devon aoki

devon aoki

niedziela, 31 lipca 2016

OPRÓŻNIAMY NASZE KOSMETYCZKI #1 CO ZAWIERA TWOJA KOSMETYCZKA? :)




Niedawno dostałam maila zachęcającego do wzięcia udziału w wyzwaniu dla blogerek od Trusted Cosmetics , które całkiem, całkiem spodobało mi się i postanowiłam trochę po postować :) Co tydzień ciągu 6 tygodni będzie inny tematyczny post i widziałam już na swojej blogliście , że  sporo dziewczyn podjęło wyzwanie . 

Tematem numer jeden jest: CO ZAWIERA TWOJA KOSMETYCZKA?

Trochę zaśmiałam się do samej siebie , bo moja odpowiedz w tej materii jest - KTÓRA!!!!??? 

Mam kilka kosmetyczek - kosmetyczkę do pracy z kosmetykami pielęgnacyjnym, kosmetyczkę do makijażu w podróży, kosmetyczkę-kuferek , którą trzymam w pracy i mam tam tzw. artykuły kąpielowo-pierwszej potrzeby , mam też malutki kuferek podróżny łączący wszystkie powyższe kategorie , nie mówię o kosmetycznej skrzynce , którą trzymam w szafie łazienkowej ani toaletce - bo jednak dla mnie to też kosmetyczka - pierwszej potrzeby ;p

Wybrałam najmniejszą z moich kosmetyczek :D tę , którą praktycznie zawsze noszę ze sobą i sięgam po nią kiedy mam mało czasu - czytaj za późno wstałam i będę malować się w pracy na szybko ;p .

 

Prawdę mówiąc to jest moja ulubiona w dizajnie kosmetyczka :) Beżowa z lekkim połyskiem w szaro-różowe dmuchawce z MADżENTOWYM wnętrzem. Dostałam ją gratis do zakupów SHISEIDO w Douglasie i była pełna miniaturek, które sukcesywnie zużywam w podróży :) i właśnie w pracy :D . Powiedzmy, że to jest kosmetyczna-apteczka-pierwszej-pomocy ( jak zrobić reanimację ZOMBIE w KOBIETĘ xD IT'S ALIVE ;p )

Przede wszystkim mamy tu trzy kategorie produktów - czyli takie które służą UPGREJDOWANIU ( czytaj makijażu) i DEZAKTYWACJI ( czyli demakijażu ) , a potem uproszczonej pielęgnacji ( bardzo ale to bardzo uproszczonej! - Taka pielęgnacja dla ubogich xD ) . 

Przedstawicieli Dezaktywacji mamy dwóch:
- Mini wersja limitowanego opakowania z Alicją w Krainie Czarów kultowego Oleju do demakijażu z DHC ( deep cleansing oil )  ( nie ukrywam, że kawai opakowanie się do tego przyczyniło xD ) . Ten olej robi u mnie wszystko łącznie z demakijażem oka - jest świetny pod każdym względem - no może poza ceną ;p 


- i MINI pianka do mycia twarzy z SHISEIDO  firma hojnie dołącza miniaturki do zakupów, a ja oczywiście jako Azjatofanka chętnie jest zbieram i wykorzystuje, oprócz pianki mam tu jeszcze lotion , krem i emulsję z linii IBUKI i BENEFICIENCE :) . Lubię się nimi rozpieszczać ;p Pełnowymiarowe SHISEIDO jest dla mnie NADAL za drogie ;p Choć wiecie, że nie żałuję kasiutki na Azjatyki ;p


W ten sposób przedstawiłam Wam też swoja uproszczoną pielęgnację ;) - LOTION-EMULSJA-KREM i w podróży tylko tyle. 

Najbardziej obfity jest akurat w tej kosmetyczce UPGREJD ;p 

No Sorry... Jestem normalna ;p bez makijażu czuję się bardziej naga niż bez bielizny xD 

Robiąc zdjęcia odkryłam, że prawie wszystko co mam w tej kosmetyczce to Azjatyki i znowu ogrom SHISEIDO z linii Maquillage. 

Maquillage - to ostatnio moja ulubiona kolorówka. Produkty nie oszukujmy się są drogie - ale bardzo wysoko jakościowe i wiem za co płacę ;p .


Zanim jednak się wymakilażuje , najpierw po mojej mikropielęgnacji nakładam filtr - tak się złożyło, że ostatnio moim ukochanym filtrem jest ten z DHC  (SPF 50+ PA +++) i też z limitki z Alicją ;p . Przypadek? Nie sądzę hahaha ;D . Ten filtr jest żelowy - oznacza to, że jest w całości chemiczny . Uwielbiam go własnie za to , że nie jest filtr mineralny, bo dzięki temu nie jest komedogenny i nie robię się po nim nie dość, że biała to jeszcze obsypana niedoskonałościami . Pięknie się wchłania i  współgra z makijażem. 


