie jest paskudnie lepiąca i efekt jest widoczny od razu.  Zaliczyłabym te maski do masek bankietowych - efekt WOW po ściągnięciu , ale też nie trzyma się jakoś wybitnie długo . Dość szybko skóra spija całość. Ciekawe uczucie i wrażenia , ale zdecydowanie zbyt wygórowana cena jak na  jednorazową maseczkę. Magda z ekipy Rare Beauty Market poleciła mi dużo  tańszą maseczkę o podobnym działaniu , która jest pakowana w duże pojemniki i kosztuje praktycznie tyle samo ;p do tego jak sama wspominała wykorzystywana jest w koreańskich salonach piękności - mówię o ANSKIN . Za jej namową czaję się na nią xD , ale zakup nie wiem kiedy dojdzie do skutku haha. 


Maseczki Moist Lover to maski również kauczkowe składające się z dwóch płatów - na górną partię twarzy i dolną. Kauczuk stał się najwyraźniej znakiem rozpoznawczym dr Jart ;p . Stosunkowo grube i delikatne za razem "przyklejają się do twarzy" choć mają problem swoją grubością porządnie przylec do nosa xD ( tak wiem mój w ogóle jest skomplikowany jeżeli chodzi o przyleganie wszelakich mask sheet ;p .  Łatwo ją rozdziabać długim paznokciem - zdecydowanie łatwiej niż te hydrożelowe . Do tego w ramach "innowacyjności" ampułkę ze składnikiem aktywnym o konsystencji powiedzmy galaretki również macie zapakowane osobno .  Najpierw trzeba założyć ampułkę na twarzy a potem przykryć ją płatami. Psikus jest taki, że maskę naprawdę można długo nosić na twarzy ;p - na opakowaniu napisali że 50-60 minut ja miałam wrażenie , że nawet po tym czasie jest twarz nadal mokra ;p  . Jaki z tego morał? Tak naprawdę ampułka słabo się wchłania xD . I kosztuje w PL uwaga... 43zł .... 

W ramach podsumowania powiem, że maski Shake&Shot spodobały mi się , ale są moim jednorazowym wyskokiem ;p Po prostu zaspokoiły moją testerską ciekawość, ale nie przekonały mnie do siebie swoją CENĄ, być może gdybym mieszkała w Koreii i kupowała je połowę taniej to nie miałabym nic przeciwko ;p . Zabawa i DIY na bank po pewnym czasie by mnie denerwowała jak to ja xD . No co leniwe ze mnie bydlę xD . Lubię wyjąć nałożyć i zapomnieć ;p Haha ;p .  A  co do Moist Lover - to hm... miało być zajebiście a wyszło jak zwykle xD. Przerost formy nad treścią ;p Czasem trzeba rozróżnić granicę między innowacyjnością , a przekombinowaniem .  W ogóle jak pisałam tego posta cały czas miałam w głowię tę piosenkę - może chcecie poszejkować razem ze mną ? 


OPENBOX: LOOKFANTASTIC THE BEAUTY EGG COLLECTION 2018

OPENBOX: LOOKFANTASTIC THE BEAUTY EGG COLLECTION 2018

 

Niesiona falą udanego zakupu Lookfantastic the Beauty Egg Collection 2018 postanowiłam nasmarować na jego temat posta ;p , a co ;p . Prawdę mówiąc nigdy nic szczególnego w Lookfantastic nie widziałam , chociaż dziewczyny odkąd pamiętam jarały się tym boxem ( jak dla mnie kilka miniaturek i nic więcej) dzisiaj jaram się razem z nimi ;p.  W ramach mini podsumowania Lookfantastic to beautybox królujący w UK . Od niedawna dostępny w Polsce. Widziałam jakiś czas temu ich limitowany adwentowy kalendarz i kupiłabym go gdybym wiedziała , że jest  ze względu na motyw Alicji w Krainie Czarów , który bardzo lubię ^^) . Beauty Egg Collection kupiłam jak to bywa u mnie z powodu impulsu.  Kiedy zobaczyłam jego zapowiedz u Wroobeli . Weszłam w podesłanego przez nią linka i stwierdziłam, że jak za 349zł to zawartość całkiem niezła i wzięłam ;p . Nie sądziłam, że te jajka będą naprawdę xD serio.


