K-TECH BEAUTY SEPHORA : KAUCZUKOWA PIELĘGNACJA DR. JART + SHAKE & SHOT vs MOIST LOVER



Sephora regularnie podsyła mi swój katalog z nowościami na dany sezon. Rok temu o tej porze zaczęła wprowadzać pierwsze koreańskie marki i wydali nawet niezbyt szczególnego Sephora box K- pop beauty  <KLIK>. W tym roku ponownie postawili na koreańskie marki a kampania nazywa się K-Tech Beauty  i muszę przyznać, że już sama nazwa bardzo przypadła mi do  gustu  ;p. Brzmi trochę jak nazwa narkotyku... Mojego osobistego kosmetycznego narkotyku ;p.  W katalogu na pierwszy ogień poszły oryginalnie zapakowane maseczki Dr. Jart + Shake & Shot , na których widok doznałam.... 


Dzikiej fascynacji przemieszanej z przerażeniem ;p. Wieczka  maseczek kojarzą mi się z Laleczką Chucky... Kiedy byłam dzieckiem , brat mnie nią straszył , bo w domu pełno było lalek Barbie xD ( wyobrażacie sobie Teksańską masakrę piłą mechaniczną w wersji Barbie? No właśnie ja sobie wyobrażałam xD ) . Oprócz tego wprowadzono maseczki Papa Recipe , OOZOO , markę Belif oraz nowości Tony Molly z serii uroczej ośmiorniczki Tako ( kremix z kapsułkami przypominającymi ikrę  intryguje mnie ale cena w Sephorze odstrasza - prawie 130 zł ... trochę dużo zwłaszcza , że toniacz to bardzo podrzędna marka ;p ) . Widziałam też nowe propozycję z Erborian i Caolin . 


Jak zobaczyłam Chucky Szejki to wiedziałam , że nie wytrzymam jeżeli ich nie kupię ;p . Po drodze inwestnęłam jeszcze w inne rzeczy , ale to będziecie mogli zobaczyć w nowościach marca ;) no chyba, że oglądacie moje instastory  to już widzieliście ;p . Cena dość wygórowana 39 zł za jednorazową maseczkę , ale show must go on ;p. Gdyby była ostatnia z serii zielona dostępna też bym kupiła a jakże ;) . Maski Moist Lover kupiłam w trakcie swojego pobytu w Koreii , bo w Olive Young kosztowały 15 zł za sztukę ( w Sephorze 43zł ....... ) więc stwierdziłam , że to dobra okazja do zakupu ;p . 


Shake & Shot i to typowy zestaw DIY .Mamy substancję A i substancję B , które mamy wymieszać i pomiziać się patyczkiem ;p. Tyle w teorii ;p.Na początku zastanawiałam się czy w ten dziubek w literkę O będziemy wkładać jakaś rureczkę ;p , ale nic z tych rzeczy zboczuchy ;p . Pomysł zdecydowanie nowy nie jest, ale na pewno opakowanie tak ;p . Maseczki są o tyle wyjątkowe , że są kauczkowe. Prawdę mówiąc po zaschnięciu nadal wydają się wilgotne w związku z czym nosząc na twarzy miałam dylemat jak długo powinnam mieć ją na twarzy ;p  . Ich działanie jest ... ciekawe . Masa kauczkowa zasycha bardzo szybko , ale w przeciwieństwie do algowej nie zasycha w skorupę i nie daje uczucia ściągnięcia .  Zdejmuje się bardzo łatwo ,bo nie daje uczucia sklejenia z twarzą ;p To co się nałożyło mi we włosy bardzo łatwo spłukałam . Twarz po usunięciu jest inna niż w przypadku tradycyjnych mask sheetów - nie jest paskudnie lepiąca i efekt jest widoczny od razu.  Zaliczyłabym te maski do masek bankietowych - efekt WOW po ściągnięciu , ale też nie trzyma się jakoś wybitnie długo . Dość szybko skóra spija całość. Ciekawe uczucie i wrażenia , ale zdecydowanie zbyt wygórowana cena jak na  jednorazową maseczkę. Magda z ekipy Rare Beauty Market poleciła mi dużo  tańszą maseczkę o podobnym działaniu , która jest pakowana w duże pojemniki i kosztuje praktycznie tyle samo ;p do tego jak sama wspominała wykorzystywana jest w koreańskich salonach piękności - mówię o ANSKIN . Za jej namową czaję się na nią xD , ale zakup nie wiem kiedy dojdzie do skutku haha. 


Maseczki Moist Lover to maski również kauczkowe składające się z dwóch płatów - na górną partię twarzy i dolną. Kauczuk stał się najwyraźniej znakiem rozpoznawczym dr Jart ;p . Stosunkowo grube i delikatne za razem "przyklejają się do twarzy" choć mają problem swoją grubością porządnie przylec do nosa xD ( tak wiem mój w ogóle jest skomplikowany jeżeli chodzi o przyleganie wszelakich mask sheet ;p .  Łatwo ją rozdziabać długim paznokciem - zdecydowanie łatwiej niż te hydrożelowe . Do tego w ramach "innowacyjności" ampułkę ze składnikiem aktywnym o konsystencji powiedzmy galaretki również macie zapakowane osobno .  Najpierw trzeba założyć ampułkę na twarzy a potem przykryć ją płatami. Psikus jest taki, że maskę naprawdę można długo nosić na twarzy ;p - na opakowaniu napisali że 50-60 minut ja miałam wrażenie , że nawet po tym czasie jest twarz nadal mokra ;p  . Jaki z tego morał? Tak naprawdę ampułka słabo się wchłania xD . I kosztuje w PL uwaga... 43zł .... 

W ramach podsumowania powiem, że maski Shake&Shot spodobały mi się , ale są moim jednorazowym wyskokiem ;p Po prostu zaspokoiły moją testerską ciekawość, ale nie przekonały mnie do siebie swoją CENĄ, być może gdybym mieszkała w Koreii i kupowała je połowę taniej to nie miałabym nic przeciwko ;p . Zabawa i DIY na bank po pewnym czasie by mnie denerwowała jak to ja xD . No co leniwe ze mnie bydlę xD . Lubię wyjąć nałożyć i zapomnieć ;p Haha ;p .  A  co do Moist Lover - to hm... miało być zajebiście a wyszło jak zwykle xD. Przerost formy nad treścią ;p Czasem trzeba rozróżnić granicę między innowacyjnością , a przekombinowaniem .  W ogóle jak pisałam tego posta cały czas miałam w głowię tę piosenkę - może chcecie poszejkować razem ze mną ? 


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 interendo , Blogger