Po nim idzie matująca baza z Maquillage z filtrem SPF 25 + PA+++ , która wspaniale przedłuża trwałość makijażu i jeszcze lepiej wygładza twarz - ma postać brzoskwiniowego mleczka :) . Niedawno też było dostępne w bardzo dobrej cenie limitowane 10ml opakowanie :) 

Jako, że niestety ale mam worki pod oczyma  używam korektora - akurat w domu używam korektora w słoiczku, ale w transporcie nie mam ochoty na wiecznie ufajdaną kosmetyczkę to mam korektor w długopisie też maquillage - na początku myślałam, że będzie za jasny , ale potem odkryłam, że robi to co ma robić i dobrze rozświetla spojrzenie :) 


Królem jest oczywiście mój ukochany, jedyny i niepowtarzalny krem BB ze SKIN79 :p . Czyli Vip Gold :p W tym roku upgrejdowali kolor i boję się co to będzie ! Nie znoszę żółtych tonów na skórze , ani tym bardziej różowych - wyglądam w nich jakbym była chora ;p xD Moja skóra bardzo lubi zimne beże i ten kolor akurat taki jest :) Polski dystrybutor niedawno wprowadził miękkie tubki i właśnie taką taskam w kosmetyczce, w domu mam bardziej eleganckie opakowanko z pompką ;) . Pisałam o nim wielokrotnie i choć miałam wiele Bibi podejść to nie ma opcji żebym go zamieniła ;p Jest jedyny w moim sercu :D


Tusz mam z firmy jednej, ale za to w kilku wariantach - czyli FASIO ;) już pół roku jak Fasio zdetronizowal VML so coutre . Trwałość-precyzja-głęboka czerń, tyle w tematyce tego tuszu :) Niedawno weszła nowa wersja i będzie niebawem u mnie ^^ <YUPI> :p. 


 Muskam swoje policzki różem w pędzlu z Maquillage , który jest praktyczny w transporcie - po zamknięciu przypomina odrobinę większą pomadkę :) , ale nie do końca w użyciu - muszę wiele razy zamknąć i otworzyć opakowanie , żeby idealnie podkreślić moje poliki ( odcień jest oczywiście pomarańczowy ;) , nie mniej jednak jest bardzo trwały i to dużo bardziej od różu z Bourjouis , który i tak nadal lubię ;p 


Na koniec zawsze maznę swoje usteczka jakąś szminencją - akurat w kosmetyczce mam szminki MAC - Saigon Summer i Sushi Kiss ;p ( ja wiem jedyna nie Azjatycka rzecz musi chociaż nazwą nawiązywać  do schematu ;p ) . Lubię je bo ich odcienie wpadają w lekkie pomarańcze - na ustach dają bardzo subtelny efekt i nie przesuszają ich :) . 




 I to by było na tyle ;p ( to znaczy w tematyce pracowniczej kosmetyczki :p ) , gdybym zaczęła opróżniać inne byłoby trochę słabo hihi xD . 

Pomysłodawcą wyzwania jest TRUSTED COSMETICS :) 





LIFE IS BETTER WITH THE CAT!

środa, 27 lipca 2016

INSPIRACJA PIELĘGNACJĄ CHARLOTTE CHO - NEOGEN ROSE CLEANSING WATER , GREEN TEA FOAM, GAUZE WINE PEELING , BANILA CO. clean it zero


Mam ostatnio wrażenie, że mój umysł błądzi i zawiesił się w jakiejś innej czasoprzestrzeni - normalnie  <ŚWIAT, W KTÓRYM ŻYJESZ NIE ISTNIEJE> jesteśmy w MATRIXIE :D . Próbuję się zebrać do posta od ponad tygodnia i cholera nie mogę... Nie pomalujesz bo to amelinium jest xD . Grzebie w swoich rozgrzebanych postach jak jakaś grzeBUŁA i co wyklikam parę zdań w głowie robi mi się ERROR i koniec.  Nein Nein FALSTART.

Muszę przyznać, że dużo myślę o "HELLO ASIA" , a do mojej piwnicy zaczęły spływać paczki, i pomału zaczynam się zastanawiać <JAK JA TO WSZYSTKO ZAWIOZĘ DO SOPOTU> xD , ale nie oszukuję się ,  każda kolejna paczka powoduje, że cieszę się jak niemowlak na widok chrupka ;p  <JESTEM W NIEBIE ACHHHH> . Bardzo mocno chcę, żeby wydarzenie okazało się hitem :) , ale czas pokaże - najwyżej popełnię <SUDOKU> z rozpaczy xD .

Dzisiaj więc w przerwie między jednym dyżurem a drugim popodniecam się kosmetykami , które kupiłam - albo w sumie Inga B. kupiła dla mnie na eBayu ;p , zainspirowana "workiem" z K-Beauty Charlotte Cho :)

Na wstępie powiem jedno - zamierzam kupić wszystko co ta dziewczyna poleca w swojej książce , absolutne hity i perełki kosmetyczne - nawet jak na Azjatyki , bardzo ciężko będzie je przebić. 

Zaczęłam przede wszystkim od NEOGEN. Neogen to taka trochę dziwna hybryda dla mnie  - naturalne składniki ( bardzo lubią pływać w ich butelkach xD ) z innowacyjnymi pomysłami w minimalistycznych opakowaniach , kojarzą mi się ni to ze znachorami i szeptuchami , ni to z aptecznymi dermokosmetykami.