W ogóle spodziewałam się czegoś mniejszego , a kiedy zobaczyłam , że karton jest ogromny oczy zaświeciły mi się jak pięć złotych ;p Otwieram a tam7 jajec każde w nim w odcieniu złoto-miedziano-srebrnym i wszystkie metalowe ( nie chcecie wiedzieć jaki karton był ciężki kiedy go taszczyłam od Mamy ;p ) . Weszłam nawet dzisiaj z ciekawości poczytać o produktach z jajec , ale po Eggu ani widu ani słychu , pomimo tego , że cena do najmniejszych nie należała ( kobiety to jednak stuknięte są  nie żebym się tego wstydziła haha ) . 

Dużą frajdę sprawiło mi otwieranie jajek pomimo tego , że oczywiście spojrzałam na stronie co w nich ma być . Nie wierzyłam też , że będą zapakowane w ten sposób jak Kinder Surprise ;p . W środku było łącznie 8 produktów . 

1. Pixi Rose Tonic (100 ml ) wartość w sklepie Lookfantastic 51,82 zł

Kupiłam ostatnio set miniaturek z Sephory z Glow Tonic i prawdę mówiąc żałuję, że nie było akurat jego , choć i tym cudakiem nie pogardzę ;p . 


2. Omrovicza Illuminating Moisturiser ( 50 ml) w sklepie nie ma akurat tego produktu , ale podobne kosztują ok 440 zł 

Hmm... Na firmę zwróciła mi uwagę Myskinstory ;p i poczułam się jak totalna ignorantka xD , bo nigdy o niej nie słyszałam, a podobno na instagramie węgierska firma ma ostatnio swoje 5 minut . Ja niestety ogarnięta może jestem ale w Azjatyckich limitkach xD . No co szczera jestem . Póki co wywalam gały na ceny które żąda za swoje produkty i zastanawiam się co one za tę kasę mają robić xD . Oezu... toć Dior ma podobne ceny... Skoro jednak są takie wariatki jak ja co wydają tyle na Azjatyki to być może istnieją również w Polsce pasjonatki Węgierskiej Pięlegnacji ( być może niebawem zostanie wydana książka Sekrety Urody Madziarek xD ) 



Na opakowaniu napisano , że to enzymatic CREAM exfoliator więc spodziewam się czegoś w rodzaju appletoxa z tony moly , który bardzo lubię .  Zastanawiam się czy papaja będzie tu tak bardzo agresywna jak w kremie przeciwsłoncznym z Bentona  po którym zaraz po nałożeniu dostałam zaczerwienienia i obrzęku twarzy? Mam nadzieję, że nie , ale uważam , że cena za takiego malucha i tak jest kosmiczna.



Miałam do czynienia z miniaturką tego produktu i chętnie zużyję  go do olejowania włosów. Opakowanie kojarzy mi się bardzo z wodą kolońską dla mężczyzn ;p . Sama nie wiem czemu haha.



Kolejny raz kiedy przejrzałam cenę zrobiło mi się słabo ...  produkt pięknie zapakowany wyglądający bardzo luksusowo z śmiesznie przyłączoną szpatułeczką okazał się bazą z rozświetlającymi drobinami choć byłam święcie przekonana , że to błyszczący krem xD , dobrze, że przeczytałam opis haha xD Brawo JA! Na bank bym sobie nie kupiła sama xD 


6. Kerastase Aura Botanica  Szampon 80 ml i Maska 75 ml  - na stronie znalazłam zestaw z mini serum za 152,88zł więc sądzę, że  sam szampon oraz maska kosztują ok 100zł .

Kupowałam kiedyś przez długi czas  Kerastase i jest dla mnie symbolem przepychu i włosowej rozpusty ;p . Prawdę mówiąc kiedy zobaczyłam te maluchy w Beauty Egg jakoś automatycznie włożyło mi się samo do koszczyka i moja kurka rozrzutka postanowiła wziąć na klatę to jajeczko do domu . Troszkę szczena mi opadła kiedy zobaczyłam, że to jednak takie maluchy  tzn. spodziewałam się, że maska będzie taka , bo posiadałam kiedyś takie travel size , ale marzył mi się szampon 250 ml ;( . To jest chyba moje jedyne negatywne rozczarowanie . Marzyło mi się więcej włosoluksusu ;p 


7. Emma Hardie Amazing Face Moringa Cleansing Balm 50 ml + ręczniczek  - na stronie jest opakowanie 100 ml razem z ręczniczkiem za 243,57zł przyjmijmy więc , że 50 ml jest połowę tańszę więc około 120 zł .

