Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFE STYLE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LIFE STYLE. Pokaż wszystkie posty
SEKRETY KOREAŃSKIEGO PIĘKNA  PO POLSKU CZYLI  KOREAN  BEAUTY SECRETS  COCO PARK KERRY THOMPSON

SEKRETY KOREAŃSKIEGO PIĘKNA PO POLSKU CZYLI KOREAN BEAUTY SECRETS COCO PARK KERRY THOMPSON




Pamiętam kiedy  czytałam  tę książkę  po  angielsku  .  Pamiętam  te wypieki  i rumieńce , bo oto znalazłam  nową  biblię  koreańskiej  pielęgnacji.  Znalazłam ją przez przypadek kiedy  szukałam jakiś  książkowych  informacji  na  temat Azjatyckiej Pielęgnacji i choć cena  była porażająca  w Polsce ok 150zł  to i tak ją  kupiłam i nie żałuję.  Kiedy  zobaczyłam  po  ok  3 latach  polskie wydanie  podskoczyłam z radości  , bo oto  ta tajemna  wiedza stała  się  dostępna w moim ojczystym  języku  i chętnie  przeczytałam  ją  ponownie :)

Wydawnictwo  Quello  wraz  z partnerami  Sachi.pl , Kontigo i Ojeju stanęło na wysokości  zadania i żadna  cenna informacja  nie  umknęła  - nawet  słowniczek  INCI po koreańsku  został przetłumaczony na język Polski  co uważam  za ogromny plus  tej  książki .  Ile razy  denerwowałam się, że na opakowaniach  koreańskich kosmetyków  są krzeczki , których totalnie NIE rozumiem?  Teraz  nic  już się  nie ukryje :D  Wszystko jest jak  na  dłoni :)  .


Książka   jest  dedykowana  każdemu , kto chce poznać  tajniki  koreańskiej  pielęgnacji . Napisana prostym językiem  bez  zbytecznego  rozwlekania i  utrudniania , bardzo  dobrze  i szybko  można  zapoznać  się ze wszystkimi  informacjami  w niej zawartymi.  Co jest bardzo  przydatne  zwłaszcza  dla osób , które  rozpoczynają  swoją  przygodę z Azjatykami :) .  Oczywiście osoby  mojego pokroju  (starzy  wyżeracze ;P )  chcieliby  , żeby  było  wszystko jeszcze bardziej  szczegółowo opisane , ale  to już prywatne preferencje.


Początkowo  zapoznajemy się  z podstawowymi   surowcami  używanymi  w Koreańskiej  kosmetyce  oraz  kolejności   stosowania  poszczególnych  produktów  .  Potem szybko  i przejrzyście  dzięki radom  autorek możemy  skonstruować własny  rytuał   pielęgnacji  .  Podobało  mi się  zwrócenie  przez  autorki uwagi  na  temat  słów  kluczy  , na które powinnyśmy  zwracać  uwagę przy  doborze własnych  produktów .

Moim  ulubionym  rozdziałem  jest ten , w którym  czołowi  Asian Beauty Blogerzy  opowiadają  o swoich  rutynach  pielęgnacyjnych  - dzięki  temu poznałam  całkiem sporo  produktów,  których nie miałam i nie używałam  , a nabrałam na  nie smaka.  Ściągnęłam  też  kilka  innych  blogerskich  patentów :D  no i nie ukrywajmy  - stałam się wielką  fanką ich  blogów.


W ramach  ciekawostki  i coś co mnie mocno  zdziwiło  - w  książce  znajdują się  też  informacje  na temat Azjatyckiego makijażu.  Są  to raczej  proste podstawowe info  ,  ale dla  osób  , które raczej nie malują się wcale  ( jak ja ;p)  są  wystarczające :D .

Książka  w języku  Polskim  jest wydana ładnie i estetycznie .   Lekko  różowa  kobieca  okładka  w zintegrowanej  oprawie sprawia , że jest bardzo  poręczna  i na szczęście nie ulega  szybkiemu uszkodzeniu (wiem bo ostatnio noszę ją w torebce i czytam  w każdym  wolnym momencie ;p)  .Na  szczęście posiada  prosty  ale bardzo  przydatny patencik w postaci wmontowanej do środka tasiemki, która jest zakładką  ( kocham  ją za to ! ) .