Tak jak mówiła w ich butelkach natura lubi sobie pływać - pełno u nich farfocli płatków i liściorów. Nie wygląda to jakoś obleśnie ( choć się tego bałam) , a raczej estetycznie i jakby z poszanowaniem wartościowych składników - po co wyrzucać skoro mogą działać na naszą korzyść nawet w butelce? Bardzo dobry pomysł - Neogen wykorzystał potencjał na 100000% . Naturalne składniki żyją sobie w opakowaniu , a nawet stanowią unikalną ozdobę :) . Wszystko zapakowane było najpierw hermetycznie w anatomicznie dopasowane folie  - choć muszę przyznać, że moisturizing bio-cleanser REAL FLOWER CLEANSING WATER ROSE mimo takiego zabezpieczenia coś tam jednak przeciekło - a wiecie czemu? Bo główny korek był niedokręcony, ale na szczęście za dużo cennego produktu się nie uroniło ( a leciał 2 tyg. z Korei) . 


REAL FLOWER to bardzo ciekawy produkt - coś jakby połączenie płynu micelarnego z tonikiem/esencją? Ma usuwać zanieczyszczenia makijażem i przygotowywać skórę do kolejnych procesów. Wiecie, że radzi sobie z makijażem naprawdę? I to nawet zmyje tusz Fasio  plus nie wyglądam po użyciu go jak płacząca świnka ( tylko jak wyjąca Hello Kitty z zachwytu :D .  Nie przesusza skóry , a ładnie daje jej efekt takiej naturalnej warstewki ochronnej - choć muszę przyznać, że takie wykończenie daje nawet pianka do mycia twarzy z tej firmy. 

Butelka jest stosunkowa duża - 300ml , na dnie pływają płatki róż , jest jeszcze wersja z rumiankiem , która ma zadanie koić skórę wrażliwą z tendencją do pękających naczynek ( mam ją na wishliście :D. Akurat Rose ma odświeżać i nawilżać - bardzo dobrze radzi sobie w tej materii. Zaskoczył mnie też zapach , nie jest to jakaś <mechaniczna pomarańcza> , ani zapach gnijących róż w wazonie, ani tym bardziej zapach babcinych perfum, coś dużo lżejszego - nadal kwiatowy, a jednak kojarzący się świeżo  ( bez skojarzeń z odświeżaczem do WC ) . Nie zostawia na skórze efektu wypalenia  i ściągnięcia , a bardziej uczucie przyjemnego chluśnięcia wodą 




BIO-PEEL GAUZE PEELING WINE to coś z czym nie miałam jeszcze do czynienia. Okazuje się, że w Azji mamy również WIELOETAPOWY PEELING i to jest jeden z etapów pilingowania. Pakowany w dość spore opakowanie z zakrętką , a w środku mamy 30 dziwnie wyglądających wacików - wyglądają z dwóch stron inaczej  i można dla ułatwienia wsadzić sobie palce do środka. Strona w groszki to strona kojąca , a strona siateczkowana to ta właściwa peelegująca. Nie jest to jakiś peeling hard , ani typowy peeling enzymatyczny , zabieg porównałabym bardziej do działania Foreo Luny - delikatny i przyjemny :D . Zwłaszcza, że po otworzeniu bucha w nas apetyczny smak winogron ( nie żartuję ma się ochotę je zjeść! ) jeżeli miałyście do czynienia z masłem greckim z Organique to jest właśnie taki mniam zapach :D . Samo mizanie się po twarzy tym płatkiem daje nirwanę ;p , kupiłam jeszcze wersję LEMON z witaminą C jest równie smacznie ;D. 



I osobisty Neogenowy hit Charlotte - REAL FRESH FOAM GREEN TEA ( 160g) z liśćmi herbaty. O mamo...  Pianka jest super gęsta, super delikatna nawet dla mega wrażliwej cery i pięknie pachnie. Duża przewaga FOAM - pianka jest od razu pianką , która nie wybąbelkowuje się od razu, a faktycznie tkwi sobie podczas masażu twarzy - świetnie współgra ze szczoteczkami typu Foreo , ale też pod palcami działa równie przyjemnie. Wybrałam na początek wersję z zieloną herbatą  nie tylko dlatego, że akurat tę miała Charlotte, a dlatego też, że bardzo lubię ten składnik ( w kosmetykach i żarciu :D . Green tea to składnik idealny dla skór problematycznych , takich z tendencją do wyprysków i zaskórników. <GHOST BUSTERS> :D


Ta pianka ma kilka wersji - kupiłam też niedawno żurawinową ( i to w Polsce! na insta pojawił się nowy sklepik - KOKOSKLEP , który sprzedaje na allegro ) <3 i jest miłość :D , w ogóle z Neogen jest miłość od pierwszego wejrzenia i mam już kolejne produkty na oku ;p. To nie jest jakaś ściema jak Tony Moly - ładne opakowanie ma rekompensować raczej przeciętną zawartość, a faktycznie działające kosmetyki , które absolutnie spełniają swoje zadanie i dają dużo korzyści skórze w jej pielęgnacji. Mamy tutaj kompozycję nieco takiego wariata - NIE, TO SIĘ NIE MOŻE UDAĆ , a jest CUD . Cud nad Wisłą ;p . 