Bardzo zaintrygował mnie ten produkt. Cleansing Balm znam z produktów Azjatyckich , które mimo wszystko są znacznie tańsze i mają bardziej sensowne pojemności ;p. No co Achować nie będę  , pachnie i konsystencja bardzo "czarszkowa" , ten kto miał do czynienia z jej balsamem myjącym w kolorze czerwonym ten wie co mam na myśli ;p. Zastanawiam się czy będzie emulgować pod wpływem wody , jeżeli nie to jest u mnie totalnie spalony za cenę i za pojemność  . Mimo to muszę przyznać, że wygląda pięknie i ekskluzywnie ;p.


Zawartość boxa w przybliżeniu    UWAGA ( to jest TWOJA chwila prawdy) : 1147,14 złotego co powala na łopatki ... Zwłaszcza, że box kosztował 349 zł wraz przesyłką , a o cudownym dopieszczającym moje zmysły opakowaniu to chyba pieję cały czas ;p . Skłamałabym gdybym powiedziała ,że nie wydałam tyle jednorazowo na kosmetyki xD Zdarzało mi się wydawać nawet większe kwoty xD . Na pewno NIE wydałabym tyle kasy na TE kosmetyki , którą są w środku , bo jak wiecie gustuję w Azjatyckich kosmetykach , Too Faced i ewentualnie kolorówka marek selektywnych  , ne wydałabym jednak tylu pieniędzy na TYLE NIEWIADOMYCH . Jestem jednak bardzo zadowolona z zakupu . No co ;p Nie wińcie mnie ;p Przy takim estetycznym opakowaniu czułam się rozpuszczona jak mała dziewczyna ( którą po prostu jestem whole life ;P ) 

CO MYŚLICIE O BEAUTY EGG COLLECTION? SKUSIŁBYŚCIE SIĘ ?
FRESH AND GREEN :DLA FANEK NATURALNEJ PIELĘGNACJI  w wersji AZJATYCKIEJ : INNISFREE w minirecenzjach

FRESH AND GREEN :DLA FANEK NATURALNEJ PIELĘGNACJI w wersji AZJATYCKIEJ : INNISFREE w minirecenzjach



Zacznijmy może od tego , że nie jestem fanką naturalnej pielęgnacji. Traktuję ją w sumie jak powietrze - wiem , że jest  i jest użyteczna ;p . Hahah . Zabrzmiałam jak ignorantka ? Kosmetyki poznaję organoleptycznie - działa - nie działa , lubię i nie. Coś jak są dwa uda - albo się uda albo NIE uda.  Wiem jednak , że moda na naturalną pielęgnację jest u nas bardzo modna i bardzo silna  dlatego bardzo chętnie podzielę się z Wami moim "FRESH AND GREEN" czyli Innisfree. 


Innisfree to "dziecko" Amore Pacific czy jednej z największych kosmetycznych korporacji w Korei . Swoją siedzibę ma oczywiście na Jeju  wulkanicznej wyspie wpisanej do dziedzictwa UNESCO ( pełną informację na temat Jeju napisałam przy okazji posta o Sesamis <KLIK>) . W latach 60 i 70 XX wieku Amore Pacific zakupiło całkiem sporą ilość ziemi na Jeju i tak powstało Innisfree - bardzo popularna w Koreii  marka kosmetyków naturalnych. Co ciekawe na samym Jeju istnieje Dom Innisfree, w którym są sprzedawane nie tylko popularne kosmetyki , ale też takie, które można dostać "tylko tam" - bardzo ciekawy post na temat wizyty w Domu Innisfree napisała Kociamber w Podróży <KLIK> .    

Markę poznawałam tak naprawdę stopniowo i tak pomału pomału przepadłam i zgromadziłam całkiem sporą kolekcję hmm... wszystkiego ;p . Część już dawno zdenkowałam . Inne jeszcze czekają na denko ;p . Swoją opinię mam i chętnie się z Wami podzielę - co tak naprawdę warto kupić z Innisfree?  



Jako , że ma być FRESH AND GREEN zacznę od  kosmetyków kolorze zielonym ;p. 

Tak  Innis oferuje cztery serie w tym kolorze : jabłkową, oliwkową, aloesową i oczywiście zielona herbata.Nie miałam nic aloesowego z Innisfree więc w tym temacie się nie wypowiem ;p

APPLE CLEANSING BALM I APPLE CLEANSING OIL - z  tych dwóch produktów  jeden okazał się hitem , a drugi kitem... Olej HIT , balsam KIT . Dlaczego ?