Mam nadzieję, że będzie więcej  tego  typu  książek .   Osobiście marzę o jakimś  Asian  Beauty planerze  na cały  rok  wydanym w pięknym  stylu  kawaii (  no co  infantylna jestem  zawsze :D ) . Dziękuję  wydancitwu  Quello oraz  partnerom za tak  cudowną  niespodziankę na naszym  rynku!

Z  CYKLU  DOBRE KREMY  POD OCZY:  Drunk  Elephant C-tango, MEG21 ,  Eye authority  Hydropeptide ,  LIFT4SKIN Active Glycol   OCEANIC  , BANANA BRIGHT OLE HENRIKSEN,  AUTOCORRECT  SUNDAY RILEY, AVOCADO  KIEHL'S

Z CYKLU DOBRE KREMY POD OCZY: Drunk Elephant C-tango, MEG21 , Eye authority Hydropeptide , LIFT4SKIN Active Glycol OCEANIC , BANANA BRIGHT OLE HENRIKSEN, AUTOCORRECT SUNDAY RILEY, AVOCADO KIEHL'S


Znalezienie  dobrego  kremu  pod  oczy  to  prawdziwy  koszmar.  Przede wszystkim  dlatego ,  że  każda  z nas ma inne  potrzeby.  Do tego  dochodzi  zasobność  naszego  portfela  -  każda  z nas wie , że  dobry  krem pod oko  to skarb ;p  i każde pieniądze  są  go warte :D .    Kierując się wyborem  dobrego  kremu  pod  oczy  należy  przede  wszystkim  - SPOJRZEĆ W LUSTRO.  Tak  tak  ten w lustrze to niestety ja ;p . Haha .  Trzeba  przyjrzeć  się krytycznie  skórze pod  oczyma  (  i tu teraz widać  jak bardzo  jesteśmy nie  wyspane/ zmęczone  ,  widać  ile kaw  wypiłyśmy  i  ile papierosów  spaliłyśmy  - choć ja akurat nie palę , a także co najgorsze widać  ... ile mamy  lat... ).  Skóra pod okiem od samego początku  narażona jest na straty.  Po pierwsze dlatego , że nie ma  porów ( nie ma więc jak  usunąć  toksyn...)  jest niezwykle cienka  i delikatna.  Podatna  na  wszelkie  uszkodzenia , wysychanie  itp.   .  Po trzecie  we wszystkich  śmiesznych testach  zawsze  każą  sprawdzić  jak  wygląda okolica  pod okiem  żeby określić  na ile lat się wygląda  (wft ... ;p ) . Dobry  krem  łatwo  zdefiniować  po  efektach -  jeżeli  rano  wstaję ,  skóra jest rozjaśniona ,  ładnie  rozświetlona , bez widocznych  kurzych  łapek  i przesuszu  ,  a wszystko   co  nakładam  pod nim  ( korektor, BB itp.)  ładnie  przylega  do  cery  i  nie roluje się cały   dzień  plus po  zmyciu  nie robią  mi  się prosaki -  znaczy  , że mam  dobre OKO  ;p . Proste? Jak  drut kolczasty ;p. 

CZEGO  SZUKAĆ  W DOBRYM  KREMIE POD  OCZY?

- witaminy  C  , bo  rozjaśnia  okolicę  oka ,  bierze udział w syntezie  kolagenu  ,  jest antyoksydantem ,  wspomaga  działanie  filtrów  i można  używać jej cały  rok ( true story ;p) 

- peptydów i neuropeptydów , bo   biorą czynny  udział w odnowie  naskórka , przyspieszają  regenerację  i wygładzają  zmarszczki ;p

- kofeiny i luteiny  -  poprawiają  ukrwienie  skóry  ,  dotleniają  ją i  redukują  obrzęk  oraz  cienie ;p, ale  mogą  wysuszać  okolicę  oka.

-cermidy/cholesterol  -  tworzą  płaszcz  hydrolipidowy  chroniąc  skórę przed nadmiernym  parowaniem  i odwadnianiem  ,  bardzo  dobrze  "zamykają"  na  powierzchni  skóry   substancje  wcześniej  nałożone ;p.

