VISIT KOREA! Czyli przejdźmy się ulicami Seulu w poszukiwaniu kosmetycznego raju Myeong-dong


                      

Zanim przybyłam do Seulu Myeong-dong był dla mnie czymś w rodzaju kosmetycznej Mekki i Świętego Grala w jednym , był w mojej głowie nawet rajem utraconym xD. Teraz kiedy byłam w Seulu i nim przeszłam , wiem , że to MIT.  Gówniany MIT .

WSZYSTKIE DROGI PROWADZĄ DO MYEONG-DONG .

W Seulu co druga ulica to Myeong-dong. Serio. Serio serio. Kiedy wyszłam z hotelu miałam wrażenie , że jestem na Myeong-dong . Co kawałek miałam Etude House, Holika Holika , Innisfree , a Nature Republic to miałam wrażenie , że swoją nachalnością i ilością bije wszystko ... ( dlatego nawet tam nie weszłam - z przekory! ) . Samo Myeong-dong okazało się stosunkowo mniejsze niż w mojej wyobraźni... W Seulu wszystkie ulice w głównych dzielnicach wyglądają podobnie. Tylko różnica jest taka , że Myeong-dong...

                 

NIE TONIE W ŚMIECIACH...

To okropne , ale w tak ogromnym mieście jak Seul ( ponad 12 mln mieszkańców) uliczna higiena jest na bardzo niskim poziomie. TOTALNY BRAK czegoś takiego jak kosze na śmieci  powoduje, że ulice to prawdziwe wysypiska. Co uważam jest smutne w tak zaawansowanym technologicznie kraju gdzie dochód narodowy na jednego mieszkańca jest ponad trzy razy większy niż Polaków ( warto też zaznaczyć, że Korea jest ponad 3 razy mniejsza od Polski i ma właśnie o ten 12 milionowy Seul więcej mieszkańców niż my :p ) . W Korei technologiczny przepych bije po oczach ( w metrze nie widziałam innych telefonów od najnowszych Samsungów - które są tańsze tam o ponad 1500 zł , LG i iPhonów ) , w moim hotelu miałam ponad 60 calowy telewizor , komputer z dużym monitorem , a o moim kiblu to pisałam już pieśni pochwalne w poprzednim poście xD . Za to brakuje tam tak prozaicznej rzeczy jak kubeł na śmieci. Dlatego mieszkańcy rzucają śmieci na ulicę , które nie do końca są należycie oczyszczane. Szczególnie widać to rano kiedy miasto śpi ( rano w Korei to nie jest nasze rano xD tylko 12 ) . Eh .. prawdę mówiąc chciałoby się rzecz - SMRÓD , BRUD I UBÓSTWO... Dlatego na tym tle Myeong-dong się wyróżnia - lśni czystością . Jest w końcu turystyczną wizytówką.

IDĄC WZDŁUŻ MYEONG-DONG

ma się wrażenie , że szybciej się kończy niż zaczęło. Cała wyjątkowość tego miejsca opiera się na tym, że jest tu większość "sztandarowych" sklepów znanych z blogerskich fotek ( o tak sama sobie też takie walnęłam;p ) , jak wielka zielona ściana Nature Republic , czy  zameczek Etude House. Są tu również siedziby zagranicznych marek - Lacoste , Ralph Lauren , czy gigantyczny Daiso umieszczony w wieżowcu ( Daiso to jak dla mnie odpowiednik naszego Pepco xD ) . Myeong-dong stanowi też centralną siedzibę dużych banków ( np. Citibank - jedyny , którego nazwa mi coś mówiła , Kookmin Bank , Korea Exchange Bank ) , a także tak zwanych "department store" w tym kolejnego Lotte . No i nie mogę zapomnieć o mojej ukochanej Hello Kitty Caffe :D .

                  

JEDNAK IRYTUJĄCY JEST FAKT,

że w Korei główne deptaki są dostępne dla zwykłego transportu samochodowego i kierowcy mają w głębokim poszanowaniu pieszych . O tak w Korei tak jak w Rosji - ratuj się kto może. Zwłaszcza, że ulice są znacznie , ale to znacznie węższe niż u nas. Często przypominają zaułki , a raz nawet byłam świadkiem , że ani jeden kierowca , ani drugi nie chciał ustąpić sobie miejsca , tylko obaj złośliwie tamowali ruch sobie i pieszym.

A TO MAŁY ZASKOK!