Ostatni jest produkt, który śmiało mogę powiedzieć, że jest następcą olei. Czyli po prostu balsamy do demakijażu -jak dla mnie de facto oleje w kremie. Bardzo przydatne produkty zwłaszcza w podróży i pracy - gwarant tego, że jak sprawa się rypnie to olej nie zapaskudzi  całej torebki/kosmetyczki/kuferka . Objętościowo mają słoiczki niewiele większe od standardowych kremów, ale z ich ilością nie należy przesadzać. Pod wpływem ciepła rąk samoistnie podgrzewają się i po prostu topią jak lód. Po chluśnięciu wodą podobnie do olei zamieniają się w pienistą emulsję. 


Clean it zero banila co. to również produkt polecany przez Charlotte , też ma kilka wersji kolorystycznych, które mają różne działania i zapewne zapachy. Różowy oczywiście pachnie niby różami  i niby cukierkami? , ale w sposób, bardzo bardzoooo subtelny i żeby było śmiesznie najpierw rozczarowało mnie , że po odkręceniu słoiczka nie ma w ogóle zapachu - pojawia się dopiero rozmasowany na twarzy. Jakby olejki eteryczne działały pod wpływem ciepła . 

Z olejami w kremie trzeba trochę uważać - częściej można trafić na taki co ma na początku w składzie MINERAL OIL , a co za tym idzie jednak być komedogenne. Banila co. jest wolna na szczęście od tego zła :D, a w zestawie jest oczywiście higieniczna szpatułka :D . Całe opakowanie jest bardzo w moim guście - szklany słoiczek z mlecznego szkła z metalową (  różową zakrętką :D )




Po napisaniu posta zczaiłam się, że napisałam go od tyłka strony ;p i totalnie nie według kolejności Azjatyckiej pielęgnacji , ale co mi tam ;p . hahaha to wszystko, przez to , że zdjęcia mi się tak powgrywały , a ja nie wiedziałam jak zacząć :D . Mam nadzieję, że będziemy mieć Neogenu jakiegoś dystrybutora , bo to grzech, żeby nie znać, moim zdaniem wybitnej firmy :) . Tak jak mówiłam sukcesywnie będę kupować inne polecane przez Charlotte produkty :) Następne w kolejce są Son&Park Beautiful water i Moisturizer ;p <LOL> 

Jeny mam swoje osobiste <POCKEMON GO> xD



LIFE IS BETTER WITH THE CAT!

poniedziałek, 18 lipca 2016

Sekrety zielonej herbaty i shiso zaklęte w GINVERA MARVEL WHITE i jedyny taki FACE LIFTING z BIO-ESSENCE .


Wróciłam wczoraj z Chorwacji i powrót do szpitalnej rzeczywistości jest ciężki - i to nawet bardzo ciężki - co będę czarować - żeby mi się tak chciało jak mi się NIE chcę :D . Podładowałam trochę bateryjki i mogę na nowo pracować do następnego wolnego ;p hihi xD . 


No ale powrót do domu ma też jeszcze jedną zaletę xD - wróciłam do moich kosmetyków xD . Oczywiście wracając zastałam również rzeszę nowych i jakoś wcale nie cierpię ;D . Część z nich nie jest dla mnie a do Dnia Azjatyckiego "Hello Asia" - zapraszam wszystkich ! Oprócz spotkania blogerek będzie również część otwarta , w której będzie loteryjka i możliwość wygrania Azjatyków dla każdego!! 

Z dumą mogę powiedzieć, że jednym ze sponsorów "Hello Asia" jest Asian Store :) .

Początek mojej fascynacji Azjatykami to z pewnością nieśmiertelny blog Azjatycki Cukier :) uwielbiam ją i przyznam szczerze, że bardzo cenię sobie jej sugestie i rady  - ma dziewczyna dryg do prawdziwych perełek! Żałuję, że ostatnio zaniechała bloga <chlip chlip> , mimo to nadal chętnie powracam do jej wpisów ;) , dzięki niej poznałam Ginverę i Bio-essence :) i w ogóle nie żałuję!

W Polsce kosmetyki obu marek można zakupić właśnie w Asian Store i w moje osobiste sztuki zaopatrzyłam się również tam :D . Szczerze mówiąc kupiłam je jak zwykle w Promocji xD hehehe czy ja kiedykolwiek inaczej kupuję? Akurat miałam farta bo zarówno zestaw z Ginvery ( peeling enzymatyczny, tonik i pianka) jak i Bio-essence ( krem V-shape i peeling enzymatyczny ) nie dość , że miały w zestawie dużo niższą cenę to jeszcze było dodatkowo - 10 % hihi ja to mam łeb do interesów nie ma co xD buahahahah :p.


