#korealove - 5 koreańskich ulubieńców - holika holika, mizon , tony moly , jil gyung-yi , skin79



Dzisiejszy post jest z tych przyjemnych - będę pisać o samych udanych produktach ;p . Podobny post z uwzględnieniem kosmetyków japońskich i ... bubli znajdziecie <TUTAJ> .  Akurat Korea Love powstał w ramach współpracy zainicjowanej przez Justynę- okiem Justyny na dole znajdziecie pełną listę blogów biorących udział w "wyzwaniu" ;p  ( no bo jakże inaczej to nazwać skoro ze stosu posiadanych kosmetyków trzeba wybrać kilka ulubionych? Początkowo miał być tylko o zgrozo... JEDEN toć to niemożliwe ... xD haha )  . W sumie tego typu akcje są dobre , bo przynajmniej motywują do działania ;p . Długo nic nie było mnie w stanie zmotywować xD .  Ale teraz powiedzmy mam kilka dni przerwy od pracy , bo jestem na kursie. Więc w ramach samorozwoju i spędzania wolnego czasu popiszę troszkę postów ( bo co innego można robić w hotelowym pokoju kiedy było się już pierwszego dnia na zakupach i wydało worek pieniędzy xD ) . Bystre oczy zauważyły, że na zdjęciu jest jeden NIEkoreański produkt mianowicie moja ukochana baza maquillage , która jest produktem do cna Japońskim ;p. Zdjęcie jest po prostu z innego "zamysłu" zrobione jakiś czas temu ;p. Hahah - taki mały dowcip sceniczny xD.

Nie przedłużając zbytnio biorę się do gadania ;p

1. JIL GYUNG-YI - FEMININE CLEANSER

Zaczynam od niego bo to jak dla mnie najbardziej fenomenalny i zaskakujący produkt , który szokuje mnie za każdym razem kiedy go używam. Nie jest to suplement diety - choć może się tak kojarzyć ;p. Jest to feminine cleanser - czyli powiedzmy produkt do higieny intymnej w tabletkach.  Nie przyjmuje się go doustnie xD  tylko... no same wiecie wewnętrznie "w tym miejscu" coś jak globulki ;p . Jego zadaniem jest uzupełnienie flory fizjologicznej ( czyli probiotyk)  dzięki czemu rewelacyjnie radzi sobie z nieprzyjemnym zapachem , zapobiega infekcjom intymnym i chroni przed upławami. Jeżeli macie problem z częstymi zapaleniami  kwiatu naszej kobiecości na pewno drastycznie zmniejszy ilość tych nieprzyjemnych doznań. Dostałam kiedyś do przetestowania 2 opakowania z okazji K-beauty i muszę przyznać , że jest to produkt absolutnie hitowy niszowy i mało znany , a ten kto go wymyślił powinien dostać nagrodę nobla! Na dole zamieszczam link do yt jak poprawnie używać tych cudaków ;) . Musicie wiedzieć, że na ebayu ten produkt osiąga zawrotne ceny... 100$ za 10 sztuk ( dopiero teraz jak zaczęłam szukać znalazłam ;p) a ja dostałam 2 opakowania po 20 ( normalnie szok... Majątek!) jest to jednak produkt wart każdej złotówki .





2.  HOLIKA HOLIKA ALOE SHOOTING GEL

Ten produkt w bardzo krótkim czasie stał się hitem blogosfery i to naprawdę zasłużenie. Sama pisałam już o nim wielokrotnie i jest to jeden z tych niewielu produktów ,  o którym nie przeczytałam ani jednego nieprzychylnego słowa. Ma przepiękny dizjan , który już samym wizusem pieści zmysły ;p. , przestępną cenę - ok. 30 -35 zł  sporą pojemność 250 ml i rewelacyjne działanie. Doskonale nawilża włosy ( stosuję zarówno samodzielnie  jak i jako dodatek do masek ) , łagodzi podrażnienia  skóry ( szczególnie kiedy po laserowej depilacji dopada mnie na łydkach świerzbiączka spowodowana wypadaniem cebulek ) , bardzo dobrze też działa na podrażnienia spowodowane nadmierną opalenizną , a także po prostu jako maska nawilżająca lub krem . Jest też moim numerem jeden na wyjazdach - zawsze kiedy zmienię "wodę" mam masę nieprzyjemności na twarzy, ale kiedy o użyję problem znika ;p.  Ma bardzo ubogi skład ;p - no co 99% aloesu xD więc co innego może być w składzie :D . Miłość do aloesu jest typowo koreańska. W Japonii aloesowe produkty nie są tak popularne , prawdę mówiąc ... Ze świecą ich szukać ;p. Tu macie też bardzo dobry nawilżający żel pod prysznic z serii . Jest jeszcze myjacz do twarzy - zarówno żel pod prysznic i żel do twarzy bardzo mało się pienią i bardzo trudno zmieniają swoją żelowiastą konsystencję. Sama nie wiem ile już zdenkowałam tych produktów ;p Ciągle dokupuję nowe ;p .