Kiedy idę do naszej Sephory w dziale z kosmetykami koreańskimi są pustki , natomiast w mojej Mekkce to pustki są, ale w sklepach ;p . To prawda co mówią o tym, że bardzo często przed sklepami stoją osoby zachęcające do zakupów - maseczkami w płachcie lub "torebkami niespodziankami" , które dostaniesz jeżeli coś kupisz . Jak to jedna pani zaczepiła mojego MENża  "nie musi pan wchodzić dam to panu jeżeli pan coś kupi" ... No po prostu ... Desperacja... Bardzo szokujące są też często promocje - typu 10 mask sheet + 10 ( w cenie tak śmiesznej , że po prostu płakać się chce kiedy widzę to nasze zdzierstwo...) , 5 banila co clean it zero + 2 , albo 1+1 pianka do mycia twarzy innisfree . Nie da się jednak ukryć , że sprzedawcy również oszukują i żerują na klientach  - zainteresował nas z Minti plakat najnowszej wakacyjnej limitki z Peri Pera gdzie JAK BYK BYŁY pokazane 1+1 cushion lub 1+1 tint jednak po zapytaniu o promocję ekspedientka zaprowadziła nas w najbardziej zapyziały skraj sklepu pokazując całkiem inne produkty nie do końca w odpowiedniej świeżości informując , że to te są w promocji...

                  



LUBICIE TEGO PRZYJEMNIACZKA?



O tak mówię o produkcie kultowym już w naszym kraju , który mają nawet blogerki i osoby ,które nie interesują się Azjatykami czyli Aloe Shooting Gel 98% z Holika Holika.  Myślałam, że jego Polska cena jest korzystna - 35 zł to całkiem nieźle jak na Azjatyk . W koreańskiej Holice szczena mi jednak opadła - za tę kwotę  w przeliczeniu można kupić 2 duże żele plus dwie wersje 60 ml oczywiście elegancko zapakowane , a kobiety to kiedy weszłyśmy łaziły za nami jak psy gotowe wysmarować nas wszystkim dostępnym w sklepie i informując o każdej promocji byleby tylko coś sprzedać... Nie tylko cena tego produktu mnie zaskoczyła - szczególnie ogromną różnicę cenową widziałam w SKIN FOOD - krem yuja w Sepchorze kosztuje ponad 100zł natomiast ten sam produkt w Korei ... ok 35zł... Nie myślcie jednak , że Jolse jest takie tanie ;) Mają "darmową wysyłkę" dokładnie wliczoną w cenę produktów i dlatego tak chętnie współpracują z blogerkami :D . Mają przebitkę oj mają :D . Poczułam to na limitce z A'PIEU Bonobono :p

SZUKAJ WIATRU W POLU.

Jeśli myślicie , że tak hitowe w Polsce Koreańskie marki jak COSRX , NEOGEN , DR.G i SKIN79 mają swoją sklepy i można kupić ich produkty wychodząc w kapciach po bułki ( których nota bene możecie mieć problem z dostaniem w Korei xD ) to się grubo mylicie. Nie spotkałam ani jednego sklepu stacjonarnego tych firm wszystkie powyższe za wyjątkiem SKIN79 są dostępne w Olive Young , ale tez w bardzo ograniczonej ofercie i trzeba się mocno napocić , żeby je znaleźć.  Natomiast SKIN79 wiem ,ze ma swoje sklepy stacjonarne oddzielnie , ale musi ich być bardzo mało. Za to jeżeli jesteście fanami ETUDE HOUSE, INNISFREE , NATURE REPUBLIC , HOLIKA HOLIKA , A'PIEU , MISSHA, THE SAEM lub TONY MOLY, ARITAUM, IT'S SKIN i SKINFOOD - ich stanowisk jest bardzooooo dużooo..... Można by rzecz , że część naszych ulubionych koreańskich marek jest... selektywna...


                      

JAKI Z TEGO MORAŁ? ( nie żuj gumy w lesie ;p)

Wierzcie mi musiałam mocno się ograniczać z zakupami , żeby się nie zatracić w kosmetycznej rozpuście i zmieścić w 30 kg bagażu w cenie biletu xD . Tak bardzo starałam się trzymać nerwy na wodzy , że  zakupy robiłam dopiero dzień przed wylotem i zajęły mi całą godzinę xD . Nawet kibicujący mi MENż stwierdził , że jestem szybka.. O tak byłam jak struś pędziwiatr - szłam tylko w obranym celu z przemyślaną listą zakupów i wiecie co... Prawdę mówiąc unikałam tych wściekłych sklepów xD , a wybierałam koreański odpowiednik rosmanna i hebe czyli Olive Young i Watsons , bo po przejrzeniu ich "gazetek" zdecydowanie można było zaoszczędzić na produktach , które znam i lubię - bo w Korei całkiem nieźle również z dostępnością Japońskich marek :) , tak, że wychodząc nie miałam wrażenia, że kupiłam sporo zbędnego badziewia ;p . Widząc na żywo niektóre limitki dałam sobie od razu z nimi spokój - THE FACE SHOP i Marvel ( paletki to prostu kiczowato napigemtowane jak dla dzieci... ) , a inne jak BONOBONO po zobaczeniu ich na żywo i przeliczeniu na złotówki od razu wiedziałam, że muszę mieć ;p




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 interendo , Blogger