Ginvera to firma Malezyjska założona 1985r. ,posiada kilka różnych linii produktów , ale dla mnie jej największym hitem są kosmetyki z serii Marvel White oparte na zielonej herbacie i shiso. Ubóstwiam zieloną herbatę pod każdą postacią nie tylko za jej właściwości antyoksydacyjne , ale i też za to, że pijąc ją przyspieszamy przemianę materii ^^ (hihi giń boczku!!! ;p ) . Jak dla mnie jest też numerem 1 jeżeli chodzi o efekty "na skórze" - znana jest ze swoich właściwości oczyszczających ( niestety ale jej początkowym działaniem jest wysyp ) , ale i mogę powiedzieć z ręką na sercu ( testowałam na samej sobie ) , że najlepiej ze wszystkich znanych mi składników radzi sobie z domykaniem porów.

Upgrejdowana Ginvera trochę straciła swój opakowaniowy "zielony minimalizm" z dystyngowaną elegancją - poprzednie produkty z serii Marvel opakowane były w piękne buteleczki i słoiczki z mlecznego szkła, a tubki wykonane byłe z lekko opalizującego plastiku. Trochę boleję nad tą zmianą szaty graficznej ;( . Chociaż jeżeli się przyjrzycie nowe opakowania mają symbolizować synergizm zielonej herbaty ( listek u dołu ) i shiso ( listek u góry ).


Pewnie zastanawiacie się co to Shiso ;D ( też się zastanawiałam co to jest xD ale wujek google mi odpowiedział ;p ) .  Shiso to inaczej Pachnotka ( Perilla ) JAPOŃSKIE! zioło znane z sekretu długowieczności. Żeby było śmiesznie jest nazywane inaczej miętą japońską lub kolendrą koreańską ( filozofia zależna od regionu Azji ) . Shiso bardzo chętnie dodaje się do dań rybnych , bo jest uważana za lek na zatrucie rybami :) . Pachnotka jest też cenioną substancją w zwalczaniu alergii i atopii . 


Moim pierwszym peelingiem enzymatycznym , na który skusiłam się w swoim życiu był Ginvera Zero Blackhead Marvel Gel byłam nim zachwycona i do tej pory, choć testowałam całą rzeszę peelingów enzymatycznych podtrzymuję, że to jest najlepszy peeling, który miałam. Dlaczego? Bo nie dość, że skutecznie oczyszczał skórę to jeszcze jak mówiłam wyżej - żaden peeling nie domykał moich chimernych porów-worów. 


Ma przyjemną galaretkowatą konsystencję i jak dla mnie nieco świeży niezbyt nachalny zapach ( poprzednia wersja troszku śmierdziuszyła). Działa na zasadzie innych peelingów enzymatycznych - czyli nakładamy niewielką ilość i masujemy twarzyszcze do uzyskania kłaczków. Peeling enzymatyczny przestaje działać jak pod palcami przestajemy wyczuwać "wodę" i nie kulkuję się skóra.  Zdecydowanie największym a zarazem jedynym minusem jest MAŁA objętość tylko 40 ml - to jest naprawdę dobry produkt i chcę się go używać gęsto i często ;(.


Refining Toner ( 150ml) to następca Green Tea Refining Fluid, który był pakowany w piękne butelki z mlecznego szkła . Bardzo lubiłam starą wersję, którą stosowałam do domowych mask sheetów , kiedy chciałam podomykać wszystkie pory i ukoić skórę. Kiedyś nawet zrobiłam eksperyment, który przeszedł moje najśmielsze oczekiwania - położyłam nasączony wacik tylko na jednym policzku i zostawiłam na 20 minut , kiedy go ściągnęłam różnica w domknięciu porów była kolosalna - w miejscu wacika miałam wyraźne "kółeczko" idealnie wygładzonej skóry. Toner jest o tyle lepszy w użytkowaniu, że choć szklana butelka była piękna to ciężko było wydobyć z niej cenną zawartość - atomizer jest dużo praktyczniejszy w użyciu i daje więcej możliwości wykorzystania jak chociażby mgiełkę .  


Ukoronowaniem całej serii jest Complete Cleansing Foam ( 100g) - do tej pory pianka do mycia twarzy nie była dostępna  w serii Marvel White. Ma delikatną perłową konsystencję z drobinkami , ładnie się pieni na siateczce , ale można stosować oczywiście również klasycznie :) . Myślę, że jest to dobry produkt dla wymagających specjalnej troski cer czyli takich, które łatwo podrażnić lub uszkodzić przez złą pielęgnację. 


Pamiętam, że za pierwszym razem kiedy kupowałam Ginverę w Asian Store dostałam gratis miniaturkę peelingu enzymatycznego i próbkę kremu face lifting z Bio-Essence . Te maleństwa tak zapadły mi w pamięć, że musiałam kupić pełen wymiar.


Głównymi składnikami są tu Royal Jelly czyli mleczko pszczele  i ATP ( adezynotrifosforan ) uważane powszechnie za eliksiry młodości.



O ile Peeling enzymatyczny jest bardzo dobry w swojej klasie o tyle Face Lifting Cream nazwałabym WYBITNYM.