Olej ma przepiękny delikatny zapach jabłka , który jest bardzo naturalny - demakijaż nim to sama przyjemność :) Nic dziwnego , że doczekał się JAKO jedyny olej Innis większego opakowania ( 300 ml) . Na szczęście dobrze się pieni w kontakcie z wodą , nie mam po nim mgły przed oczyma i bardzo go lubię :) - KUPIĘ (HIT)


Balsam natomiast choć zapowiadał się bardzo dobrze to śmierdzi świecowymi kredkami z jabłkowym płynem do mycia naczyń xD Sorry mam takie skojarzenie . Zużyłam i chcę o nim zapomnieć ;p.  - NIE KUPIĘ!! (KIT)

Żeby było ciekawie kupiłam jakiś czas temu na Jolse 3 rodzaje olejów do demakijaży z zieloną herbatą - teraz nie ma ich ani na jolse , ani na stronie innisfree  <KLIK> 
Dziwiło mnie czemu aż 3 rodzaje - różniły się nieznacznie konsystencją  (w sensie stopniem mleczności ;p ) i były przeznaczone dla skóry  suchej , tłustej i normalnej - działały w ten sam sposób i miały przyjemny zapach zielonej herbaty - gdyby nie fakt, że zostały wycofane - kupiłabym.

Podobnie z oliwkowym olejem do demakijażu - zapach miał bardziej jak oliwa z oliwek i był bardziej przypominający jej konsystencję  , ale nie miałam zastrzeżeń do jego stosowania :)

INNISFREE PRODUKUJE CAŁKIEM DOBRE OLEJE DO DEMAKIJAŻU - OLEJ JABŁKOWY JEST WYBITNY ZE WZGLĘDU NA ZAPACH , ale wszystkie są warte polecenia :) 



Jeżeli chodzi o mnie i wychwalaną przez wszystkich serię z zieloną herbatą to mam mieszane uczucia.  Na stronie Innisfree macie  odnośnik WORLD BESTSELLERS  
i tam możecie zobaczyć , że serum z zieloną herbatą , które jest przeznaczone dla cery problematycznej jest numerem jeden.  Jej zadaniem jest ukojenie cery tłustej , uspokojenie problematycznej i nawilżenie . Cała seria ma dość charakterystyczny zapach , który dla mnie osobiście jest przyjemny , ale  szczerze mówiąc serum i cała reszta serii nie robi dla mojej cery nic  poza TOTALNYM KITEM jakim jest dla mnie cleansing foam  - o matko... Takiego przesuszu skóry to nie miałam już dawno , do tego bardzo gryzie mnie w oczy kiedy staram się go zmyć więc na pewno NIE POLECAM pianki , która  jest bardzo tania ( w Korei sprzedawano ją w promocji 1+1 ).

Aktualnie Innisfree promuję "nową wersję" linii z zieloną herbatą, która jest podobno ulepszona;p Powiem Wam, że kiedy zdenkuje już tę kosmetyczną masę , którą mam w domu ( czyli pewnie za jakieś 10 lat xD ) to ją sobie kupię z ciekawości ;p czy faktycznie cokolwiek się zmieniło ;p

 Pozycję numer dwa jak widzicie zajmuje krem "enriched" z serii fioletowej "Orchid" . Ta seria posiada trzy wersje -"bogatą- super enriched", "enriched" i "lekką - gel" mam wersję "gel" i "enriched"  w domu i prawdę mówiąc nie widzę jakieś kosmicznej różnicy w konsystencji ;p.



Seria "orchid" choć  to całkiem przyjemna linia "antyaging" ma dla mnie niestety pewną zasadniczą wadę - BARDZO INTENSYWNY ZAPACH ORCHIDEI ,który kojarzy mi się z moją Babcią xD. Kocham Babcię , ale ten zapach niekoniecznie... Do tego bardzo podrażnia mi oczy SAM ZAPACH!!! do tego stopnia, że ciekną mi łzy ... Z tego powodu - NIE KUPIĘ . Na szczęście miałam farta i dostałam prześliczną limitkę z kosmetyczką ze Snopym  od Madzi I love dots  hihi ;p Wkładałam do koszyka ze 3 razy , ale w końcu dałam sobie spokój :P  Jednak przeznaczenia się nie oszuka sasasa :D .