-kwas hialuronowy  - ze względu na  utrzymanie optymalnego  nawodnienia lepiej wygładza  zmarchy ;p

-kwas  glikolowy - dzięki małej  cząsteczce  dobrze penetruje w  głąb  skóry  przyspieszając  procesy  naprawcze , rozjaśnia  i "pogrubia"  naskórek  ;p , może  byś  stosowany  cały rok , bo nie jest fotoczułym  kwasem :)

- retinol (pochodne  witaminy A)  -  jest najlepiej  poznaną  substancją  anty-aging  wpływając  na  procesy naprawcze w głębi  skóry,  jego  prawdziwą  moc można  poznać  tylko  przy  regularnym  i stopniowym  stosowaniu  ,  zbyt częste  używanie pod okiem może  prowadzić  do  przesuszenia  i łuszczenia  skóry  plus nie stosowałabym w sezonie letnim  ze względu na fotoczułość  .

Osobiście uważam , że jeden  krem nie jest  w  stanie  zapewnić  wszystkiego  ;p . Dlatego w zależności  od dnia  stosuje  zwykle  pakiet  dwóch  , z  których  jeden  ma  właściwości  natłuszczające  ( i tu zwykle jest to  Avocado z  Kiehl's)  ,a drugi jest naszpikowany po pachy , którymś  z  powyższych  składników.  Wszystkie  moje  kremy  łączy  jedna wspólna  cecha :

-nie podrażniają  okolicy  oka  ( nie płaczę, nie piecze i  nie powoduje  swędzenia)


AKTUALNI ULUBIEŃCY : ( nie ma  tu  kremów  zawierających  retinol  ze względu na  to, że pora nie sprzyja :D )    

Których  głównym  składnikiem  jest  :

WITAMINA  C:


-C-tango Drunk  Elephant 15ml  (  ok. 280 zł  na  cultbeauty w  Polsce niestety ale  ok . 100zł  drożej więc polecam  zamawiać  z UK )  .  Lubię  go  bo  jest  treściwy  i  gęsty ,  bardziej  jak  jakieś masełko  . Ma lekki cytrusowy  zapach  i  pomarańczowawy  delikatny  kolorek.  Nałożony  po oczy  ładnie  rozświetla  oko  , tak , że  skóra  wydaje  się ujednolicona i jakby młodsza  wszystko  dzięki  obecności w składzie 5 pochodnych  witaminy  C ( power  Five  vitamin  complex)  i  8  peptydów odbudowujących  , a także  warstwie  ochronnej  zawierającej   ceramidy  .  Można  spokojnie stosować  go samodzielnie  ,  nie zauważyłam  przesuszania  skóry. Co  ciekawe  zawiera w składzie  ubiquinon silny    przeciwutleniacz , którego  ilość  zmniejsza się z wiekiem ,  jego  brak  jest odpowiedzialny za powstawanie  drobnych zmarszczek. Efekt  napięcia  skóry  jest jednak  w moim  wypadku  mniejszy  niż  gdy  stosuję  typowo peptydowe  preparaty. 


-Ole Henriksen Truth Bana  Bright  Eye Cream (15ml możecie  w pl kupić niestety  tylko u naszych  pośredników czyli  shopaholicdolls , albo  looktop.pl  cena  ok  250zł  polecam  kupować w zestawie mini wersję  7 ml  z kremem  z serii - wychodzi  taniej ;p  ok 160 zł) . Konsystencja bardzo  podobna  do  C-tango , ale ma  ładniejszy  cytrusowy  zapach  co  rażąco  umila  jego  stosowanie .  Efekty  podobne  jak  C-tango  , ale  słabsze  , proponuję go osobom , które zaczynają  swoją  przygodę  z  kremami pod oczy . W składzie  znalazłam   2 pochodne  witaminy  C  , olej  jojoba i shea  ,które  są zaraz po  wodzie w składzie   stąd  jest bardzie  tłusty  , peptydów też  znalazłam  kilka  ale  bez  jakiejś  ogromnej  ilości  , w ogóle  skład w porównaniu  do  Drunk  jest  krótszy .  Muszę przyznać , że lubię  całą  serię  Truth ze względu na   ładny  zapach ,  dużą  zawartość  witaminy  C  i lekkie konsystencje . 




