Compeed - nie daj się zatrzymać ;)

Dla mnie szpilki są MUST HAVE w szafie każdej kobiety. Są szczytem dobrego smaku, kanonem piękna i wchodzą w skład definicji kobiecości. Niestety choć są takie cudne to w użytkowaniu są trudne.. Pęcherze, odciski, obtarcia, modzele i mogę wymieniać jeszcze wiele... Zawsze uważałam, że jeżeli chcę być piękna to muszę cierpieć ( no umówmy się coś za coś). Nie szukałam żadnych "złotych środków", nie stosowałam żadnych "cudownych balsamów", bo uważałam, że nie ma na to rady i koniec i kropka. Jednak na wizaz.pl wypełniłam ankietę i nie wierząc, że dostanę się do udziału w teście wysłałam. I się dostałam ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu. Wzięłam do ręki małe zielone pudełeczko, patrząc na nie sceptycznie, a wręcz z ironią " taaaa.. na pewno działa". Zrobiło się trochę cieplej, więc trzeba założyć jakieś letnie szpileczki - na swoje nieszczęście wybrałam wersję open toe - po prostu idealne do sprintu po mieście xD - obtarte paluchy jak w banku. Wyszłam, załatwiłam sobie paluchy tak , że ojejuuuu - bolało. Postanowiłam więc otworzyć zielone maleństwo i zapoznać się z ulotką jakie są jego "efekty specjalne".
Po otworzeniu znalazłam 6 niewielki plasterków w cielistym kolorze w środku każdego znajduje się ok 10mm tarcza, w której znajduje się kwas acetylosalicylowy. - I to ma uratować moje stopy?? No nie wierzę...
Na opakowaniu było napisane, że trzymają się przez 48h , a ich zadaniem jest rozmiękczenie już istniejących odcisków i ochrona przed nowymi. Czytając robiłam naprawdę duże oczy...
Nakleiłam, a co mi tam... I tak gorzej już być nie mogło, najwyżej będą uwierać mnie w bucie.Po naklejeniu przeżyłam pierwsze pozytywne zaskoczenie - plasterek był bardzo dyskretny i w ogóle nie rzucał się w oczy.
Tu na zdjęciu widać mój zmasakrowany mały palec, który stał się moją myszką doświadczalną;)
A tak wygląda plastrek po naklejeniu. Ze względu na jak dla mnie metalowe kółeczko uwalniające ASA bałam się, że będzie mnie obcierać w butach - nic bardziej mylnego. Jak wspominałam ostatnio chodzę w butach open toe więc moje małe palce są bardzo narażone na obcieranie. Biegałam po mieście cały dzień i szczerze mówiąc zapomniałam, że mam plaster. Przypomniałam sobie dopiero o nim kiedy miałam iść się kąpać i tylko dlatego , że zdziwiłam się, że uparcie nadal trwa na swoim miejscu. Z satysfakcją pomyślałam ,że odpadnie jak tylko wejdę do wanny - i przeżyłam szok... Nie chciał odpaść, miał się trzymać 48 h i w tym czasie kąpałam się 4 razy, żeby na końcu samej odkleić plaster - bo zaczął już mnie wkurzać tym, że działa ;p Jak dla mnie najważniejsze było jednak co zastanę pod nim.
Powyższe zdjęcie zrobiłam po odklejeniu plastra, jak widać w miejscu gdzie znajdował się krążek martwy naskórek ładnie oddzielił się od skóry właściwej  - znowu zaskoczenie na korzyść plastrów Compeed. Myślałam, że po zerwaniu pod spodem znajdę mięcho i znowu będzie mnie boleć, ale zamiast tego miałam nową ładną świeżą skórkę - po prostu brand new shiny skin. Przez te dwa dni kiedy miałam plastry nadal chodziłam w szpilkach open toe - nic nowego się nie pojawiło.
Podsumowując poczułam się trochę jak Kopciuszek, który po założeniu kryształowego pantofelka stał się Księżniczką- Plastry na odciski Comeed stały się moją dobrą wróżką. Nie sądziłam, że produkt będzie się w ogóle trzymać - nawet przy wzmożonej aktywności fizycznej, pocie, wodzie itp.itd.. , nie wspomnę o skuteczności, a tu takie zaskoczenie na plus  i to przez nokaut. Z czystym sumieniem daję im 5/5 w skali interendo ;) zamierzam poszerzyć swoją kosmetyczkę o całą gamę produktów do pielęgnacji stóp firmy Compeed i mam nadzieję, że znajdę coś jeszcze co stanie się moim KWC






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 interendo , Blogger