Krem z pozoru wygląda jak zwykły treściwy krem o dość przyjemnym intensywnym zapachu. Magia zaczyna się dziać po nałożeniu. Mamy tu mocne uczucie liftu - lekko rozgrzewa skórę i ją napina. Daje też całkiem przyjemne uczucie odświeżenia . Jest to produkt typowo skierowany na rynek Azjatycki - nawet na reklamie jest prezentowany jako ten , który daje efekt V Shape Face  czyli wymarzonego kształtu twarzy Azjatek, a dlaczego? Bo kobiety o wąskiej trójkątnej twarzy wydają młodsze ;D i bardziej delikatne - wyobrażacie sobie piękną kobietę ze szczeną Buki? hahahaha xD ( no raczej buko-podobna szczena jest piękna jak kwiat róży tylko łeb ma za duży xD Nawiasem mówiąc nie sądzicie , że buka cała składa  się ze szczeny i mocno zarysowanego podbródka ? hahahaha )



Co ciekawe do kremu dołączona jest miarka, którą można monitorować postępy w użyciu kremu . Polubiłam go właśnie za ten efekt lekkiego naciągnięcia, a zarazem odświeżenia skóry . Do tego jak dla mnie dobrą wiadomością jest fakt , że mimo tego, że jest to treściwa pozycja nie jest komedogenny i nie powoduje u mnie żadnego wysypu :D . No i to piękne opakowanie ;P 


Komu poleciłabym te produkty ? W Azji coś takiego jak limit wieku nie istnieje - masz ochotę używać kremu, który u nas byłby +40 lub +20? A czemu nie! Bardziej liczy się indywidualizacja potrzeb własnej skóry i czego potrzebuje . Moja skóra bardzo lubi zieloną herbatę bo przywraca jej równowagę , oczyszcza i wycisza . Marvel White jest również skierowana dla osób pragnących "wybielenia" pozbycia się plam barwnikowych i przebarwień , a także potwornych i uciążliwych ZASKÓRNIKÓW ;// a feeeee!!! Bio-essence  to jak dla mnie kosmetyki bardziej wysokopółkowe , które mają  w swoim składzie dość drogie składniki i innowacyjne formuły z komponentą anti-age, w moim skromnym zdaniu  spełniające oczekiwania ;) , w Asian Store są jeszcze dostępne kremy BB z Bio-essence i widziałam już bardzo wiele pozytywnych opinii na ich temat ( sama niebawem też się przekonam :p ) . 

Wszystkie kosmetyki kupiłam w Asian Store



LIFE IS BETTER WITH THE CAT!

poniedziałek, 11 lipca 2016

WOJNA SUPLEMENTÓW DO WŁOSÓW VITADERMO KONTRA DF5 WOMAN !


Dzisiejszego dnia witam Was ze słonecznej Chorwacji ^^ o tak :D mimo 10 godzin jazdy z Polski ( i to tylko dlatego, że zcwaniliśmy się i najpierw pojechaliśmy do Zakopca ;p . normalnie byłoby prawie drugi raz tyle - wszak północne ze mnie zwierzę :p - dlatego futerko Hello Kitty takie śnieżnobiałe jest xD. Winter is coming ;p ) - moczyłam dzisiaj tyłeczek w przejrzystych wodach Adriatyku i nawet nie usiadłam dupskiem na jeżowca xD hahahaha . 

Duża ilość ciepła i słońca nie służy jednak moim trzem kłakom na krzyż ;p , może teraz jeszcze aż tak nie cierpią, ale niech tylko przyjdzie pierwsza plucha ( nie nie mówię o tej co była teraz xD ), a będzie źleeeeee. Dlatego jako, że jestem sprytna ekhm... inaczej xD i ubezpieczyłam się wcześniej w postaci kolejnego suplementu do włosów Dermo Future Precision - Vitadermo professional hair .

Prawdę mówiąc z mojej perspektywy konsumentki najbardziej interesowało mnie czy Vitadermo  to coś zupełnie innego od innych ( raczej nie - włosy mają określone wymagania co do swojej diety - więc cudów nie oczekujmy ;p - żadnego archiwum X w składzie nie znajdziemy ;D ) i czym różni się od poprzedniego , który oferuje Dermo Future czyli DF5 ( pisałam o nim TUTAJ! ) .

Poniżej skład Vitadermo:


A tu DF5 woman dla porównania :) 


Rzuca się na pewno w oczy , że skład choć jest podobny to różni się zawartością poszczególnych składników - nie trzeba być specjalistą żeby zauważyć, że praktycznie wszystkiego jest więcej w Vitadermo . Do tego zminimalizowano  w Vitadermo niepotrzebne wypełniacze i dodano kropeczkę nad i w postaci   żelaza i L-cysteiny - mała zmiana a jednak bardzo istotna moim zdaniem. No i nie wspomnę- cena Vitadermo również niższa :D .

Jak jest w praktyce? 