PEPTYDY

- Hydropeptide Eye  Authority  (15ml  ok 320 zł  , wersja  travel  5ml  ok. 120  dostępne na  hydropeptide.pl) .  Ma  tłustawą  konsystencję  i kolorek  beżowy  , bardzo  ładnie pachnie  cytrusem ( a to niespodzianka :D )  . Głównie jego  moc  polega  na napinaniu , efekcie liftu  ,  całkiem  dobrze  radzi  sobie  z  rozjaśnianiem  cieni pod  oczyma. Przy  dłuższym  stosowaniu  bardzo  ładnie  wygładza  drobne  fine lines.  Może być stosowany  solo , ale niestety  jest  typem  , który nawilża słabo  i  tu  wspomagam  się  avocado  z  Kiehl's, Nie  daje efektu  przesuszu , chroni  delikatną  okolicę  oka.  Ogromna  moc  peptydów ( jak zresztą  wszystkie  produkty marki , którą  bardzo  lubię)  - Haloxyl (kompleks  peptydów  eliminujących  barwniki z krwi  powodujące ciemnienie skóry  pod oczyma) , Matrixyl Synth'6 ( wzmacnia   integralną  strukturę  skóry  hamując  przed powstawaniem  zmarszczek ) ,  Beautifeye (ekstrakt  wzmacniając  sieć  włośniczkową  skóry pod oczyma  chroniąc  przed przeciekiem z  kapilar  i kumulację  pigmentu)  , ponadto  proszek perłowy  i mika  ,  witaminy  C i E ( ale  tu  raczej  jako  dodatek  niż  główne  działanie)  .  Będą  mu  wdzięczne  głownie  skóry  dojrzałe  , ale  i takie ,  u których  są  pierwsze oznaki  starzenia.



LUTEINA/KOFEINA


-Autocorrect  z Sunday  Riley  ( 15ml  ok  300 zł   na  cultbeauty)  .  Prawdę mówiąc  to mój  najcięższy  krem  w kolekcji .  Ma  bogatą beżową  konsystencję   i mocno  pachnie  żeń-szeniem  przez co  trochę  drażniło  mnie jego używanie .  Lubię  go  jednak  za to , że  silnie poprawiał krążenie  pod  okiem i pobudzał  skórę  do  działania.  Stosowałam  go maks 2 razy  w tygodniu i  to nigdy  solo  bo jak pisałam  produkty z  kofeiną  mają  to do siebie  , że lubią  wysuszać  skórę.  Autocorrect ma  modelować okolicę  oka  i  całkiem zacnie mu to wychodzi  idealnie  redukuje  obrzęki  i wygładza  skórę ;p. 


KWAS  GLIKOLOWY


-Lift4skin  Active  Glycol (15ml  ok  50zł na stronie  Oceanic )  zadziwiająco tani  jak na  krem pod oczy  co :D  I co  ciekawe  polska  marka  a  jak  widać na  załączonym obrazku  raczej  u mnie to niemożliwe.  Byłam  nim  pozytywnie zaskoczona ,  bo bałam  się przede wszystkim tego, że będzie mi  podrażniać  okolicę  oka  ze względu na  obecność  w składzie  kwasu  glikolowego.  Jest to jeden  z nielicznych  produktów  tego  typu.  Kwas glikolowy mimo  swojej  małej  cząsteczki  i dobrej penetracji w głąb  skóry  jest rzadko  stosowany  w kremach pod oczy  , bo panuje fałszywe  przekonanie , że jest fotoczuły - a tu GUZIK. NIE JEST FOTOCZUŁY  i można  spokojnie  używać  go cały rok. Lekka  kremowa konsystencja  z wyczuwalnym  kwasowym zapachem  - jeżeli  wąchaliście kiedyś  good genes  z  Sunday  Riley  to ten produkt  pachnie podobnie i  ma  podobną  konsystencje. Dobrze  radzi sobie  z redukcją  cieni i wygładza  drobne  zmarszczki.  Jednak  zbyt często  używany powoduje  przesuszenie  - zawsze więc zabezpieczam  oko  Kiehl's avocado .  W składzie oprócz  kwasu  glikolowego  znajdziecie  niacynamid  (  i to dość  całkiem wysoko w składzie) oraz  złoto koloidalne aktywujące  syntezę  kolagenu.