Dobra teraz koniec marudzenia bo będą zachwyty - dla mnie Innisfree to przede wszystkim doskonałe maseczki z glinką . Miałam zarówno wersję zwykłą jak i  super volcanic i nic tak doskonale nie oczyszcza porów jak ona! Działa także przesuszająco więc takie suchary jak ja nie powinny stosować jej częściej niż raz max dwa w tygodniu, bo inaczej będzie pustynia ;p , ale zawsze pięknie oczyszcza mi cerę z zaskórników. - KUPUJĘ REGULARNIE



Ostatnio jednak absolutnym dla mnie HITEM jest wersja tej maski w sprayu - niestety poczta koreańska nie pozwala na przesyłanie produktów pod ciśnieniem i nigdzie poza Koreą nie dostaniecie jej. Można ją przewozić w walizce w samolocie i tak ostatecznie trafiła do mnie moja ( przywiozła mi ją Mint on Mars po tym jak poczta 2 razy cofnęła moją paczkę... ) . Ma bardzo lekką nieco piankowatą konsystencję super wygodnie się ją nakłada ( wersja w słoiczku jest bardzo gęsta jak pasta)  - REWELACJA!!!

Podobnie ubóstwiam wersję glinek do multimaskingu ,  z których każda ma inny kolor, działania i KONSYSTENCJĘ! . Posiadam fioletową ( calming) , różową (vitalizing) i niebieską (hydrating). Ciągle planuję dokupić resztę (bagatela jest ich łącznie 7 ) , ale sami wiecie jak to jest z tym zapasami hahah xD . Co ciekawe w zależności od koloru mamy konsystencję "water" ( faktycznie bardziej wodnista) - niebieska , różowa i żółta , "creamy" - fioletowa , zielona i "transforming" - biała i czarna. Warto w nie zainwestować ;p uwielbiam ten twórczy nieład na twarzy :D haha. - KUPIĘ


Na koniec seria Tsubaki  używałam z niej maskę , serum, mgiełkę i odżywkę . Pachnie mocno cytrusowo ( Kamelia w ogóle nie pachnie) co w ogóle nie kojarzy mi się z serią kwiatową ;p No co ;p. Jak dla mnie głównym minusem serii jest JEJ CENA - zdecydowanie za wysoka. Produkty całkiem "spoko" , ale nie jakieś wybitne. Jedynie serum chętnie kupię znowu , bo było bardzo wydajne  i moje włosy bardzo je lubiły. Nie jest to jednak czyste Tsubaki . Olej Tsubaki w czystej postaci jest olejem wchłanialnym - który wchodzi w łuskę włosa i ją rozchyla powodując w efekcie spuszenie , ale też poprawia blask , tutaj serum musi mieć silikony , bo idealnie wygładzało mi końcówki haha. - SERUM TAK , RESZTA - SZKODA KASY.


PODSUMOWUJĄC BESTSELLERY INTERENDO:

1). SUPER VOLCANIC JEJU PORE CLAY MASK MOUSSE ( wersja w sprayu) - jeżeli macie okazję ją kupić BIERZCIE!!
2). SUPER VOLCANIC JEJU PORE CLAY + wersja klasyczna ( najlepsze poroczyszczacze ever ) 3). JEJU VOLCANIC COLOR CLAY MASK (mam niestety tylko 3 , ale marzy mi się cała reszta :) 
4). APPLE SEED CLEANSING OIL ( piękny apetyczny zapach ;p teraz jak będę kupować lajsne sobie wersję 300 ml zamiast standardowych 150ml ;p )
5).  CAMELLIA ESSENTIAL HAIR OIL SERUM ( duży plus za dobre wygładzenie końcówek i dobrą wydajność)
6) Reszta olejów z Innisfree - bardzo dobre w swojej klasie :P

TO CO MIAŁO BYĆ HITEM A WYSZŁO JAK ZWYKLE: 

1) APPLE SEED CLEANSING BALM ( ten smród kredek świecowych i płynu do mycia naczyń jabłkowego bleee...)
2) SERIA ORCHID ( zapach po którym płaczę xD )
3) GREEN TEA CLEANSING FOAM ( przesuszał mi skórę i drapał w oczy)

Jest też produkt, który miałam w swoich rękach , ale niestety nie mam co do niego zdania , choć wiem, że wiele dziewczyn do lubi i chwali mówię o ZERO SEBUM POWDER :) .



Wpis ten powstał w ramach organizowanej przez Michała - TWOJE ŹRÓDŁO URODY akcji blogersko/vlogerskiej „wspaniały rok” i jest on rozwinięciem tematu miesiąca marca „fresh & green”. Linki do innych publikacji marcowych znajdziesz TU.

W akcji biorą udział inni twórcy a ja zapraszam Cię do nich. Zobacz jak oni piszą na temat tego i innych miesięcy tego wspaniałego roku:
Copyright © 2016 interendo , Blogger