3. GOLDEN SNAIL EYE PATCH - SKIN 79

Muszę przyznać, że są to do tej pory najlepsze płatki pod oczy, które stosowałam. Nie miałam niestety do czynienia z legendarnymi Petitfee ( dobra właśnie przy okazji posta naprawiłam swój błąd i kupiłam paczusię na ebayu ;p )  ,  ale zaliczyłam po drodze całą masę patchowych gniotów... Do gniotów zaliczam takie , które - po pierwsze drażniły moją wrażliwą okolicę oczu ( potrafiłam spuchnąć po niektórych , piekły mnie oczy lub widziałam jak za mleczną szybą ) . Po drugie były zbyt cienkie/grube i zsuwały mi się spod oczu . Po trzecie - nie robiły nic. Musicie wiedzieć , że testowałam też z kształtem ( i to musi być łezka...) i fakturą ( mam też zwykłe bawełniane płatki i efekt nada...) . Ogromny plus , że wewnątrz jest aż 60 sztuk. Zarówno grubość, przyleganie , kształt i działanie są tu naprawdę całkiem przyjemne. Bardzo podobał mi się efekt chłodzenia i nawilżania. Kupując płatki pod oczy pamiętajcie, że muszą być koniecznie hydrożelowe ;p no i jak dla mnie najlepiej ze ślimaczkiem ^^) .


4. TONY MOLY - APPLETOX peeling.

Do tej pory to mój ulubiony produkt z Tony moly. Prawdę mówiąc wszystko inne co miałam z tej firmy to były gnioty xD , kupowałam tych bubli całkiem sporo wierząc, że śliczne opakowania kryją w sobie złoto , a w sumie kryły gówno xD  . Ale jabłuszko... To cud w swojej klasie! Ultradelikatny peeling enzymatyczny o bardzo kremowej i satynowej konsystencji bardzo łatwo może się pomylić z kremem do twarzy. Bosko pachnie zielonym jabłuszkiem! Nakładając na twarz należy go pozostawić na chwilkę i dopiero po 2-3 minutach masować twarz - wtedy dopiero robią się "kłaczki" , z martwego naskórka , a oprócz tego nawet po zmyciu pozostawia efekt jak posmarowaniu twarzy kremem i to raczej tych treściwych - tłustych , choć dzięki peelingującym właściwościom twarz jest bardzo dobrze  wygładzona . Byłam zachwycona jego stosowaniem ( już samo opakowanie jest bardzo kuszące ;p ) i efektami. Ma w sobie to coś ;p. Obok na zdjęciu macie też najbardziej bublowaty toniaczowy produkt.... Pandowego sticka - totalnie NIE polecam! tylko ładne opakowanie nic więcej ( ale na zdjęciach jest bardzo fotogeniczny haha ;p  )


5. MIZON - REVITAL LIME MASK

Na koniec moja ulubiona koreańska maseczka wash-off czyli legendarna już limonkowa z Mizon.  Żelowa konsystencja przypominająca sorbet limonkowy z kuszącym zapachem ach... uczta zmysłów! Bardzo dobrze nawilża twarz a zapach towarzyszy nam cały czas :) . Wystarczy tylko niewielka warstwa dla efektu , nie jest komedogenna . Z całej rodziny mizoniaków tylko ta się  u mnie spisała - miodowa mnie zalergizowała ( napuchnięta czerwona twarz - meh ) , z czarnej fasoli robiła mi zaskórniczą masakrę , a ten maluszek - rewelka ;p .Twarz jak po dobrym spa :D  - jędrna jak limonka :D .



Na dzisiaj tyle mam Wam do powiedzenia ;p . Jutro będzie kolejny post ( Walentynkowy ;p )  , mam też trochę zaległości , więc przez najbliższy tydzień wszystkiego będzie pojawiać się trochę więcej ( no co... ) . Wyniki rozdania podam w walentynki i od razu ogłoszę nowe ;)

Tymczasem zapraszam do dziewczyn z naszego wyzwania #korealove  każda z nas przygotowała krótkie opisy swoich ulubieńców , więc sama chętnie coś podpatrzę haha :



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 interendo , Blogger