Na koniec  zostawiłam  sobie  krem , którego nie da się  przypiąć  i przyłatać nigdzie  i który  muszę,  przyznać, że jak  na razie jest THE BEST EVER .  Długo NIE wierzyłam  w jego magiczne działanie i jakoś  omijałam  go ,  ale  upierdliwie  krążył  wokół mnie  i nie  dawał spokoju, aż  w końcu  skusiłam  się  na niego mimo  no niestety, ale dość  wysokiej  ceny.


Mówię  o MEG21  Bright&firm eye treatment ( 15ml  ok 350  zł  na  stronie  shopaholicdolls).  Meg zrobił  te wszystkie  efekty, o których Wam  pisałam  powyżej w jedną  noc.  Obudziłam  się  rano i nie wierzyłam  swoim  oczom  kiedy  zauważyłam , że moje oczy  i moja  twarz  stanowią jeden  wspólny organizm ;p .  O co mi chodzi?  Nie da się  ukryć, że bardzo  dużo pracuję  i mało  śpię niestety z uwagi na  dyżurowy  charakter mojej pracy.  Od razu  widać kiedy  mało spałam , bo moje  oczy  są  podpuchnięte i jednocześnie mocno zasinione  ,a reszta  twarzy  jest po prostu  blada. Mega użyłam  po niewsypanym  maratonie właśnie po  to żeby go zbluzgać ... i  się rozczarowałam  jakkolwiek  śmiesznie  by to nie brzmiało ;p.   Po jednej  nocy miałam  wrażenie , że znowu mam 20 lat -  ładnie wyrównany  koloryt , bez  opuchnięcia , ładna  elastyczna  skóra.  Makijaż  trzymał  się dobrze i cały  dzień miałam  "świeże spojrzenie"  . Ma  idealną  konsystencję  - nie za lekką  i nie za ciężką , bardziej  kremową  niż  żelową o żółtawym kolorku  i równie  cytrusowym zapachu. Krem ciężko  zakwalifikować do którejkolwiek z  powyższych  grup  dlatego , że jego  kluczowym  składnikiem  jest SUPPLAMINE  czyli  opatentowany przez  firmę  składnik , którego  głównym zadaniem  jest odwracanie  glikacji  (  przyłączania   cukru do  białka)  co  powoduje  głównie  naprawę  kolagenu i odbudowę  struktury skóry.  Jest to produkt  wyjątkowy w swojej klasie i prawdę mówiąc jedyny.  Nie  sądziłam , że  toksyczny  cukier ma aż taki  wpływ na  moją  skórę.  Myślę, że nie długo zainwestuje  w resztę megowej rodziny i zobaczymy  czy reszta  też jest tak  dobra ;p. 
CHINY I JAPONIA DWA OBLICZA ORIENTU czyli PAMIĘTNIKI Z WAKACJI  DZIEŃ1 PEKIN

CHINY I JAPONIA DWA OBLICZA ORIENTU czyli PAMIĘTNIKI Z WAKACJI DZIEŃ1 PEKIN




 Wiem , że dawno nic nie pisałam . Miałam problem z mobilizacją związaną z ogromną ilości pracy,  nowym  domem  i paroma innymi rzeczami no i nie czarujmy się - lenistwem .  Aktualnie co 2 dni planuję serię wpisów poświęconych  mojemu wyjazdowi do Chin i Japonii.  Posty powstawały w czasie rzeczywistym -  oznacza to , że pisałam je danego dnia na wycieczce - nie zdziwcie się , że czasy mogą się nie zgadzać :D . To typowe "pamiętniki z wakacji "  xD ( ale bez mięsnego jeża xD ). Wolałam , żeby powstawały "na gorąco"  choć było to dość trudne , ze względu na to, że w Chinach nie działają żadne social media ani nawet  gmail i google... Pisałam je więc na własnego maila na wp.