W praktyce jest tak, że na wszystkie efekty trzeba czekać - nic nie zrobi się magicznie po jednym opakowaniu , mówi się, że po minimum 3 miesiącach można mówić o jakichś efektach ,ale jest to tak zwana średnia - jednym wystarczy mniej innym trzeba więcej. Pamiętajcie też , że nic NIE pomoże JUŻ zniszczonym włosom - tylko nożyczki. Stosując jednak tego typu uzupełnienie włosodiety , możemy ustrzec się przed wypadaniem włosów i kruszeniem w przyszłości ( osobiście mam większy problem z kruszeniem i rozdwajaniem niż wypadaniem , ale po "sezonowo" zawsze parę włosów więcej wypadnie - a tego nieeee lubięęęę! ) . Dlatego za wczasu warto pomyśleć o profilaktyce ( ochhh to takie bardzo medyczne xD hahaha - zboczenie zawodowe :D )

I wiecie co? Vitadermo sprzedał knock out DF5 :D


Cała seria Dermo Future dostępna jest na tenex24.pl :) 

Znacie blog Michała "Twoje źródło urody" ? Serdecznie zapraszam Was do jego poznania :) 



LIFE IS BETTER WITH THE CAT!

środa, 6 lipca 2016

HELLO ASIA #1 DZIEŃ AZJATYCKI 27.08.2016r. SOPOTEKA :)



Dzisiaj pragnę przedstawić światu moje i Yuki Nishimury - Azjatoholiczki i Sopoteki "dziecko" :D  hahaha. Natchnione przez Konferencję " K-Beauty " postanowiłyśmy stworzyć dla Was - Pierwszy Dzień Azjatycki :) o wdzięcznej nazwie " Hello Asia" ( no przecież nie mogło się nazywać Hello Kitty :D ) .

Po "K-Beauty" czułam niedosyt , chciałam więcej, a jakoś niestety, ale nie ma imprez ala "Meet Beauty" i "See Blogers" w wersji Azjatyckiej . Potrzeba matką wynalazku jest ;) .

Zadzwoniłam więc do Sandry, która zna się na organizacji podobnych eventów. Powiedziała do mnie < ŚWIETNY POMYSŁ> i maszyna poszła w ruch :) .


Początkowo pomysł był dość nieśmiały i chciałam żeby odbywał się w bardzo kameralnym gronie u mnie w mieszkaniu - zamierzałam nawet przeznaczyć na to fundusze ;) , ale wiecie jak to mówi Paulo Coelho " Kiedy czegoś mocno pragniesz Wszechświat po cichu dąży abyś to otrzymał" i wszystko pomalutku zaczęło się rozwijać z większym rozmachem ;) .

Pojechałam do Trójmiasta do mojej najlepszej przyjaciółki ( o tak była nawet moją Świadkową na ślubie ) i kiedy powiedziałam jej o pomyśle , zaczęła się do mnie śmiać i mówi < BARDZO CHĘTNIE POMOGĘ WAM ZORGANIZOWAĆ SPOTKANIE W SOPOTECE> , na co oczywiście zapytałam czy mnie na to stać , a ona znowu zaśmiała się do mnie i powiedziała, że chyba zgupiałam xD - Sopoteka jest miejscem organizacji Kultury więc tego typu "imprezy" są tam na porządku dziennym :D .

I tak oto z dwóch organizatorów zrobiło się trzech - ja, Sandra i Magda - Kierowniczka Sopoteki :D i cała masa chętnych do pomocy rąk do pracy ;)

Spotkanie jest o tyle wyjątkowe, że stawiamy NIE tylko na Strefę Urody - choć oczywiście i tego nie zabraknie ;) , ale i na Kulturę i Kulinaria :) .

Myślałam, że impreza w całości będzie mieć "zamknięty" charakter, ale Magda  stwierdziła, że tak interesujące spotkanie powinno być dostępne chociaż po części dla każdego :) ( wiecie ja po prostu sądziłam, że raczej nie będzie zainteresowanych , żeby nas słuchać ) . Dlatego spotkanie będzie składać się z 2 części - pierwszej tej zamkniętej tylko dla zaproszonych osób , gdzie będziemy "bawić się" , urodą , kulturą i kulinariami i drugą  otwartą , gdzie będziemy dzielić się wiedzą z każdą osobą , która zechce odwiedzić tego dnia Sopotekę :) .

Tak jak mówiłam prezentację będą mieć zarówno charakter Beauty jak i kulturalny - chcemy Was zaskoczyć i zainteresować cudownym światem Azjatyckiego Piękna i Sztuki gwarantujemy, że damy z siebie wszystko! 