Po wyjściu z lotniska w Pekinie  widoczny budynek w kształcie skorupy żółwia  -w chinach  żółw to symbol długowieczności













Pierwsza restauracja, w której jedliśmy prawda , że szczyt eklektyczności ;)




Lwica z lwiątkiem  strzegąca wejścia do hotelu

nieszczególnie udany widok z patio hotelu


Dzień 1 Pekin czyli w naszym betonowym lesie . Sama wycieczka i jej pomysł to chyba nie muszę nic nikomu tłumaczyć :p ja jestem mangozjebem i to widać xD nie mam z tym problemów emocjonalnych i bardzo lubię ten stan umysłu . Właściwszym pytaniem byłoby jak to się stało , że się zmobilizowałam żeby pojechać na tego typu wycieczkę , bo do najtańszych nie należy - ok 10 tys. za osobę. To prezent dla mnie ode mnie na moje 30 urodziny . W końcu tylko raz przekracza się tę magiczną datę wiec stwierdziłam , że warto upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu :p . Planowałam Japonię ale musicie wiedzieć ze sama wycieczka do Japonii mniej opłaca się finansowo xD . Ja chciałam zobaczyć dużo - i tu macie gwarancję , że na pewno to dostaniecie - praktycznie codziennie jest się w innym miejscu . Postanowiłam napisać bloga z podróży . Te posty powstają na bierząco tzn. Codziennie , ale przez chińskie ogranicznienia , nie mogą ukazywać się od razu - szkoda . Wycieczkę kupiłam w biurze podróży Olki - Heyitsalexk czyli Almatur :D . Sama Olka podpowiedziała mi ważną rzecz jeżeli kupicie kartę stałego klienta w biurze Rainbow ( wycieczka pochodzi z oferty Rainbow ) macie 5% zniżki na każdej wycieczce biura , a zniżka dotyczy was i osoby towarzyszącej ;) . Koszt karty jest jednorazowy i wynosi 299zl zł . W przypadku mojej wycieczki zniżka jest dość znaczna . Wylot z Warszawy bezpośrednim lotem ok 8h do Pekinu . Na starcie - mieliśmy 3 h opóźnienia ;(((( z powodu uszkodzenia panelu energetycznego . Przylot do Pekinu był zaplanowany na 6:30 w praktyce wyszło, że byliśmy po 8 . Yuanów nie kupujcie w Polsce . Przelicznik to zdzierstwo!!! W Polsce kupuje się dolary - dosłownie uniwersalna waluta wszędzie ( łatwiejsza do wymiany niż euro) na miejscu w Pekinie trzeba dać jeszcze pakiet 245$ na wejściówki pilotowi plus pamiętajcie, żeby rozsądnie podzielić kasę na dwa państwa - Chiny i Japonię . Ważna informacja , której nikt nam nie powiedział - przy polskim pilocie jest miejscowy przewodnik , który wymienia dolary na Yuany BEZ kaucji od sprzedaży !!! Na lotnisku zaraz w hali bagażowej jest kantor który ma najlepszy przelicznik , po wyjściu do części ogólnodostępnej przelicznik jest już sporo gorszy  plus potrącają kaucje 60 Yuanów wydając kupon który musicie mieć ze sobą jeżeli z powrotem będziecie chcieli sprzedać na lotnisku Yuany na obcą walutę . Same kantory w Chinach nie istnieją . Nie opłaca się tez wymieniać kasy w bankach bo sama procedura jest bardzo czasochłonna - między 20-45 minut co moim zdaniem jest niepoważne ;( to info mam od pilotki , która przeżyła kilkukrotnie tę sytuacje . Po przylocie do Chin dostałam od razu cios w plecy w postaci informacji , że w Chinach nie działają wszelkie normalne media społecznościowe - Facebook , instagram , zapomnijcie o działaniu google , gmail , youtuba nawet netflixa ... jeżeli macie sieć t-Mobile może być problem z zasięgiem , a telefony huawei ciągle się przegrzewają , bo stałe wychwytują je programy szpiegowskie ( tak tak USA przyznało , że Chiny maja najlepiej zaawansowane systemy inwigilacji i programy szpiegowskie i tu czuje się się to mocno ) . Po przylocie nie wypuszczą was z hali jeżeli nie oddacie odcisków palców z obu rąk do systemu identyfikacji biometrycznej , jedna pani miała w naszej grupie rewizje osobistą. Mój bagaż dwukrotnie przychodził przez terminal do sprawdzenia .

Sam Pekin nie jest urokliwym miastem . Wynika to z tego , że marzeniem Mao  był widok z okna w postaci bloków i kominów , zmasakrował więc miasto dość dokładnie pozostawiając mało urokliwe wieżowcowe blokowiska wymieszane z równie moim zdaniem jarmarcznymi nowoczesnymi wieżowcami . W ogóle na każdym kroku bombardował nas kicz . Betonowy las przyozdobiony w sposób ... eklektyczny ...  tradycyjne chińskie symbole przemieszane z zachodnim przepychem , plastikiem i tak zwaną przez nas tandetną chińszczyzną :p daje wrażenie groteskowe . Do tego nie da się ukryć , że jeżeli uważacie , że nasze „chińskie restauracje „ są mało schludne i zapuszczone na pewno nie wydzieliście tych chińskich - zapuszczone i mało estetyczne , w których króluje zapach przypalonego tłuszczu ... po samym przylocie mieliśmy mało czasu na jakiekolwiek rozmyślania i sen , bo od razu brali nas w obroty i jechaliśmy do świątyni niebios  , spacerując po całym kompleksie świątynnym i parku słuchając historii i wierzeń mieszkańców . Po drodze nie mogłam napatrzeć się na dziwne trzykołowe pojazdy , które były skrzyżowaniem meleksa z tuktukiem i kojarzyły mi się z bajką o listonoszu Pat xD . W ogóle w Chinach pełno dziwacznych pojazdów , z których część to własne konstrukcje . Kolejnym dziwactwem są rękawiczko - kocyki przy skuterach , bardzo komiczny widok . Toaleta publiczna tez była dużym szokiem - dziura w ziemi , do której trzeba stanąć rozkrokiem ( nazywaliśmy je małyszówkami ;p )  . W hotelu oczywiście również małe odpływy w toalecie , które przy intensywniejszych doznaniach zapychają się xD . Kultura piękna nie jest tu tak szeroka jak w Korei . Chinki maja brzydkie cery pełne przebarwień , niedoskonałości i pełne tandetnych makijaży i w złym guście ubrań , do tego choć niskie raczej powiedziałabym , że są tłustawe :p . W niczym nie przypominają ślicznych ulzzang Koreanek , bimajo z Japonii , a ich skóra z pewnością nie jest chok chok . Życie nie tętni nocą jak w Korei a o 21 większość sklepów barów i w ogóle wszystkiego jest pozamykana . Nie jest to tez kraj porannego spokoju , od rana jeżdżą do pracy ludzie  jest głośno i gwarno. Śniadanie , obiad i kolacja wygląda tu tak samo - ryż , dużo mięsa , warzyw wszystko podawane na obrotowych tacach przypominających patery a zupa służy do popicia . Restauracje z dnia dzisiejszego opisywałam już wyżej , ale zapomniałam dodać, że zanim do większości się wjedzie trzeba przejść przez sklepik z pamiątkami xD , na których ceny łatwo się naciąć i warto się targować. Chiny wbrew pozorów nie są tanie . Prywaciarze maja prawo podać cenę jaką sobie tylko wymyślą , a znajomość angielskiego jest mierna ( po co się uczyć angielskiego skoro 1,4 mld ludzkości mówi po chińsku :p ) . Warto słychać opinii pilota , który podpowiada co i jak.

Wejście do Teatru Liyuan ( tam oglądaliśmy operę Pekińską )


Całość zakończyliśmy na operę pekińska wpisana na dziedzictwo niematerialne unesco i musicie więdzieć , że pomimo mojej miłości do Azji to „darcie kota” z podkładem muzycznym w postaci „walenia po garnkach” powodowała , ze większość z naszej grupy po prostu usypiała xD . Muszę przyznać ,ze mi samej kilka razy zdarzyło się przymknąć oko a dzielnie walczyłam xD . Trzeba przyznać , ze sam taniec połączony z sztukami walki i akrobacją oraz niesamowite kostiumy i makijaże , powodują , ze określę operę pekińska jako niezrozumiałą i niedocenianą przez widza z zachodu , ale możecie posłuchać czy jest w waszym guście na moim ig -dodałam do ig tv. Pogoda jest bardzo dobra 16 stopni , słonecznie i bez deszczu z duża przejrzystością powietrza i bez smogu co przy 23 milionowym mieście jest szokiem :p . Pilotka powiedziała nam ze jest to idealna pora na zwiedzanie Chin bo później jest nie do zniesienia - w zimie mrozy bez śniegu do -20 stopni w lecie do +38 z duża wilgotnością . Na jutro mamy bardzo napięty i bogaty plan dnia , ale to w poście betonowy las cdn :D
  

  