Na pewno tego dnia będą:

Interendo czyli po prostu JA ;D
Dziewczyny z My Oppa's Blog
Justyna -Juui.pl ( dawniej mizon.com.pl )
Oraz dwie dziewczyny , które są bardzo ważne w życiu moim i Sandry - czyli po prostu nasze najlepsze przyjaciółki :D


Trzymajcie kciuki , żeby wszystko poszło zgodnie z planem ( czytaj, żebyśmy ze strachu przed wystąpieniem nie dostały zawału :D 


Mam nadzieję, że spotkamy się 27.08.2016r w Sopocie w Sopotece :) i razem powiem "Hello" Azji :D







LIFE IS BETTER WITH THE CAT!



poniedziałek, 4 lipca 2016

JUST FOR FUN LOFT37 w Biedronce - pierwsze wrażenia z walki o "karpia" :D . Loftomanię czas zacząć :D



Ten post absolutnie MUSIAŁ dzisiaj powstać kiedy wrażenia z "walki o karpia w Lidlu" są jeszcze żywe xD . Nazwałam to walką o karpia , bo będąc dzisiaj w dzikim szale loftomani walka o upragnione "balerinki" wśród Kobiet W RÓŻNYM wieku trwała na dobre od punkt 7:00 xD w każdej Biedronce w Polsce :D . Nic dziwnego ;D sama dzisiaj prawie płakałam jak obudziłam się a 9:50 i odczytałam eska od Nataszkowca,  ( napisany 7:47!!!), że były już z Kadik w 3 Biedronkach i wszystko megaaa poprzebierane , bo takich szalonych kobiet jest więcej :D


Na szczęście cioteczka Interendo mieszka na takim troszku zadupiu miasta, że Biedroneczka bardziej na uboczu jest więc jak POBIEGŁAM xD na przełaj przez wertepy ( prawie sobie zęby powybijałam xD) byleby być jak najszybciej w upragnionej Biedro- oazie rozpusty i świątyni grzechu rodem z Loft37 :D to jeszcze cosik dla mnie było <3 . Wiecie jak to się mówi  - CO MA WISIEĆ TO NIE UTONIE :D .


Zanim weszłam rzuciło mi się w oczki, że w gablotce Biedronki nie nastąpiła jeszcze zmiana ekspozycji reklamowej ( <YES! Mam jeszcze szanse xD > ) , ale jak poszukiwałam owej skrzyni ze złotem cosik nie mogłam wypaCZEĆ , a jestem prawidziwym  <APACZEm> xD . 


Ze zgrozą pomyślałam, że szalone babska rozszabrowały już wszystko :D , ale po chwili ochłonęłam rozejrzałam się na spokojnie i BYŁA :D . HIhi ... SASASAAAAAAA. SOmebody stop me! :D


Pierwsze wrażenia - na żywo wyglądają jeszcze bardziej princesskowato niż w ulotce :D . O mamo.. zgupłam do reszty :D. Na szczęście oprócz mnie była jeszcze tylko jedna szabrowniczka :D , która co chwila konsultowała się telefonicznie z innym jeszcze bardziej niezdecydowanym organem , więc miałam więcej czasu operacyjnego do działania :D. Najwięcej zostało oczywiście butów w wersji czarnej - nic dziwnego , teraz sezon na pastele :D , portmonetki też jakoś nie szczególnie schodziły , a w dodatkach można było się kąpać :p. 


Cenna wskazówka - BUTKI TRZEBA MIERZYĆ. Rozmiarówka jest totalnie różna dla poszczególnych butów - noszę normalnie 38 , japonki musiałam wziąć 39, bo ryłam paluchem po ziemi, natomiast niebieskie klapki mam 37 , balerinki raczej standardowo wypadają.  Do tego jeszcze słyszałam, że w niektórych modelach można czuć przypinkę od wewnątrz ( u mnie tak na szczęście nie ma ;p )


Upolowałam w sumie - różową torebkę wykonaną z delikatnej miękkiej gumy ( 40zł) ( trochę się boję, że brudek może się w nią później wżerać) , niebieskie bezpalce balerinki ;p (30zł), niebieskie klapki ( moi faworyci! ) ( 30zł), 2 pary japonek ( 2x25zł), 2 portmonetki (2x10zł) i 2 pary dodatków do butów (2x10zł) xD - w sumie 190zł xD . Opłacało się? A jakże :D 


Każda sroczka, która zna się odrobinę na modzie wie doskonale ile trzeba zapłacić za cudowne buty LOFT37 :D - bo Just for fun powstało właśnie we współpracy z tą luksusową marką butów :) , albo Melisski , którymi jest inspirowana kolekcja :) .


Hehehe wiecie z jednej strony fajnie , że taka selektywna marka robi coś ogólnie dostępnego dla każdego, z drugiej jednak strony pamiętacie torebki Wittchen z Lidla? Skończyło się to tak, że klientki , które kupowały "normalnie" w Wittchen troszkę pogniewały się na markę , bo nie jest miłe kiedy kupuje się torebkę za prawie 800zł i słyszy od innych " O MASZ TOREBKĘ Z LIDLA" xD hahaHAHAHAHAHA 


Trzeba przyznać , że to linia faktycznie JUST FOR FUN :D bo zabawę w zdobywaniu miałam przednią xD ( teraz latam w moich klapkach po domu i się lansuje xD hahaha.


Na koniec pośmiejcie się razem ze mną z bitwy o karpia xD - PRZEŻYJMY TO JESZCZE RAZ xD . Ciekawe jakie filmiki będą z loftomani :D



P.S Temu komu nie udało się nic upolować powiem tylko, że parę japnek i niebieskie balerinki będzie można u mnie niedługo zdobyć w rozdaniu ;) :D



LIFE IS BETTER WITH THE CAT!