REMEMBER ME ! CZYLI 10 SECRETS OF BEAUTY NATURA PARK OSTROWO . NOREL GENO , INGRID

REMEMBER ME ! CZYLI 10 SECRETS OF BEAUTY NATURA PARK OSTROWO . NOREL GENO , INGRID




Poprzedni rok już zgasł jak zapałka pora więc rozpocząć rok od wspominek i pokolekcjonować chwile  , które są ulotne jak fotka. To już mój kolejny - 3 SoB  i za każdym razem jest tak samo cudownie.Wszelkiego rodzaju spotkania to dla mnie przede wszystkim nie tylko chwile relaksu i spotkań ze znajomymi , ale też  też dowiadywania się czegoś nowego.

Na starcie dowiedziałam się , że całkiem blisko ode mnie jest przepiękny nadmorski Kurort - Natura Park Ostrowo  .  Malowniczo położony w lesie całkiem blisko morza i opery w Sydney ( hahaha xD ) . Prześliczne  drewniane  domki  z ogrzewaniem i 2 sypialniami , na pewno gwarantują   idealny wypoczynek.



Po wieczornych śmiechach i hihihah rano po śniadaniu  przyszła  czas na poznanie GENO od Norel dr Wilsz . Nie sądziłam , że to powiem , ale jestem pod niesamowitym wrażeniem  koncepcji  kosmetyków  genetycznych  - dobranych  do naszej pielęgnacji  na podstawie naszego DNA .  Wystarczy pobrać  tylko nabłonek z wewnętrznej  strony  policzka  przesłać do laboratorium  VITAGENUM  i po kilku tygodniach oczekiwania otrzymujemy raport na temat stanu naszej cery  - niedoborów enzymów ,  ilości białka  , pigmentu itp . Na jego podstawie  dobierane są preparaty z  linii GENO . 


-Aqua Booster ( nawilżający)
- BCM Serum  ( kuracja retinolowa)
-AQP  Serum  ( kuracja nawadniająca)
-MMP Serum (  kuracja kolagenowa)
-TERT Serum  ( kuracja regeneracyjna)
- BIOMIMETIC Cream (krem przygotowujący).


Na początek w trakcie oczekiwania na wyniki  stosujemy krem Biomimetyczny  , którego zadaniem jest  przygotowanie  cery  na  kuracje  aktywne .  Dobra wiadomość jest taka , że nie musimy stosować wszystkich ;p tylko te dobrane pod nasze potrzeby.  Wszystkie preparaty były testowane na kobietach , mają  solidne podstawy kliniczne i nie powodują podrażnienia.  Osobiście marzę o takiej  dogłębnej pielęgnacji.  Poznania samej siebie pod kątem własnej genetyki i stosowania preparatów  specjalnie dla mnie :)  .  Osobiście najbardziej zainteresowało  mnie serum TERT , którego zadaniem jest wzmocnienie działania telomerazy  - enzymu  chroniącego telomery  przed skracaniem  i starzeniem się komórek.  Myślę, że w tym preparacie tkwi klucz do wiecznej młodości :D. 



Po wywracającym  moje pojęcie o pielęgnacji wykładzie GENO  ,  przyszedł czas na coś co zawsze i chyba na zawsze pozostanie moją  piętą  Achillesową a zarazem dziką fascynacją  - makijaż , po raz kolejny miałam  przyjemność uczestniczyć w warsztatach z Anią Muchą i jej koleżanką po fachu Kasjaną tym razem dla odmiany w wersji  Ingrid - Polska marka  z niedrogimi  , ale  trwałymi  kosmetykami , które doceni  każda kobieta  , która chce wyglądać pięknie.  Poznaliśmy też  linie pielęgnacyjną Ingrid - Vollare i trend anti-polution.  


Pod wieczór , niestety nie mogłam być , ale wiem ,że wszyscy hucznie obchodzili kolejne 18-ste urodziny  Organizatora - Michała Twoje źródło urody :D  .



W spotkaniu udział wzięli:




Wpis ten powstał w ramach organizowanej przez Michała - Twoje źródło urody  akcji blogersko/vlogerskiej „wspaniały rok”.
 
 
W akcji biorą udział inni twórcy a ja zapraszam Cię do nich. Zobacz jak oni piszą na temat tego i innych miesięcy tego wspaniałego roku:
 


Copyright © 2016 interendo , Blogger